W dniu, kiedy wreszcie postanowiłam przestać dusić w sobie to, co mam do powiedzenia, gruchnęła wiadomość o żałobie narodowej obowiązującej od poniedziałku.
Trzynastu górników straciło życie w straszny sposób - zgoda, to rzeczywiście jest przerażające, jednak to ryzyko wliczyli w swój zawód. Chciałabym jednak przypomnieć, czym jest żałoba narodowa: to żałoba ogłaszana przez władze państwowe po śmierci wybitnej osobistości (najczęściej związanej z krajem jej ogłoszenia) lub z powodu wielkiej katastrofy. Może być ogłaszana na skutek tragicznych wydarzeń w kraju, w którym ją zarządzono, ale także jako rodzaj hołdu złożonego ofiarom podobnych zdarzeń (zamach, katastrofa naturalna lub inna) poza granicami państwa.
Słowa pana Kutza ("Śląsk miejscem zbiorowych morderstw"), poparte argumentem, że on się zna, bo pochodzi ze Śląska i w jego rodzinie byli górnicy, są dla mnie dość niesmaczne. Mam w rodzinie lekarzy i pielęgniarki, czy to oznacza, że znam się na medycynie? Gdyby te słowa zostały wypowiedziane przez inżyniera lub inną osobę wystarczająco kompetentną, aby dokonywać takiego osądu, z pewnością miałyby inny wydźwięk. A tu zaczyna nam się żałobne szoł, na którym radośnie żerują media.
Z resztą, owo polityczno-przedwyborcze przedstawienie zaczyna się już na innych płaszczyznach. Samo ogłoszenie żałoby z powodu, który dla mnie żadnym jej uzasadnieniem nie jest, zakrawa na chęć uzyskania poparcia społeczeństwa. Publiczne (i, rzecz jasna, medialne) kondolencje już się zaczęły, czekam chwili ogłoszenia, że będzie pomoc materialna dla rodzin, całowanie płaczących dzieci i przytulanie rozpaczających żon.
Jasne, pomoc im jest potrzebna, nie zaprzeczam. Ale myślę, że ten medialny szum, to całe żałobne szoł, tylko zaszkodzi. Nie tylko im, ale także i tak kulejącej psychice społeczeństwa.
Udało mi się też dziś z telewizyjnego bełkotu wyłowić informację o świętym oburzeniu pana Farfała, głośno wołającego, że odwołująca go decyzja Rady Nadzorczej jest bezprawna. Założę się, że kiedy już umilkną lamentacje nad gornikami ze Śląska (czyli tuż po żałobie, bo mass media mają bardzo krótką pamięć), zacznie się kolejne przedstawienie polityczne. Ech...
Przynajmniej będzie o czym pisać.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)