„Człowiek ma urodziny, a wy z tego robicie jakiś spektakl” – powiedziała, zapewne poirytowana, szefowa Administracji Prezydenta Hanna Herman. „Gdy będę miała urodziny, to ja zdecyduję: mam przyjąć podarunek, czy go nie przyjmować. Prezydent także ma takie prawo”.
Co było tym kontrowersyjnym prezentem? Nowy rower marki Ukraina, podarowany przez dziennikarzy z ruchu „Stop cenzurze!”.
Ruch powstał w tym roku po niepokojących działaniach władzy: naciskach na dziennikarzy, przejawach ignorancji, ingerowaniu w materiały prasowe, utrudnianiu wykonywania obowiązków, a także zintensyfikowaniu działań Narodowej Eksperckiej Komisji Obrony Moralności Społecznej (wzbudza ona kontrowersje nie tylko wśród dziennikarzy; w styczniu z podobnym apelem wystąpili pisarze, bez skutku). Do ruchu szybko przystąpiło 569 dziennikarzy i 132 organizacje pozarządowe. Poza ochroną demokratycznych standardów, domagają się oni poprawy jakości pracy dziennikarzy i wyraźnego rozdzielenia polityki od mediów (ukraiński odpowiednik Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest sceną, na której odgrywają się podobne spektakle jak u nas). Ruch imponuje niezłomną postawą (między innymi sprzeciwił się próbie cenzurowania nagrania z „ataku” wieńca na prezydenta) i aktywną działalnością, w tym licznymi happeningami.
9 lipca Wiktor Janukowycz skończył sześćdziesiąt lat. Den’ narodzhennia prezydenta był okazją nie do przepuszczenia. Pamiętali o nim również dziennikarze ze „Stop cenzurze!”. Z tej okazji wręczyli Janukowyczowi rower ukraina. Dołączone życzenia rozwiały moje wątpliwości, czy była to jakaś aluzja do popularnego polskiego powiedzenia „Nie pij wódki, nie pij wina, kup se rower ukraina” i wyjaśniły, skąd pomysł na taki prezent: „Rower to nie tylko ekologiczny środek transportu. To także symbol demokratycznej władzy. Korzystanie z roweru jako podstawowego środka transportu pomoże uniknąć problemów związanych z zamykaniem ulic podczas przejazdu prezydenckiego orszaku”. Życzenia, pełne sarkazmu, trzymały poziom do końca: „Jesteśmy przekonani, że ten środek transportu ukraińskiej produkcji ozdobi pański garaż”.
Idea wręczenia roweru powstała wcześniej. Gdy dowiedziała się o niej Hanna Herman, od razu zareagowała krytycznie, sugerując, że prezydent nie przyjmie prezentu. Janukowycz miał stwierdzić, że to robienie sobie z niego żartów, a poza tym ma już rower, z którym jest nawet uwieczniony na fotografii (nie udało mi się jej znaleźć). Po spotkaniu z prezydentem Herman zmieniła zdanie i obiecała, że Janukowycz prezent przyjmie. Jednak nikt nie chciał go odebrać i już miał trafić do dozorczyni jednego z pobliskich budynków. Ostatecznie dziennikarze zostali przeproszeni za zwłokę i rower „dojechał” do prezydenta.
Historia ta jest wyjątkowo zabawna, bo zgrabnie podsumowuje wodzowskie ambicje Janukowycza. Z całym szacunkiem dla cyklistów, ale kto przestraszyłby się ikony silnej władzy (na przykład Stalina) na rowerze? Kiedyś do stworzenia i utrwalenia wizerunku mocarza potrzebny był koń (jak sławetna Kasztanka Józefa Piłsudskiego), dzisiaj – czołg albo przynajmniej ekskluzywna limuzyna. Czołgu na szczęście nie trzeba się obawiać, bo wszystkie zapędy pechowego prezydenta-„proffesora” są hamowane przez koalicjantów Partii Regionów w Radzie Najwyższej – Komunistyczna Partia Ukrainy ogłosiła, że nie poprze usunięcia poprawek do konstytucji z 2004 roku, bo nie ma zamiaru robić z Janukowycza „cara”. Nawet jeśli nikt mu nie przeszkadza, to sam zainteresowany poprzez notoryczne wpadki zmusza nas do uśmiechu. Dlatego nie przejmujmy się nadmierną miłością do władzy i przy akompaniamencie Janukowyczowskich „wuzeli” obejrzyjmy finały Mistrzostw Świata.
Paweł Pieniążek
Tekst ukazał się na Nowej Europie Wschodniej.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)