Premier Tusk nakazał ministrom zwolnienie 2 tysięcy urzędników. Wygląda na to, że jest to, podobnie jak z kastracją pedofili i walką z dopalaczami, kolejna pokazowa akcja Tuska dla ratowania mocno nadszarpniętego wizerunku. Jest to typowe zagranie pod publiczkę, powodowane strachem przed zbliżającymi się wyborami. "Platforma Obywatelska chce przed jesiennymi wyborami przywrócić stan zatrudnienia do poziomu sprzed jej rządów, aby uniknąć zarzutów opozycji podczas kampanii - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".
Platforma być może i chce przywrócić ten stan co do liczby, lecz czy co do istoty? Ilu jeszcze zostanie urzędników, zatrudnionych przed przejęciem władzy przez Platformę? Czy nie jest to sposób na kolejne czystki w administracji? Najpierw pozatrudniać, naprzyjmować, aby potem mieć argument, że trzeba zwalniać? Tylko jeśli zwalniać, to już nie "swoich"...
Słusznie prof. Rybiński łajał rząd Platformy za przyrost zatrudnienia w administracji o niemal nową armię! O ile pamiętam, wskazywał on na wzrost liczby urzędników o ok. 70 tys., a cała nasza armia liczy obecnie ok. 96 tys., więc jest absolutnie uprawnione porównanie. Słusznie, bo muszą być zachowane zdrowe proporcje między administracją a przemysłem.
Pewnie się spytacie, skąd ta różnica między 2 tysiącami a 70 tysiącami? Powiem wprost: nie wiem, nie potrafę tego wyjaśnić.
Ale ani prof. Rybiński, ani żaden ekspert od administracji, czy BCC, nie może zaaprobować takiego manewru! Tusk kazał zwalniać i już, nieważne jak, byle był szybki efekt! "Tak rząd chce ominąć, skierowaną przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego, ustawę o redukcji zatrudnienia w administracji o 10 proc." - podaje Gzaeta Wyborcza. Co tam prawo, co tam przepisy! Tusk doszedł widać do wniosku, że jak się pracownika chce wywalić, to kij się zawsze znajdzie!
Kiedy widzimy takie słowa "premier Tusk nakazał zwolnienie 2 tysięcy urzędników", to nie zastanawiamy się najczęściej, kogo to konkretnie dotknie? A dotknie nie urzędników, a urzędniczki! W administracji publicznej zdecydowaną większość zatrudnionych stanowią kobiety. Według danych rządowych to aż 69%. GUS wskazuje przy tym na problem większego zagrożenia bezrobociem wśród kobiet niż mężczyzn. Utrzymują się dysproporcje w wynagrodzeniach, na niekorzyść kobiet. Pomimo częstokroć wyższego wykształcenia i lepszych kwalifikacji zajmują one niższe stanowiska i są rzadziej awansowane. Jednocześnie to głównie kobiety samotnie wychowują dzieci. Czy bez sensu są obawy, że niejako przy okazji to właśnie te Bogu ducha winne "mróweczki", te "szare myszki" naszych urzędów padną pierwsze ofiarą tych zwolnień?
Podsumowując, Tusk, rżnąc administrację siekierą na oślep, by ratować swoją skórę, uderza w tę najliczniejszą i zarazem najsłabszą grupę w niej zatrudnionych. Jeśli administracja jest kobietą, to premier uderza w kobiety.
To prezent od premiera z okazji Dnia Kobiet?
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/404081,w_polskich_urzedach_pracuja_glownie_kobiety_mezczyzni_wybieraja_prywatny_biznes.html,2
http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_Kobiety_w_Polsce.pdf
Zdjęcie pochodzi z publikowanego kalendarza "Administracja jest kobietą", w którym pięknymi modelkami są urzędniczki.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)