Co jakiś czas na S24 zdarza się pewien rytualny taniec. Dzieje się on wówczas, gdy ktoś z tzw. „naszych” pozwoli sobie zejść choćby na milimetr z wyznaczonej drogi marszu. Szybko zbiera się sąd kapturowy i we wcześniej przygotowanej wersji wyroku wpisuje się tylko dane delikwenta przeznaczonego do blogerskiego odstrzału i uroczystego wypisania z Salonowego Klubu Pickwick'a. Taki los spotkał na S24 choćby słynną Katarynę. Kara: wieczne pohańbienie. Przewina: ciągoty do wolnomyślicielstwa.
Samą sprawą Mazurka nie chce mi się nawet zajmować, wałkuje się ją tu od dłuższego czasu. Nawet nie chce mi się głębiej zastanawiać, czy się w tej kwestii którą poruszył Mazurek zgadzam się z nim mniej czy więcej. Trochę się zgadzam, a trochę nie – ot, przedstawił chłop swoje spojrzenie na dany temat. Nieważne. Bardziej chodzi mi o to, że po raz kolejny polityka odsłania nam się jako niewiele więcej ponad plemienny bieg na obozy przeciwnika. Czy Ty jesteś naiwny panie Kacprzak? Tak, w tej kwestii jestem naiwniak do kwadratu. Dziwi mnie wciąż, że tak ciężko przyjmujemy obcy nam pogląd na daną sprawę. Dziwi zapiekłość z jaką atakujemy czyjąś opinię odbiegającą od myślowego szynela.
Kto lub co odpowiada za tą naszą umysłową zatęchłość? Najłatwiej wskazać na wiecznego winnego – Homosovieticusa, który każe nam się zachowywać niczym dobrzy bolszewicy. Wolność owszem, ale na naszych zasadach drogi panie. Możesz wybrać jaki chcesz kolor, pod warunkiem że to będzie czarny – tak reklamował się dawno temu Ford dysponując automobilami tylko w jednym kolorze.
Czy jednak nie czas porzucić tę kulę u nogi? Czy w ogóle możliwe jest abyśmy nauczyli się traktować odrębną opinię jako punkt do ożywionej dyskusji bez obelg i bojkotowania? Czy jeśli napiszę, że popieram nielubiany przeze mnie rząd PO za walkę z dopalaczami, to już się będę nadawał pod sąd rewolucyjny czy jeszcze nie?
P.S W tytule wpisu użyłem fragmentu tekstu utworu zespołu Lao Che pt. Mars-Anioł Choroby.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)