Raczej dużo się nie zmieni do wyborów - bez względu na to, za ile one się wydarzą. Najprawdopodobniej oddam swój głos na PiS. W to że Tusk nagle zajmie sie na poważnie Smoleńskiem, lub nagle rozpocznie ofensywę reform - przepraszam, ale nie wierzę. Zanim ktoś mnie za tą decyzję pochwali, proszę się jeszcze wstrzymać. Będę bowiem wyborcą PiS-u dość nietypowym. Odwrotnie niż większość wyborców glosujących na PiS zagłosuję na tę partię nie dlatego, iż szefem tej partii jest J.Kaczyński a raczej wbrew temu. Swoją nadzieję na odmianę wygladu polskiej polityki nie widzę w szefie Prawa i Sprawiedliwości, a raczej rodzących się w jego tle solidnych kadrach w postaci Wiplera, Szałamachy czy Bieleckiego.
Wokół PiS-u, zwłaszcza w gronie jego sympatyków krąży wiele mitów które trzeba raz na zawsze rozbroić. Np. o tym iż PiS-u nie ma w mediach. Bzdura. Gazet, telewizji czy też internetowych ośrodków w których można zapoznać się z poglądami na sprawy odrębnymi od tych nazwijmy to mainstreamowych jest już bez liku. Politycy PiS pojawiają się we wszelkich możliwych stacjach telewizyjnych, gdzie mogą przekonywać obywateli do swoich racji. Zresztą sam fakt że PiS, pomimo wszystkich obiektywnych uwarunkowań wciąż cieszy się naprawdę dużym, oscylującym wokół 30% poparcia jest najlepszym dowodem na to że to nie miedia są głównym problemem PiS.
Proszę też schować scyzoryki. Nie uważam że tym głównym problemem PiS - jak to modne przedstawiać - jest J.Kaczyński. Można spokojnie założyć, że duża część elektoratu PiS opiera swoją wiarę w tą partię właśnie ze względu na postać prezesa. W warunkach polskiej polityki, w której partie są silnie skoncentrowane wokół swoich przywódców nie można się na fakt supremacji Kaczyńskiego przesadnie zżymać. Co nie znaczy że nie można tego nie zauważać i nierzadko krytycznie oceniać.
Powiem otwarcie i szczerze. Nie do końca rozumiem politykę J.Kaczyńskiego od czasów katastrofy. To znaczy inaczej. Rozumiem na poziomie emocjonalnym, na poziomie taktyczno-politycznym zupełnie nie. Przyznam się jeszcze do czegoś. Po części wyznaję makiaweliczne podejście do polityki i czasami mam wrażenie że w PiS-ie tego makiawelizmu jest za mało. Uznaję że cel jest wart różnych środków a Paryż wart jest mszy. Skoro łagodna i spokojna wersja prezesa nieomal nie dała mu fotela prezydenckiego to znaczy - z mojej perspektywy - że ta taktyka była dobra. Skoro podobne wypowiedzi J.Kaczyńskiego tym z 10 kwietnia 2012 już tysiąc razy były mielone w medialnej sieczkarni obsługiwanej przez red. Pochanke, to po prostu należy ich unikać. Skoro wywiady w mediach typu Onet, czy program Lisa zawsze wizerunek prezesa wykrzywia to nie należy tam po prostu chodzić. Koniec kropka.
Już wszystkie niemal badania wykazują że ludziska nie lubią agresywnej retoryki. Nie lubią jej i już. Wolą gładkie wypowiedzi. Wolą też łagodne piosenki, zwłaszcza te które dobrze znają - wiedział to już inżynier Mamoń. Polityka to taktyka. Czasem żeby wziąć całość i pozałatwiać sprawy które uważa się za słuszne należy się taktycznie przyczaić. Czasem ładnie usmiechnąć. Porozdawać dzieciom baloniki. Wysunąć nawet te ładne dziewczyny. A w tle budować zaplecze w postaci wymienionych w pierwszym akapicie. ktoś zna inną, bardziej rozsądną drogę? Za pisanie o tym że należy czekać aż "państwo Tuska" zawali się do cna, będę banował bezwględnie niczym Coryllus i Renata Rudecka razem wzięci:)
A potem robić swoje. Czy PiS, a przede wszystkim prezes tej partii jeszcze to rozumie? Czasem mam wątpliwości.


Komentarze
Pokaż komentarze (105)