Blog
Ze Wschodu
Nowa Europa Wschodnia
15 obserwujących 86 notek 39891 odsłon
Nowa Europa Wschodnia, 27 lutego 2012 r.

Czy Rosja może sobie pozwolić na demokrację?

Rys. Andrzej Zaremba
Rys. Andrzej Zaremba

 Wyniki wyborów parlamentarnych oraz protesty społeczne skłaniają do postawienia pytania o kierunek, w którym w ciągu najbliższej dekady będzie podążać Rosja.

Orędownicy szybkiej demokratyzacji Rosji rzadko zastanawiają się nad doświadczeniami rosyjskimi z przeszłości. Sięgając do historii, warto podkreślić, że poza zapomnianą zarówno w czasach carskich, jak też sowieckich Republiką Nowogrodzką (której ponad trzystuletnia historia skończyła się w 1478 roku), trwającym niecałe osiem miesięcy epizodem rządów księcia Gieorgija Lwowa i Aleksandra Kiereńskiego oraz uznawanymi za okres zapaści latami dziewięćdziesiątymi XX wieku, nie było w rosyjskiej historii okresów demokratycznych. Demokratami nie byli ani Sergiusz Witte, ani Piotr Stołypin, ani „biali” generałowie (Anton Denikin, Piotr Wrangel czy Aleksandr Kołczak) walczący z bolszewikami w czasie wojny domowej. Do tego dochodzi wielka przepaść kulturowa dzieląca Rosję Kiereńskiego i Putina.

Współcześnie również trudno wskazać silny i zdecydowanie prodemokratyczny ruch w Rosji. Żadna z partii zasiadających w Dumie nie gwarantuje zwiększenia swobód obywatelskich i uczestnictwa obywateli we władzy. Lider Sprawiedliwej Rosji Siergiej Mironow nie gwarantuje zmian poprzez prywatne i polityczne powiązania z urzędującym premierem. Zwycięstwo komunistów lub LDPR oznaczałoby najprawdopodobniej, na co mogą wskazywać programy obu partii oraz biografie osób nimi rządzących, destabilizację kraju i dalsze ograniczenie swobód politycznych. Zresztą i tak zwycięstwo jednej z tych trzech partii to political fiction.

 

Modernizacja bez demokracji

 

Wielu komentatorów rosyjskiego życia politycznego, zwłaszcza zachodnich, pokłada nadzieje na demokratyzację Rosji w grupie modernizatorów skupionych wokół prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Zalicza się do niej między innymi Igora Jurgensa (szefa ośrodka analitycznego INSOR), Anatolija Czubajsa (dyrektora Rosnano), Aleksandra Wołoszyna (związanego z Centrum Finansowym), a spośród oligarchów głównie Romana Abramowicza. Członkowie grupy mają jednak diametralnie różne cele, a przy tym są mocno osadzeni w obecnym systemie, którego reguły muszą respektować, by nie utracić dotychczasowej pozycji. Modernizatorzy przywiązani są do idei technokratyzmu, za główny cel stawiając sobie przemiany gospodarcze, a nie demokratyzację państwa. Wzorem dla modernizatorów byłyby raczej Chiny lub Rosja Mikołaja II, a nie zachodnie demokracje.

Szans na realną zmianę polityczną należałoby zatem upatrywać w całkiem nowej sile politycznej. Aby ona powstała, muszą być jednak spełnione trzy warunki. Po pierwsze, pieniądze: partia jest przedsięwzięciem drogim i niezapewniającym zwrotu zainwestowanych środków. Co więcej, nieodpowiednio lokując pieniądze na rynku politycznym, można nie tylko stracić zainwestowany kapitał, ale również inne aktywa (jak w przypadku Michaiła Chodorkowskiego). Po drugie, budowa partii wymaga sprawnych menadżerów i dobrej komunikacji między strukturami terenowymi. Po trzecie wreszcie, w warunkach rosyjskich tworzyć nowe siły polityczne można tylko za zgodą władz (formalną i nieformalną). Dobrym przykładem jest historia Michaiła Prochorowa, który po początkowych sukcesach został skutecznie spacyfikowany przez rządzących.

Można zatem przewidywać pozorną i głównie wizerunkową demokratyzację czy też liberalizację Rosji, na co wskazuje choćby posługiwanie się przez Kreml oligarchą Prochorowem czy plany stworzenia nowych ugrupowań wokół bardziej krytycznych względem premiera osób – na przykład byłego wicepremiera i ministra finansów Aleksieja Kudrina. Grupę tę można zaliczyć do kremlowskich technologów politycznych działających w porozumieniu z obecną władzą: stworzą zapewne ugrupowania odmienne, lecz bliskie Kremlowi i pozostające w orbicie jego władzy.

Kreml zapewne dokładnie monitoruje środowiska organizujące protesty, ponieważ prawdziwym problemem nie są zgromadzenia na ulicach Moskwy, ale organizacje mogące skupić tych obywateli wokół siebie, a następnie wypromować nową siłę polityczną. Podobny scenariusz jest wciąż daleki od realizacji, gdyż Rosjanie w większości nie chcą głosować przeciwko Putinowi: dotychczas głosowali raczej przeciw chaosowi. Protesty społeczne, które obserwowaliśmy w Rosji pod koniec 2011 roku, nie przesądzają jeszcze o politycznej zmianie.

 

Demokratyzacja w obliczu zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych

Oprócz determinant historycznych, ideowych i związanych z obecnym układem sił politycznych istnieją dwa inne czynniki skłaniające do zastanowienia, czy Rosja może sobie pozwolić na demokratyzację.

Pierwszym są problemy wewnętrzne: fatalne prognozy demograficzne oraz tendencja decentralistyczna. Zgodnie z ostatnim spisem powszechnym z 2010 roku Federacja Rosyjska liczy 142,9 miliona mieszkańców, z czego Rosjanie stanowią około 80 procent. Szybko rośnie potencjał demograficzny narodowości kaukaskich: Czeczenów (1 procent populacji), Awarów (0,7 procent), Osetyjczyków (0,4 procent) i Inguszy (0,3 procent), przez co populacja okręgu północnokaukaskiego w ciągu ostatnich lat zwiększyła się o 500 tysięcy osób. Muzułmanie są najszybciej rozwijającą się demograficznie grupą etniczną Federacji Rosyjskiej. Wobec tego, a także z powodu tendencji do regionalizacji, szczególnie widocznej w Republice Tatarstanu oraz na Dalekim Wschodzie, nie sposób dziwić się niechęci rosyjskiej elity państwowej do demokratyzacji, która wzmocniłaby jeszcze ruchy oddolne, powodując dalszą decentralizację. W przyszłości mogłoby to nawet doprowadzić do przynajmniej częściowego przejęcia władzy przez grupę inną niż obecnie dominujący w życiu politycznym Rosji Słowianie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Wojtek48 Rzeczywiście, ma Pan rację. Dziękujemy za uwagę.
  • @Witek Nic nam o tym nie wiadomo. Pozdrawiamy

Tematy w dziale