W Parlamencie Europejskim, podczas ostatniej sesji w Strasbourgu, posłowie z PO zainscenizowali przedziwny spektakl pt. "Działa na Camerona!" Ostrzał niebywale ostry, PO wali w Camerona z najcięższych armat. Z niebywałym zaangażowaniem walczył poseł Protasiewicz, najpierw z rzędów poselskich, jako żołnierz frontowy, a potem ze stanowiska dowodzącego, jako wiceprzewodniczący. Protasiewicz był osłaniany przez kolegę z PO, Zalewskiego, ale w zasadzie był to brawurowy wypad jednego bohatera. Czy był bardziej aktem przemyślanej odwagi czy chojrackiego impulsu? Raczej to drugie, bo - jak się słusznie domyślacie...
... Oczywista oczywistość, największym wrogiem do zwalczania okazało się znowu Prawo i Sprawiedliwość, bo nie dość mocno atakuje Camerona!
Krótko: O co chodzi? Przecież podobno Cameron już zobowiązał się do niedyskryminowania polskich imigrantów i ich dzieci przy ew. reformie brytyjskiego systemu zasiłków, pomocy społecznej? Czy Tusk nie załatwił już wszystkiego w tej słynnej rozmowie telefonicznej? Po co jeszcze teraz te ataki na Camerona? Czy Protasiewicz musi coś naprawiać po swoim szefie? To w końcu był ten sukces Tuska, czy go nie było?



Komentarze
Pokaż komentarze (13)