Jedną z rzeczy, których najbardziej nie cierpię jest doktrynerstwo. Doktrynerstwo nie tylko, dodam, polityczne. Każdego rodzaju doktrynerstwo jest nie fajne. Skoro jednak jesteśmy na portalu politycznym to wspomnę o pewnym typie doktrynera, który jakoś ostatnio szczególnie mnie rozczula, bawi, żeby nie powiedzieć śmieszy. Otóż mam na myśli neo-liberała podłączonego do internetu. Kim jest taki neo-liberał, co go takiego charakteryzuje i wyróżnia? Zaraz po krótce spróbuję Wam to nieco objaśnić. Panie i panowie. Przedstawiam Wam neo-liberała internetowego.
Neo-liberał z odzysku. Upasiony na Balcerowiczu i zaczadzony Korwinem. W portfelu nosi zdjęcie wujka Miltona Friedmana. Najczęściej też - tak się składa - jest to tzw. MWzWM. Najczęściej informatyk albo magister inżynier od obsługi ksera. Pensja - średnia krajowa razy dwa. Jego świat jest prosty jak budowa cepa. Jest to świat, który składa się z Allegro, bankomatów i wyjazdów na Chorwację. Nie ma neo-liberał żadnych wątpliwości, że w tym świecie obowiązują bardzo proste reguły. Skoro ja mam, mnie stać na parówki z Almy to znaczy że każdy jak chce to też tak może. Jeśli nie może to niech go diabli.
Kiedy spotka się takiego neo-liberała to najczęściej w internecie. Ledwie zdąży stuknąć palcami w klawiaturę a już słyszymy ten charakterystyczny kaznodziejski ton. Tylko wolny rynek nas zbawi i weźmie do nieba. Jak najmniej państwa. Neo-liberał ma jakąś trudno wytłumaczalną awersję do państwa. Zauważmy że w tej awersji nieco krzyżuje on swoje drogi z najczystszymi komunistami. Owi komuniści zresztą w pojęciu neo-liberała to wszyscy ci którzy nie mają laptopa.
Lista dogmatów w które neo-liberał wierzy jest długa. Oni nawet używają podobnych zbitek językowych, tak jakby czytali te same komiksy. Neo-liberał lubi zakładać sobie nogę za szyję. Uważa że nie powinno w ogóle być podatków, każdy powinien sobie radzić sam. Najlepiej żeby już ośmioletnie dzieci wychodziły z domu i zajęły sie jakims biznesem. Wszystko powinno być prywatne. Wszystko. Wszak ci neo-liberałowie odnoszą się do jakiejś wziętej z kosmosu albo wyssanej z brudnego palucha ideologii w której to istnieje jakaś neo-liberalna Sparta. Tam to kształtują się przyszłe silne jednostki, które będzie stać na co weekendowe zakupy w IKEI. Reszta to po prostu ludzkościowy nawis, który...Nie kojarzy się Wam to z czymś? Nie czujecie tego charakterystycznego zapaszku?
Neo-liberał kiedy już dostatecznie - a przychodzi to zwykle bardzo łatwo, jednym dziecięcym wręcz machnięciem można im te pionki z szachownicy pozrzucać - się wkurzy i dostrzeże infantylność własnej ciasnoty umysłowej, sięga w swoim mniemaniu po argument najcięższy. Otóż neo-liberał, tupiąc nożką nazwie Was po prostu socjalistą. To kolejna obsesja neo-liberała. Socjalizm, wszędzie socjalizm. W domu, w szkole i w zagrodzie. Jak nie podzielasz tego prymitywnego, darwinistycznego podejścia to jesteś po prostu socjaluch chcący żyć z czyjegoś nieszczęścia. Najprawdopodobniej chcesz także w przyszłości zakładać obozy koncentracyjne. Bo przecież jesteś socjalistą.
Można by się tego wszystkiego naprawdę na serio wystraszyć, gdyby nie jeden szczegół. Taki neo-liberał nie ma na nogach glanów skinheada (bo to podobna nieco mentalność) a po prostu klapki Kubota. Te klapki go obnażają i odbierają mu całą atmosferę grozy. To jeszcze nie jest wszystko. Bo neo-liberał w tych klapkach, zaraz potem jak wyłączy laptopa i skończy kazania, idzie prosto na ulicę a tam wsiada do socjalistycznego autobusu. Potem idzie do socjalistycznego lekarza albo odprowadza dziecko do socjalistycznej szkoły. Zupełnie mu to nie przeszkadza.
Jest na nich wszystkich sposób. Po prostu należałoby im te wszystkie genialne zasady, jednego dnia, jak raz, wprowadzić. Niech się urealnią ceny komunikacji miejskiej, szkół, przedszkoli i usług medycznych. Usłyszycie wtedy dziki wrzask jakby wampira ktoś wyprowadził na słońce. To neo-liberałowie w klapkach wrzeszczą bo bilet już nie kosztuje 2,60 tylko 9 zł.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)