Nie rozumiem zamieszania, serio. Było referendum. Ogół zadecydował - budujcie sobie meczety, ale z minaretami to won. I nagle zapanowało powszechne oburzenie (szczególnie krajów arabskich, jednak nie tylko), że Szwajcarzy ograniczają wolność religijną.
Słyszeliście kiedyś muezina drącego się z minaretu? W dodatku z całkiem niezłym sprzętem nagłaśniającym? Weźcie pod uwagę, że drze się pięć razy dziennie. A potem wyobraźcie sobie, że mieszkacie/pracujecie/uczycie się niedaleko meczetu. Jestem niemal pewna, że po tygodniu część z was kupiłaby zatyczki do uszu, kilkogo miałoby przygotowany koszyk z kamieniami lub innymi twardymi rzeczami do miotania, a inni wydawaliby majątek na środki uspokajające.
Nie no, jasne, można zacząć porównywać dzwony kościelne do wspomnianego wyżej muezina. Jednak zwróćcie uwagę, że Stary Kontynent jest w większości katolicki. Dzwony były zawsze, jesteśmy do nich przyzwyczajeni, w dodatku ośmielam się sądzić, że dźwięk dzwonu jest w przyjemniejszej tonacji, niż muezin. Oczywiście mogę się mylić i po prostu trafiłam na Araba z koszmarnym głosem...
Nadal jednak twierdzę, że Szwajcarzy są po prostu rozsądni.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)