Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1578
BLOG

Co z tą Francją?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 70

 

Kiedy mówi się o polskiej polityce zagranicznej, to najczęściej w tym kontekście padają wtedy nazwy dwóch krajów. Rosja i Niemcy. O bajdurzeniu o naszym domniemanym sojuszu z USA litościwie nie wspominam. Obracamy się od dłuższego czasu tylko pomiędzy naszymi dużymi, bezpośrednimi sąsiadami i tylko wobec nich definiujemy nasze interesy, zagrożenia oraz strategie. Tymczasem przecież jak tylko spojrzeć w historię, jest kraj z którym mieliśmy częstokroć dużą wspólnotę interesów - tym krajem jest Francja. Ba, sądzę nawet że w jakiś sposób związani jesteśmy (czy raczej byliśmy?) z tym krajem pewnego rodzaju nicią sympatii. Nić ta była czasami mocniejsza, czasami słabsza a czasem niestety pękała i to z dość głośnym hukiem. Nasze geopolityczne położenie, tak często przez nas wyklinane, dla Francji stanowiło pewien atut. Nasz kraj bowiem wiązał Niemców i Rosję na wschodzie, dając Francuzom tym samym większą swobodę ruchów. Poza tym wszystkim - myślę że jednak jest coś co oba te kraje łączy, a nie jest li tylko czystym pragmatyzmem. Tym czymś jest szacunek dla wolności i praw obywatelskich.

Tak, już widzę te ironiczne uśmieszki. Aleś Kacprzak wymyślił - Francja nasz sojusznik. Dobre sobie. Przecież w 1939 roku, zamiast nam pomóc, to siedzieli w okopach i pili szardonaje. Potem kolaborowali z Hitlerem a dziś chcą nam pozabierać łupki i wywalić na zbity pysk polskiego hydraulika. Gdzie tu więc jakieś sojusze. Będę się upierał jednak, że było dużo spraw które nas w naturalny sposób czyniły sojusznikami.

Wszystko zaczęło się jeszcze za wujka Napoleona. Pal licho, że kochał naszą rodaczkę, którą upraszał w listach pisanych z pól bitewnych aby zaprzestywała mycia się tak gdzieś w okolicy dwóch tygodni przed jego odwiedzinami. Szedł jednak na wschód policzyć się z ruskim. Po drodze byliśmy my, i Napo (jakby powiedziała młodzież) widział swój interes w dogadaniu się z Polakami. My mieliśmy mu dać w pakiecie swoje mięso armatnie oraz nienawiść do Rosji. On chciał dać nam za to niepodległość. Trzeba przyznać, że uczciwy interes. Szkoda że sie nie udało. Jednak już wtedy Francuzi - jak mniemam - zorientowali się, że Polska może stanowić przeciwwagę dla panoszących się od ich wschodniej granicy Prusaków.

Te sojusze zacieśniły się mocniej w czasie dwudziestolecia międzywojennego. W Polsce przebywali generałowie francuscy ( niewiele co prawda z tego wynikało, ale jednak byli),  nasze wywiady współpracowały ze sobą a sam Marszałek Piłsudski miał pomysł aby namówić Francuzów na wojnę prewencyjną z odradzającymi się Niemcami. Oczywiście jak przyszło co do czego, to ten "sojusz" na niewiele nam się przydał, ale sam fakt, że nie wszyscy w Europie usiłowali nas wówczas zjeść zasługuje na pamięć.

Co ciekawe, Francja miała inny status (nie była stawiana w jednym szeregu z zachodnimi imperialistami) nawet za PRL-u. Wszystko to za sprawą nadziei polskich komunistów na to, iż liczni francuscy "koledzy od Marksa" staną się V kolumną w NATO. Przykłady widać było nawet w popkulturze. W serialu "Czterej Pancerni i pies" pokazano sympatyczną podpitą grupkę Francuzów, którzy tocząc wózeczek ze szpargałami usiłowali wracać do domu po wojennej zawierusze. Dowody sympatii sowieckiej załogi czołgu "Rudy 102" oraz wspólne chlanie wina, niewiele tym Francuzom pomogły, bo został z nich tylko ów wózeczek - najprawdopodobniej natrafili na niemieckich sabotażystów. W wielu filmach tamtych czasów można było natknąć się na postacie z Francji, pokazywane najczęściej w pozytywnym świetle. Nawet w serialu "Polskie drogi" wpleciono postać członka francuskiego ruchu oporu, który rozkochał w sobie młodą polską komunistkę. Cymesik.

Poważniej już pisząc, natrafiamy na związki polsko-francuskie bardzo często. Francuzi też żywo interesowali się Polakami w czasach "Solidarności", która jest tam do dziś po prostu marką. Francja jest bowiem rozkochana w związkach zawodowych, a taki związek który obalił "Imperium Zła" jest  dla nich punktem odniesienia i wzorem. Tereny Francji zresztą wiele razy w historii służyły Polakom jako miejsce koncentracji rozbitych wojsk. Czy to wszystko razem do kupy, to mało? Z którym innym krajem w Europie tyle nas wiąże?

Dziś, nie wiedzieć czemu, bardzo od siebie oddaliliśmy. Francja jest formalnie naszym sojusznikiem w NATO i UE. Jednak co i rusz zgrzyta w naszych stosunkach. My sami - jak mi się wydaje - nie traktujemy Francuzów od dawna zbyt poważnie. Królują np. mity o ich braku waleczności, a przecież zapominamy o tym, że to Francja była w swoim czasie najbardziej zmilitaryzowanym mocarstwem w Europie, i to ona miała największy wpływ na rózwój sztuki wojennej. Nawet większość określeń z zakresu wojskowości pochodzi z ich języka i obowiązuje w tej formie na całym świecie. Tymczasem my widzimy ich dziś raczej jako pomagiera na posyłki Niemców i nazywamy pogardliwie "żabojadami". Nie słyszę o jakiejś ożywionej z nimi znajomości, nasi politycy najpierw jadą do Berlina. A może warto kiedyś nawiązać do starych czasów i zaczać najpierw jeździć do Paryżewa?

We Francji lada chwila zmieni się najprawdopobniej układ polityczny. Czy możliwe jest ożywienie i poprawa naszych kontaktów międzynarodowych? Czy w ogóle ta historyczna nić może być w jakikolwiek sposób zrestaurowana? Wszak Francja to nadal - mimo naszych mitów - potężne państwo, rozdające karty na świecie. Może warto byłoby wrócić do tradycji dobrych z nimi układów? Ciekaw jestem Waszych na ten temat poglądów.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (70)

Inne tematy w dziale Polityka