Kiedy tylko napiszę choćby słowo krytyki na Platformiane rządy, zaraz zjawia się u mnie komisja egzorcystów którzy okadzają mnie jakimiś tajemniczymi oparami i wypędzają ze mnie "diabła". Dla nich mechanizm jest prosty. Nie podoba Ci się to czy tamto to znaczy żeś PiS-owiec, oszołom i faszysta. Taki trójpak. Życzą mi większej pogody ducha i każą bić brawo za to, iż "oni przynajmniej coś robią". Nie wiem juz trochę jak się przed tym bronić. Czasami jednak argumenty same wpadają mi w ręce. Np. ta słynna przejezdność - słowo klucz, które jakoś tam mi się samo ustawiło jako lajtmotiv działań cudotwórców od "pełnych szuflad ustaw". Zajmuję się nieco budownictwem i przynam szczerze, że jakoś mnie to sformułowanie zafrapowało. Bowiem prawo budowlane dotąd nie znało takiego pojęcia. Można je wertować od prawa do lewa a przejezdności tam brak. Od czego są jednak blogerzy. Zrobiłem mini-śledztwo blogerskie i jego efekty sprawiły że ciarki mi przebiegły po plecach.
Moje śledztwo nie wymagało ode mnie wiele wysiłku. Ledwie kiwnąłem palcem i odpowiedź na moje wątpliwości sama mi się wyguglowała. Nie śledzę tego co się dzieje w drogownictwie jakoś przesadnie mocno, bo to nie moja specjalność. Jednak chyba się będę musiał tym zainteresować bliżej.
Otóż co zrobiła nasza droga Platforma. W okolicach stycznia, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to że z drogami na OJRO może być nieco krucho, postanowiono działać. Rzucić więcej sił na budowy? Ulepszyć prawo przetargowe? Gdzie tam. Zebrano się cichcem i przeforsowano w parlamencie nowelizację ustaw dotyczących drogownictwa wprowadzając w nich zapisy własnie o tzw. "przejezdności". Co ona oznacza? Nie mniej nie więcej to, że od teraz będzie można w świetle prawa dopuszczać do ruchu nieukończone inwestycje. Co prawda mówi się tam o jakiejś warunkowości i tymczasowości tego prawodawstawa, ale przecież nie o to się rzecz rozchodzi.
Do tej pory można było działania PO krytykować. Teraz trzeba się ich po prostu zacząć bać. Partia która chcąc maskować swoje nieudacznictwo, zaczyna gmerać przy ustawach które zabezpieczają obywatela przed fuszerką wykonawców i nakazują im wykonywać swoją robotę należycie, staje się partią w istocie bardzo dla nas wszystkich niebezpieczną. Ktoś kiedyś stworzył prawo, wedle którego aby oddać do użytku drogę czy obiekt inżynierski, trzeba je - truizm - ukończyć. Obiekt ten ma spełniać wszystkie normy i mieć wszystkie możliwe uzgodnienia. To znaczy miał spełniać, bo już nie musi.
Dokonano złowrogiego precedensu. Ci ludzie, nie zdają sobie sprawy, że takie zabawy to psucie prawa i naginanie go do politycznych potrzeb. Pewne rzeczy stają się nieodwracalne. Ile - dzieki tej furtce prawnej - odda się do użytku fuszerek wykonanych za ciężkie pieniądze podatnika Światowid raczy wiedzieć. Nikt nie woła - skandal! Nikt nie bije w tarabany. Takie informacje przykrywa się w mediach z tzw. palcem w nosie.
Tak więc zapraszam moich egzorcystów. Przekonujcie mnie że jest wszystko ok, a to tylko ja mam jakiś problem. Tylko wymyślcie coś naprawdę mocnego, bo wasze kadzidełka już na mnie nie działają.


Komentarze
Pokaż komentarze (161)