Novalijka Novalijka
108
BLOG

Paradoks, czyli służba choroby

Novalijka Novalijka Polityka Obserwuj notkę 12

Dostanie się do lekarza rodzinnego? Skok przez płotki z jedną nogą przywiązaną do pośladków. Złapała mnie grypa, więc od godziny 7 rano wisze na telefonie, próbując się zarejestrować. 45 minut później przesympatyczna pani informuje mnie, że jeśli za pół godziny będę w przychodni, lekarz mnie przyjmie.

Mimo kichania i prychania, zmuszam obolałe mięśnie do wykonania nadludzkiego wręcz wysiłku i w końcu trafiam do przychodni. Zajmuję miejsce w poczekalni... Trójka chorych dzieci, zakrwawiająca chusteczkę, kaszląca starsza pani, facet który z obłedem w oczach biega (zapewne ku uciesze pań sprzątających) do toalety co pięć minut. Przychodzi mi do głowy, że jeśli nie wykończy mnie grypa, to mogę złapać tu coś znacznie gorszego.

Od wyraźnie skacowanego lekarza dostaję receptę na antybiotyk. Zwolnienia już nie, bo jak poinformował mnie z grymasem bólu na twarzy, nie ma takiego obowiązku. No cóż, ja niestety obowiązek mam i spędzam następne 20 minut, namawiając panią z recepcji na podstemplowanie mi karteczki.

Jak przez mgłę pamiętam czasy, kiedy w przychodniach były osobne wejścia dla dzieci chorych i tych przychodzących na kontrolę. No ale cóż, wtedy podłogi były czyste, personel w miarę ludzki, a lekarze na tyle dobrze zarabiający, że nie ciągnęli trzech etatów w trzech różnych ośrodkach. Czy minister zdrowia nie wie, co się dzieje? Ciekawe, czy doczekamy się wreszcie dobrej reformy służby zdrowia. Jak na razie, to służba chorobie. Zarazkom. I innym świństwom.

Nie tylko przychodnie mają takie problemy. Kilka miesięcy temu dostałam skierowanie do szpitala, na wykluczenie zapalenia opon mózgowych. I wiecie co? Czekałam trzy godziny na korytarzu pełnym dzieci...

Novalijka
O mnie Novalijka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka