Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
3303
BLOG

Mazurek, Stankiewicz, drugi obieg..

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 120

 

 O mamo, znowu ten Kacprzak. Dobra, dobra – napiszę ten tekst, bo po prostu muszę, a potem się już zamknę na parę dni. Wzmogło mnie po przeczytaniu wywiadu Mazurka z panią Stankiewicz – potem sprawa umrze, więc muszę szybko napisać co mi leży na wątrobie w tej kwestii.

 

Czas niedawny temu, miałem okazję rozmawiać z pewnym dziennikarzem pracującym w nazwijmy to "zaprzyjaźnionym z władzą medium". Był to dziennikarz taki, którego widać w „okienku”, nazwiskami wybaczcie rzucać nie będę. Zdziwiony byłem bardzo w trakcie tej rozmowy, jak ten człowiek, który pracuje przecież wiadomo gdzie, ma zdrowe i rozumne spojrzenie na naszą polityczną rzeczywistość. Myślę że gdyby miał on tutaj bloga „pod przykrywką” i pisał w nim o tym co mówił prywatnie, to byłby na Salonie 24 – jak to mówi się w slangu hip-hopowym - „propsowany”. Taki przypadek, iż w specyficznych okolicznościach ludzie mediów z różnych stron pokazują nam swoje inne oblicze, niż to które znamy z telewizora czy gazety, zdarza mi się nie pierwszy raz. Nie inne były też moje odczucia w czasie czytania rozmowy Mazurka z panią Stankiewicz.

Od razu napiszę żeby nie było niejasności. Pani Stankiewicz i jej styl rozedrganego emocjonalnie dziennikarstwa – którym zaraziła mam wrażenie też Panią Lichocką, do której jednakże mam nieustającą i nieprzemijającą słabość - to nie moja bajka. Nic do niej nie mam. Skoro ona uważa, że taka a nie inna działalność jest konieczna to najwidoczniej jest, nic mi do tego. Zresztą pewnie nie chodzi mi o samą treść tego co przekazuje nam pani Stankiewicz, a formę do której za chwilę się szerzej odniosę.

Tymczasem Mazurek – jak to on często – daje swoim rozmówcom szansę na pokazanie innego swojego oblicza, być może bliższego tego jakie ono jest naprawdę. Niektórzy z tej szansy korzystają, inni nie – tym bardziej Mazurkowe wywiady stają się pewnego rodzaju lustrem w którym odbija się charakter przesłuchiwanego. Pani Stankiewicz z szansy danej od Mazurka korzysta. Przez 90% czasu wywiadu widzimy, a właściwie czytamy, wypowiedzi osoby pełnej auto-dystansu, w której nie ma cienia zapiekłości czy jakiegoś niezdrowego podniecenia. Trochę co prawda w pewnym momencie zabłądziła nieco Pani Stankiewicz, kiedy Mazurek próbował zgłębić jak to jest z przyjaźniami polityków z dziennikarzami, ale mniejsza o to. Najgorsze następuje pod sam koniec wywiadu, w którym – ku niezgodzie Mazurka i mojemu własnemu chociażby – Pani Stankiewicz mówi o "reżimie rządzącym" oraz o tym, że "nasz kraj nie jest wolny".

No właśnie. Tu następuje w mojej opinii moment, w którym jak w soczewce skupiają się wszelkie ułomności działań strony – nazwijmy to – niepodległościowej. Ściślej rzecz biorąc mówię tu o permanentnej eskalacji radykalizacji języka. To ścieżka tylko w jedną stronę, nie ma z niej odwrotu już później. Jeśli mówi się A, to potem trzeba powiedzieć B - czyli skoro nasz kraj nie jest wolny, to jakie nam zostaje wyjście? Zbrojny opór? Czy Pani Stankiewicz weźmie odpowiedzialność za taki ewentualny masowy odruch?

Każdy następny szczebelek tego typu radykalnej językowo estetyki, spycha środowiska pełne zdolnych i aktywnych społecznie osób, które mogłyby realnie zmieniać np. świat medialny, do coraz głębszej niszy, z której przepastnych głębokości coraz słabiej i słabiej słychać te coraz bardziej i bardziej radykalne postulaty. Nie mówiąc już o tym, że w czasie tego podkręcania języka gubi się chyba nieco sens tego o co się walczy – przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie, że w tzw. drugim obiegu nie chodzi już często o sedno, a po prostu zamienia się to w konkurs na najbardziej radykalnego mówcę.

Jeżeli efektem takich działań jest to, że powiedzmy, kwestia smoleńska wciąż gdzieś tam pulsuje w sferze publicznej (inaczej już nikt by o tym nie mówił) to być może warte to wszystko jest tej ceny. Ceny zamknięcia się w oblężonej twierdzy. Nie mam tu jednak całkowitej pewności.

Jak już pisałem kilkukrotnie – wyznaję wiarę w pewien umiarkowany sens makiawelizmu w polityce, czy też działalności publicznej. Tylko to ma sens, co spełnia swoją rolę. Jeśli pewne działania nie przynoszą poprawy, to trzeba je zmienić w imię wyższych wartości. Użyć innych narzędzi. Gołym okiem widać bowiem, że radykalizacja postaw i słów nie przynosi większych rezultatów. Ci którzy wierzą w nieomylność „medialnego kombinatu” nie zostaną przekonani poprzez drugi obieg – to dla mnie najzupełniej jasne. Mimo wszelkich dużych i widocznych usterek naszego systemu to zdaje mi się że naprawdę, konspiracja wzorowana na tej Solidarnościowej to jeszcze chyba póki co nie ten kierunek.

Nie przekona przeciętnego zjadacza TVN-u ani intelektualista dla koneserów czyli red. Zaremba, ani zjadliwy obśmiewacz lemingów Ziemkiewicz, ani nie przekona ich radykalna Pani Stankiewicz. Przekonać ich może – tak wygląda życie – red. Warzecha piszący o tym wszystkim z łam masowo kupowanego „Faktu”. Przekonać ich może Przemysław Wipler dający wywiad w TVN 24. Odrodzenie zdrowych wartości narodowych może być faktem, ale aby ono się ucieleśniło trzeba oddziaływać na światopogląd naszych rodaków nie z niszowych gazet, a z mediów ogólnokrajowych. A tam nie można w kółko jojczyć z pozycji udręczono-martyrologicznych czy też bić w tarabany z nożem w zębach. Trzeba spokojnie ludziom tłumaczyć i przypominać o pewnych wartościach, nie sącząc przy tym jadowitych epitetów na wszystko „co nie z nami”.

Być może ktoś się oburzy na ten przykład, ale przecież Jezus nie zamykał się w świątyni, gdzie mówił tylko do wiernych. Najlepiej czuł się wśród niewierzących – tam czuł że jest najbardziej potrzebny.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (120)

Inne tematy w dziale Polityka