Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
2380
BLOG

IV RP potrzebna od zaraz

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 124

 

 

Początek lat dwutysięcznych to nie był dobry czas. Nie było wtedy jeszcze wojny polsko-polskiej, ale ówczesny kanclerz Leszek Miller, mówił z telewizora o tym, iż „emeryci będą grzebać po śmietnikach”. Po ulicach przewalały się dresiarskie watahy. Nie było Palikota, ale był jego prekursor, Ikonowicz, który prosto po swoich pseudo-lewicowych eventach szedł do KFC. Z mównicy sejmowej coraz głośniej wrzeszczał Lepper w rytm jeszcze głośniejszych SLD-owskich oklasków. Bezrobocie wśród młodych było dramatyczne - większość moich znajomych była bez pracy którą można było wtedy dostać tylko po znajomości. Polska nie była w UE, więc nawet na zmywak było ciężko uciec. W telewizji był do wyboru albo „Big Brother” albo telewizja Kwiatkowskiego. Na to wszystko padał cień walących się wież WTC. Kiedy wychodziło się na ulicę, to lampa, krzesło oraz stół i wszystko inne, mówiło nam że nie jest to dobry czas. Polska zdawała się dryfować w trudno rozpoznawalnym kierunku, a jej udręczonym symbolem stawał się pan Kluska którego przegoniono po urzędackiej Golgocie. W końcu cały ten czyrak pękł, wylewając nam na głowy hektolitry brązowawo-żółtawej ropy. Czyrak pękł dokładnie wraz z wywleczonymi zupełnie przypadkowo przez Michnika kulisami robienia w Polsce ustaw oraz ogólnie pokazanej w ten sposób niezwykle nędznej jakości naszego życia politycznego. Wszyscy w jednej chwili zrozumieliśmy dobitnie, że żyjemy w bagnie układów, politycznych machloj oraz bezczelności ludzi ze szczytów większych i mniejszych. Zapowiadało się na rewolucję.

Wówczas osiągnąłem szczyt mojego politycznego rozpalenia. Kiedy widziałem w telewizji, wreszcie tam dopuszczonych do głosu: Rokitę, Kaczyńskich, Tuska (tak, tak) a wraz z nimi publicystów spoza bardzo wąskiego mainstreamu, których w końcu postanowiono posłuchać, czułem autentyczny zew krwi. Pomyślałem wtedy – tak, wreszcie to się stanie. Wreszcie się przebudziliśmy, wreszcie są ludzie którzy zrobią porządek z tym całym bajzlem. Nie da się dłużej przecież tak żyć. Kiedy widziałem w jednym studiu telewizyjnym Kaczyńskiego i Tuska mówiącego jednym głosem o potrzebie restauracji polskiego państwa, nadania mu rangi jemu właściwej a dawno upadłej, o potrzebie odbudowywania więzi obywatelskich czy o przywracaniu odpowiedniego znaczenia naszej historii dotąd chowanej wstydliwie na stryszku, to chciałem autentycznie chwycić jakiś sztandar i pobiec razem z tymi politykami na barykadę gdyby zaszła taka konieczność. Mogę być uznany za politycznego kretyna, ale po prawdzie to wszystko mi było wtedy jedno czy PiS czy PO. W obu partiach było sporo ludzi, których wręcz energia roznosiła aby wreszcie wprowadzać w tym naszym kraju jakąkolwiek normalność. Modernizacja. Koniec państwa bezprawia. Polityka historyczna. Mocne państwo. Uczciwa prywatyzacja. Rozwój. Uczciwa polityka zagraniczna. Lustracja. Odcięcie ogona komuny. To były hasła które porwały ludzi. To był krótki moment, kiedy polityka, która zarówno wcześniej, jak i niestety też później, przestała biec kilka pięter ponad głowami „zwykłych ludzi” a zeszła na chwilę pomiędzy nich. Był to czas, kiedy politycy mówili do nas i o nas, o sprawach które każdy świadomy człowiek widział obok siebie i które wstrząsały go z oburzenia. To było tak niesamowite doświadczenie, że aż dziś wydaje się być nierealnym. Może będzie to przesada – ale przez chwilę wówczas poczułem się pewnie trochę podobnie jak ludzie z pokolenia moich rodziców w czasie Sierpnia 80. Oczywiście – skala problemów inna, oraz zupełnie inne realia oraz okoliczności. Sądzę jednak, że ta energia była momentami bardzo podobna.

Dowodem na to były wyniki wyborów. Większość władzy Polacy oddali PO-PiS-owi. Chcieli IV Rp.

IV Rp – hasło dziś tak zbrukane i zamienione przez durnowate media (a też i nieco przez samych autorów trzeba uczciwie przyznać), że aż trochę dziwnie jest je w ogóle przywoływać. Tak jak to celnie zauważył Ziemkiewicz – IV Rp dziś oznacza po prostu w świadomości zjadacza chleba po prostu „państwo Kaczorów i Radia Maryja”. Długo by pisać o powodach takiego stanu rzeczy, ale tak rzeczywiście jest.

Określenie IV Rp, w momencie kiedy powstało, było emanacją tej energii społecznej którą udało się skumulować na gruzach świata Rywina i kupczącej Agory. IV Rp miała oznaczać koniec państwa układów na poziomie gminy, w której zawiązywały się sitwy mogące z przeciętnego obywatela zrobić szmatę jeśliby tylko ten odważyłby się krzywo spojrzeć. Miała IV Rp oznaczać koniec państwa, w którym obywatel za obronę przed napastnikiem musi iść do więzienia oraz zapłacić napastnikowi grzywnę. Państwa, którego główną siłą były ZUS-owskie pałace w których zamieniano efekty ludzkiej pracy w perzynę za pomocą jednego kwitka. Państwa, w którym Urban jest ekspertem od spraw mediów, Ciosek fachowcem od stosunków międzynarodowych a Kiszczak jest naczelnym opozycjonistą.

Nie chcę, uwierzcie, zamienić tego tekstu w lament sieroty po PO-PiS. Nie chcę tu po raz setny pisać o tym dlaczego to wszystko się nie udało. Robiono to już wielokrotnie i robiły to o wiele mądrzejsze niż moja własna, głowy. Bardziej mnie interesuje to, czy tamta energia społeczna, tamto poczucie iż politycy naprawdę widzą co nas, zwykłych obywateli trapi, czy to wszystko razem do kupy wzięte jest do jakiejkolwiek reaktywacji? Czy może upadek PO-PiS-u, odejście od idei IV Rp, kolejna odsłona walki polsko-polskiej, a w końcu Smoleńsk złamały temu narodowi kręgosłup podobnie jak (żeby trzymać się wcześniejszej analogii z PRL-em) stan wojenny? Czy już nie chcemy zmian? Czy już nie chcemy aby politycy zamiast wbicia na pal swojego oponenta, zniszczyli dla nas jakiś bubel administracyjny, albo zbudowali nowoczesne muzeum dotyczące naszej historii?

Nadal nie jest to dobry czas. Mimo że trochę więcej niż na początku lat dwutysięcznych grillujemy, mamy smartfony a Leszek Miller już nie przeraża lecz raczej śmieszy. Mimo że zamiast Iraku jest Iran, mimo iż choć w telewizji nadal jest dużo magmy, ale jest też i „Uważam Rze”. Mimo że możemy też wyjeżdżać na zmywak bez przeszkód. IV Rp jednak jest jednakdziś  jeszcze mocniej potrzebna niż wtedy kiedy miała szansę powstać. IV Rp Rokity, Kaczyńskiego, Wiplera, Szałamachy, Kowala, Dorna, Zalewskiego, Gowina, Jankowskiej, Bugaja. Tylko czy Polacy jeszcze jej kiedykolwiek zechcą? Polacy których przekupiono urzędowymi stanowiskami, zmywakiem oraz budową połowy autostrady. Nie wiem.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (124)

Inne tematy w dziale Polityka