Polacy ogólnie są znerwicowani i mają ku temu powody. Nie jesteśmy dla siebie specjalnie mili. Furczemy, prychamy, przepychamy się w kolejce w sklepie, a o tym co się dzieje na drogach to lepiej już w ogóle nie wspominać. Przeklinają publicznie już kobiety i dzieci w ogóle sie tym nie krępując. Ba, jest to dziś pewnego rodzaju już "fun". Tak jest "cool". Bez rzucenia "ku..wą" nie ma rozmowy. Wystarczy wsiąść do pierwszego lepszego pociągu ściskając w dłoni kamyk zielony. Ja sam nie jestem od tego wszystkiego wolny. Kiedy razu pewnego przeniosłem się dosyć szybko z Warszawy do Amsterdamu, to idąc po lotnisku wyczułem że mijający mnie ludzie jakoś mi się przyglądają. Kiedy sprawdziłem w WC, że twarz mam cąłkowicie czystą zorientowałem się że pewnie musiała ich dziwić moja zacięta mina, bez której poruszać się po Warszawie nie sposób. Po prostu zapomniałem jej zostawić w kraju.
Do tych milusińskich nastrojów idealnie dostosowują się politycy. Światowid wie jeden co było pierwsze - agresja słowna polityków, czy ta płynąca od nas samych. Może spotykają się w pół drogi gdzieś? Nie mam pojęcia.
Wiem jedno - że nasz polityczny język toczy się jak śnieżna kula z bardzo stromego zbocza. Gorzej jeszcze, że pod warstwą śniegu ta kula to najprawdziwszy beton i kiedy ta kula wreszcie w coś przywali, to się okaże że wszyscy na tym Titanicu siedzimy razem. Tym bardziej że każdy z nas tutaj siedzi za monitorem. Jakże łatwo wtedy "nawsadzać" oponentowi. Nazwać go oszołomem, moherem, faszystą, komuchem czy po prostu ścierwem. Nawet jeśli na codzień strach nam poprosić o dolewkę zupy, to tutaj możemy sobie popuścić folgi.
Ja osobiście bardzo jestem ciekaw co będzie granicą, za którą być może wszyscy razem zdejmiemy nogę z gazu. Jakiś rodzimy Breivik? Forpoczta w postaci Cyby juz nadeszła. Oczywiście jak nas ktoś zapyta co my na to, to powiemy - "nie, to nie ja, ja tak nie robię". Albo - "ja tylko reaguję, nie ja zacząłem, to oni pse pani".
Nie chcę byc złym prorokiem, ale śmiem sądzić że koniec tej całej zabawy będzie dla nas bardzo przykry. Być może już jest gdzieś taki ktoś, kto nie rozumie umowności tej "zabawy" agresywnym słowem. Być może już nawet ma jakiś przyrząd do tego żeby nam to wszystkim wyraźnie uświadomić. Kiedy i u nas zginie od kul blisko sto osób to pewnie i tak powiemy - "to lewak", "to prawak", "to szalony moher", "to ruski agent przebrany za studenta", i dalej będziemy ze sobą rozmawiać tak jak rozmawiamy. Wszak to tylko polityka, prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze (127)