Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1713
BLOG

Teoria zamachu przetrwalnikiem sprawy Smoleńskiej

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 26

 

Gdybym był oficerem KGB i miałbym przeprowadzać jakikolwiek zamach, korzystałbym ze starych sprawdzonych metod, stosowanych choćby przy okazji zabójstwa ks. Popiełuszki. Organizuje się zamach, wciąga się w to kilku ambitnych czynowników, a gdy klamka zapada, stawia się owych czynowników pokazowo pod sąd, gdzie oni płaczą i się jąkają. Oddałbym grzecznie dowody zbrodni owych „szalonych” czynowników zainteresowanym i całemu światu pokazałbym jak jestem oburzony z powodu tego wszystkiego. Czynownicy dostaliby wyroki i odpowiednie czeki. Za kilkanaście lat wypuściłoby się ich za dobre sprawowanie. Albo tam by się ich co jakiś czas solidnie poniewierało i sama UE by się upomniała o ich wolność w imię Praw Człowieka. Sprawa byłaby zamknięta a stosunki polsko-rosyjskie wzorowe. Proste? Proste jak drut. Tymczasem to co dzieje się ze sprawą Smoleńska, wyrywa się z takiego najprościej przychodzącego do głowy scenariusza.

Niedawno red. Skwieciński, którego skądinąd bardzo szanuję, napisał artykuł w „Urze”, w którym poddaje kwestię domniewywanego tu i ówdzie zamachu osądowi logiki. No i wychodzi mu tam na to, że ewentualny zamach się owej logice wyrywa. No bo Lech Kaczyński i tak by przegrał wybory, nikt nie miałby w tym interesu, duże ryzyko, sami nas ostrzegali kiedyś przed tym lotniskiem etc. Dziwi mnie trochę to, że ekspert od spraw rosyjskich, znawca ich mentalności buduje tak naiwną argumentację. W Rosji nic nie jest logiczne, a kasta władzy jest podzielona, ma przeróżne interesy, przeróżne koterie, nie mówiąc o tym że pełna jest spragnionych dymu szaleńców, która taki zamach mogła zrobić po prostu ot, tak, korzystając z okazji. Cała moja teoria z pierwszego akapitu tu jednak nie pasuje. Rosjanie trzymają wrak, kantują w czasie śledztwa, idą w zaparte i w ogóle panuje wokół tej sprawy kompletny chaos. Dlaczego?

Dlatego, że Rosjanie czują się pewnie. Wiedzą doskonale o tym - zakładając nawet to, że nie było zamachu a tylko bardak – że w niczyim interesie nie jest grzebanie przy tej sprawie. Ani w interesie USA, ani w interesie UE, ani w interesie kogokolwiek innego. Tak samo jak w niczyim interesie nie jest zajmowanie się Czeczenią, Koreą Płn., Tybetem czy obozami pracy w Chinach. Nie zmieniłoby nic to, gdyby rządził zamiast Tuska Kaczyński i mówił o tej sprawie dniami i nocami. Nadal nikt by nie kiwnął w tej sprawie palcem – kto w to wierzy jest po prostu naiwny. Tak więc Rosja dostała – przypadkiem czy nie – wspaniałą „zabawkę” do destabilizowania wewnętrznej polityki Polski. Tu przeciek, tam nie oddanie dowodu, tam grzebanie przy telefonie Prezydenta, to używanie kart kredytowych ofiar, tam na końcu kretyński raport MAK-u. UE ma ważniejsze sprawy - np. swoje interesy gazowe z Rosją i panią Tymoszenko.

Efekt jest doprawdy wspaniały. Polska klatka się aż trzęsie. Jedni wrzeszczą: mord w biały dzień, Katyń II. Drudzy: sekta smoleńska, oszołomy, opętani spod krzyża. Premier plącze się o własne nogi, kandydat na Premiera w emocjach. Czyż to nie wspaniała zabawa, tak teraz sobie to siedzieć i obserwować zza węgła?

Można się zastanawiać jak to się dzieje, że np. takie artykuły jak ten o korzystaniu z telefonu Lecha Kaczyńskiego pojawiają się teraz, a nie np. rok wcześniej? Kto dysponuje takimi faktami, kto je dystrybuuje do mediów i czy przypadkowo ten ktoś wybiera bliskość Euro 2012? Czy te fakty które nagle wypadają z pudełek wypadają przypadkiem, czy może faktycznie ktoś do nich „dotarł”? Może to dalszy element ścierania się czyichś interesów?

Jest jednak w tym wszystkim pewien cień nadziei. Taki oto, że te nawet najbardziej fantazyjne teorie zamachu, filmiki Biniedy nazywane przez Wywczasa „kreskówkami”, czy nieprzemyślane wypowiedzi Macierewicza sprawiają że sprawa Smoleńska wciąż żyje w przestrzeni publicznej. Może często w kulawej formie, łatwej do zdyskredytowania, a często i bardzo podejrzanej, ale jednak wciąż krąży wraz z tymi wszystkimi wyżej wymienionymi faktami medialnymi po publicznym krwioobiegu. One mi się często nie podobają, czasem wręcz żenują ale póki co są potrzebne. Potrzebne jako przetrwalnik kwestii Smoleńskiej. Gdyby tego nie było, Smoleńsk byłby już sprawą całkowicie załatwioną i odstawioną do archiwów. A tak, od czasu do czasu ona wraca przymieciona paroksyzmami publikacji Gazety Polskiej. Może kiedyś zmienią się okoliczności i jednak zajmie się tym wszystkim ktoś nieco bardziej rzetelny? Warto by do tego czasu ludzie całkowicie o Smoleńsku nie zapomnieli. To że pojawiają się fakty w rodzaju tych o telefonie Lecha nie tylko karze się trwożyć o to że ktoś pięknie nas rozgrywa, ale też pomaga sprawie smoleńskiej przetrwać a nie odejść w medialny i duchowy niebyt.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka