Dzisiaj przez wiele godzin, cały dzień właściwie, brak było jakiejkolwiek reakcji prezydenta na wczorajszą antypolską wypowiedź szefa FBI, opublikowamą przez "Washington Post", o rzekomej współodpowiedzialności Polaków za holokaust. Pokazała się ona dopiero po godzinie 20-tej, w TVP, podczas gdy wszyscy już zdążyli się na ten temat wypowiedzieć po kilka razy, a na przykład kandydat na prezydenta, poseł do PE, Andrzej Duda, przekazał swoje stanowisko dużo wcześniej tak, że telewidzowie mieli je już o 14-ej. Tymczasem żaden kandydat nie musi wypełniać luki pozostawionej przez władze państwa, a facet pełniący obowiązki prezydenta przeciwnie - ma być zawsze gotów do stawiania czoła aktualnym problemom. Dlaczego zatem Komorowski zwlekał tyle godzin? Nie wiedział, jak ma zareagować? Miał wątpliwości, z kimś musiał to tyle czasu konsultować czy zajmował się czym innym, nie priorytetową sprawą państwową? Czy to był czas na zredagowanie tekstu i przygotowania promptera, a potem na naukę czytania? Tyle godzin? Skąd taki słaby refleks u urzędującego prezydenta?
Czy pytania o stan zdrowia prezydenta Komorowskiego są czymś niestosownym, nie wolno o to pytać teraz? Przecież prawo do takich pytań ma nie tylko ów poseł opozycji, spostponowany w jakimś TVP, Polsacie czy Tvn-ie, ale i każdy podatnik, z którego pieniędzy ów prezydent jest opłacany. To ważna informacja, bo rzeczywiście bezpieczeństwo państwa nie jest dziś takie pewne. Zwłaszcza po udokumentowanych licznymi nagraniami ostatnimi niezbornymi, niezręcznymi wystąpieniami publicznymi Komorowskiego. I to podwójnie, bo przecież naród ma prawo niepokoić się o formę fizyczną i psychiczną obecnego prezydenta, wobec ryzyka jego wyboru na kolejny okres kadencyjny! Coraz mniejszego ryzyka, dzięki Bogu, ale ciągle jeszcze istniejącego...
Pytam zatem, czy to choroba ciała czy umysłu dotknęła prezydenta? Kiedyś chodziły słuchy, że miał on poważną operację serca. Jednak bardziej niepokoją ogólnie znane przypadki "zapomnienia się" Komorowskiego: od zasad ortografii czy dobrego zachowania, np. zabrania parasola znad głowy byłego prezydenta Francji, podpijania szampana oficjalnym gościom, wyprzedzania (jako gospodarz spotkania) kanclerz Merkel w osadzaniu dupy w fotelu, ostrzegania Obamy przed niestałością żon i bigosowania, po wchodzenie na atłasem wykladane krzesło spikera japońskiego parlamentu i wołanie Szoguna..., po zapomnienie przed wysokim sądem takiego drobiazgu jak to, czy zapoznał się z aneksem do raportu o WSI, czy nie...
Pytam więc raz jeszcze, skąd taka ociężałość umysłowa u Komorowskiego, jakiego dzisiaj mieliśmy kolejny dowód, i co by było, gdyby rzeczywiście zadzwonił telefon z Białego Domu?





Komentarze
Pokaż komentarze (11)