Można by było spodziewać się, że występujący dzisiaj w "Graffiti" w Polsacie były wiceminister Skarbu i szef parlamentarnego klubu PSL, Jan Bury, zostanie przepuszczony przez wyżymaczkę za aferę taśmową.
Nie przede wszystkim zresztą za tę aferę, ale tak trochę przy okazji. Bo przy okazji wyrzucenia z rząu Sawickiego, został i on wyrzucony. Bury jest szurnięty, bo, jak od dawna wiadomo, uwiklany jest z kolei w aferę kozienicką, tzn. aferę w elektrowni Kozienice. Słynne swego czasu obiady za 15 tysięcy zł, balangi w jaccuzi, życzliwość dla kolegów... Te suto zakrapiane obiady powinny mu się teraz mocno odbijać, ale dziennikarz Polsatu nim nie wstrząsnął, nawet się Bury ni razu nie zmieszał. Wręcz przeciwnie, dziennikarz był super delikatny, żeby broń Boże nie urazić. Grzeczna taka rozmowa o tym, czy PSL ma już swego kandydata na stanowisko ministra rolnictwa (chociaż jeszcze nie do końca wiadomo, czy Tusk zechce im te resort oddać?), a kto to będzie, i który będzie lepszy, może Siekerski, a może inny... bla, bla, bla...
Dopiero na koniec rozmowy dziennikarz nabrał powietrza w płuca, zebrał całą swoją odwagę i nieśmiało zadał jakieś pytanie, ale, cóż, czas już był, by podziękować i pożegnać się. Oczywiście z uśmiechem, bo naprawdę było, oj, było z czego się śmiać!
http://www.ipla.tv/Graffiti-jan-bury-psl/vod-5566528#page_container


Komentarze
Pokaż komentarze (5)