Żeby zrozumieć moje dzisiejsze plucie jadem, nalezy odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego Ministerstwo Edukacji Narodowej podjęło decyzję o obowiązkowej maturze z matematyki. Otóż: już w tej chwili, jak alarmuje GazetaPraca.pl , znalezienie inżyniera na rynku pracy to cud. Za kilka lat w Polsce będzie brakowało nie tylko ich, ale także fizyków, matematyków i programistów.
Wszystko w dobrym celu. Szkoda tylko, że jak na kuriozalne polskie realia przystało, rząd zabrał się do umatematycznienia narodu od rzyci strony. Bo przecież łatwiej zaordynować środek w postaci matury z matematyki, niż dofinansowac kierunki zamawiane na dużych polskich uczelniach. Zaraz zaczniecie się pytać: a koszty?
Dzisiejszą próbną maturę z matematyki pisało 400 tysięcy licealistów z kals trzecich. To 400 tysięcy prac, które będą sprawdzane przez rzeszę matematyków, zaś w maju dojdą do nich językowcy, poloniści, historycy, biolodzy i cała reszta. Cena za jedną sprawdzoną pracę: 18,5 zł. Wychodzi z tego, że komisje egzaminacyjne, a zatem i ministerstwo, wyrzucą na cel tej jednej próbnej matury, ponad 7 mln złotych. Policzyłam sobie, że za same moje egzaminy pisemne, MEN zapłaci 111 zł + opłata za trzy egzaminy ustne (stawki nie znam, znajomy egzaminator nie wiedział, ile mu zapłacą).
Co do poziomu dzisiejszej próbnej: żenujący. Osoba układająca zapomniała, że jeśli daje się dość proste zadania zamknięte (żeby było ciekawiej, kilka z nich zajęło mi więcej miejsca i czasu, niż te otwarte...), to nie należy dawać otwartych wyciągniętych z kosmosu. Zmarnowałam dzisiaj te trzy godziny, choć i tak mam nadzieję, że będzie te upragnione 30%. A jak nie...trudno. Obowiązująca średnia po ostatniej próbnej (czerwiec) to 18% w skali kraju.
Giertychu, wróć! Może miałeś kilka głupich pomysłów, ale pani Hall Ci do pięt nie dorasta!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)