Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
4297
BLOG

Smoleńsk nas obnażył

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 96

 

Nie da się zanegować faktu, iż losy tzw. III Rp, zostały brutalnie przedzielone smoleńską cezurą. Losy tej III Rp trzeba dzielić na te do 10/04/10, i na te już po tej tragicznej dacie. Czym bowiem był Smoleńsk? Myślę że pewnego rodzaju kumulacją wszelkiego rodzaju patologii toczących nasze państwo od roku 1989, a których to patologii w zapale transformacji nie chcieliśmy, bądź nie umieliśmy dostrzec. Patologie te przez lata degenerowały nasze struktury państwowe na wszelkich możliwych polach, a osoby odpowiedzialne za politykę w naszym kraju jedynie się temu wszystkiemu przyglądały. W największym skrócie można by owe patologie nazwać miksem urzędactwa z „jakośtobędzieizmem”. Od 10 kwietnia 2010 roku następuje bolesne przebudzenie. Wszystko co dotąd mogliśmy jedynie przeczuwać, owego dnia i każdego potem, momentalnie się wyjaskrawiło.

Nagle, nie dość że straciliśmy 96 osób najwyższej rangi państwowej, to okazało się że nasze państwo mimo doskonale stwarzanych pozorów jest całkowicie wycofane na pewnych obszarach. Okazało się że nie posiadamy sprawnej dyplomacji, nie potrafimy zapewnić Prezydentowi godnych głowie państwa warunków podróży, że na najwyższych szczeblach decyzyjnych panuje chaos i niekompetencja. Swary polityczne czy też nawet te czysto personalne które dotąd traktowaliśmy jako element telewizyjnego show w programach publicystycznych, przełożyły się w końcu na tragiczny efekt. Co gorsza nie zmieniło to naszej polityki ani o jotę, a poziom wzajemnej agresji wzrósł. Można się tylko domyślać (a w zasadzie mieć co do tego zupełna pewność) że wszystkie te niedobre nawyki schodzą w dół naszego życia i kończą się gdzieś na wrzaskliwej i niekompetentnej urzędniczce w Urzędzie Gminy. Parlament który w obliczu takiej tragedii nie umiał wygenerować nawet poważnej komisji ds. tej katastrofy nie zasługuje na dalsze istnienie ani o minutę dłużej.

Potem dowiedzieliśmy się równie złych wieści. Okazało się też, że nasze media są bezsilne, jałowe, jarmarczne i w jakiś tam sposób zaprzęgnięte w tę ogólną degrengoladę. Pełne są oportunistów gotowych za wszelką cenę ratować mit „bezprzykładnego sukcesu III Rp”, tak jakby od losów tego mitu zależały nie tylko ich stołki ale i życie. Większość dziennikarzy zamieniła się w „narratoromaty” wypluwające dzień w dzień kolejne zwoje waty słownej. Ci nieliczni, którzy się temu oparli, uciekli w metafizykę. Człowiek chcący się sprawami Smoleńska na poważnie interesować został opuszczony. Z jednej strony dostawał niemalże jawne kłamstwa, a z drugiej coraz bardziej fantastyczną beletrystykę. Nie ma się jednak co temu dziwić, skoro wszystko zaczęło się na samej górze. Bezsilny i zagubiony w pijarze rząd nie wydarł Rosjanom wraku, co sprawiło że wszystkie te powstałe później raporty, komisje i wnioski można sobie powiesić na haku w łazience.

Najbardziej dojmująco obnażony został Donald Tusk. Mąż Stanu, przyszły szef Zjednoczonej Europy mający ją wznieść do wysokiego lotu okazał się być po prostu dosyć małym człowiekiem, nie umiejącym spojrzeć na to co robi z jakimkolwiek autodystansem. Potraktował Smoleńsk jako kolejny etap wojny polsko-polskiej i nie wydał z siebie nawet najmniejszego poczucia winy za wszystko co działo się przed katastrofą. Uznał, że polityczna cena za wypowiedzenie słów „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” byłaby zbyt dla niego wysoka i uspokojenie rozkołysanych polskich emocji nie wydało mu się tej ceny godne. Ważniejsze okazało się pokazanie wilkom z własnego stada, że jest nadal największym basiorem na podwórku. Nie dość że dął się owinąć Moskwie wokół małego palca stopy, to jeszcze podkręcał polityczne animozje w sposób nie przystający nawet sołtysowi we wsi.

Jeśli ktoś liczy na to że polscy politycy zejdą z tej ścieżki to niestety ale jest naiwny. Smoleńsk, który mógł być pomimo swego ogromnego tragizmu katalizatorem zmian, okazał się być jedynie środkiem konserwującym istniejący stan. Wnioski końcowe są jeszcze gorsze. Myślę że kolejnym dzwonkiem alarmowym będzie dopiero jakaś następna tragedia. Ile ich jeszcze powinno się wydarzyć aby ktoś poszedł po rozum do głowy?


Poniżej zamieszczam link do audycji w radiu TokFM, w której wziąłem udział wraz z Azraelem, a która dotyczyła m.in. właśnie też Smoleńska i Lecha Kaczyńskiego. Niestety nie poradziłem sobie. Zostałem - co rzadko mi się zdarza - zagadany i pozostał mi po tej audycji spory niesmak.

www.tok.fm/TOKFM/0,94037.html

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (96)

Inne tematy w dziale Polityka