0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  730   0

geissler: Lewica potrzebna od zaraz

If Egypt can have democracy, why can't we”

związkowiec z Wisconsin

 

 

W Polsce nie ma lewicy. Oczywiście jacyś hardkorowi prawicowcy powiedzieliby, że prawdziwa prawica w naszym kraju też nie istnieje, ale - jeżeli niebyt można stopniować - lewicy w Polsce bardziej nie ma niż prawicy. Niebycie lewicowych sił politycznych jest tak dokuczliwe i zauważalne, że znane dictum Arystotelesa, zgodnie z którym niebyt również istnieje, zdaje się być tezą empirycznie weryfikowalną.

Nominalnie lewicową partią jest SLD. Tak, wiem, brzmi to jak dowcip, ale właśnie w taki sposób Sojusz jest określany w mediach. Jako żart również należałoby zaklasyfikować wyznania przewodniczącego Napieralskiego, według których jest dumny z faktu, iż Leszek Miller dostał nagrodę BCC. Za klasykiem chciałoby się krzyknąć: “To jest lider młodej, europejskiej lewicy?! Do cholery". Z kolei Tomasz Kalita, rzecznik partii, z rezonem porównuje państwo do galerii handlowej, gdzie nie trzeba płacić tylko za „podstawową infrastrukturę” (czyli za co? za powietrze?). Albo Kalita żartuje, albo jest neoliberałem czystej krwi. Drugie z definicji (Sojuszu jako partii lewicowej) zajść nie może. Zatem znowu SLD kojarzy się z żartem i ze śmiechem. Śmiech ten jednak miesza się z łzami.


Jeśli SLD jest lewicowy, to cechę tą starannie potrafi ukrywać. Możliwe, że towarzyszom chodzi o to, żeby wzbudzić zaufanie wielkiego kapitału, aby, gdy ten niczego nie będzie się spodziewał, urządzić w Polsce rewolucję, która wszystkich uczyni równymi i wolnymi. Jednakże problem z rewolucją pod przewodem Napieralskiego, Czarzastego, Kality, Millera, czy Oleksego, który będzie ostry jak brzytwa, jest taki, że nie bardzo wiadomo kiedy ona nastąpi, a nasz kraj potrzebuje lewicy teraz.

Jak mógłby nie potrzebować lewicy kraj, w którym rządzących bardziej interesuje los najbogatszych niż sytuacja tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem; kraj, gdzie obywateli walczących o podwyższenie skandalicznie niskich pensji nazywa się roszczeniowo nastawionymi zadymiarzami? Różnice społeczne zamiast zmniejszać się, stają się coraz większe. Jesteś biedny? Krótka rada: nie choruj. Boli cię ząb? Zagraj w lotto, wygrasz - będziesz miał na dentystę. Bądźcie elastyczni, mobilni i cichego serca, a pracodawca pobłogosławi was pensją w wysokości 1200zł.

A zatem: w naszym kraju nie ma lewicowej partii politycznej, a brak ten jest bolesny. Wniosek jest jeden: musimy taką partię stworzyć. W Polsce jest wiele środowisk, które określają się jako lewicowe. Jak na razie ograniczają one swoją działalność do dwóch obszarów. Pierwszy to kształtowanie dyskursu publicznego – wydawanie czasopism, książek, pisanie blogów, czy organizowanie debat. Drugi to praca u podstaw (warsztaty, szkolenia) i wspieranie oddolnych inicjatyw społecznych. Wszystko to jest bardzo ważne, ale zwieńczeniem tych działań musi być stworzenie partii lewicowej z prawdziwego zdarzenia, która prędzej czy później przekroczy pięcioprocentowy próg wyborczy, a w końcu stworzy rząd, który podejmie realne kroki, by przywrócić w Polsce sprawiedliwość społeczną.

Przyjrzyjmy się teraz, w jaki sposób szef najpotężniejszej organizacji lewicowej uzasadnia swoją niechęć do parlamentarnej polityki. W wywiadzie przeprowadzonym przez Roberta Mazurka Sierakowski zdaje się podawać dwie przyczyny, które odrzucają go od partii politycznych. Pierwsza to dyzgust odczuwany wobec tego, co dzieje się obecnie w Sejmie. Partie zamiast uprawiać realną politykę zajmują się  pr, grają na emocjach i oszukują wyborców. Druga przyczyna to przeświadczenie, że prawdziwą politykę uprawia się dziś w sferze metapolitycznej, w której KP ma dość silną pozycję. Zatem - wydaje się pytać Sierakowski - po co nam partia, skoro mamy prężne wydawnictwo? Oczywiście szanuję decyzję szefa KP, uważam jednak, że argumenty, którymi uzasadnia swoją decyzję są niepotrzebne i szkodliwe. Niepotrzebne, bo wystarczyłoby, aby Sierakowski powiedział, że nie chce wchodzić do polityki, gdyż lepiej się czuje jako wydawca. Szkodliwe, bo mogą – zupełnie niepotrzebnie – odstręczać od politycznej działalności innych.

Po pierwsze – odpowiadając na argumenty szefa Krytyki – można zauważyć, że świat mediów nie jest dużo czystszy od świata polityki i tam również można się brzydko pobrudzić, choćby publikując w Wyborczej.  Poza tym nawet jeżeli teraz będąc politykiem nie sposób zachować moralnej czystości, to cóż to za prawicowy brak wiary w zmianę? Jeśli obecnie polityka jest be, to trzeba zrobić wszystko, by poprawić ten stan. A jak tego dokonać, jeśli nie od środka? Co do tezy, zgodnie z którą prawdziwa polityka to obecnie głównie metapolityka i to na tym poziomie dokonuje się rozstrzygnięć, które rzeczywiście wpływają na kształt państwa – to należy mieć na uwadze, że sam podział na politykę i metapolitykę jest bardzo umowny. Jeżeli metapolitykę rozumiemy jako kształtowanie siatki pojęciowej, do używania której zmuszeni będą politycy, to trzeba pamiętać, że taką pracę wykonują również sami politycy. Warto więc zastanowić się, kto ma większy wpływ na kształtowanie dyskursu publicznego. Pomyślmy na przykład, kto wyraźniej zwrócił uwagę na problem wsi popegierowskich: Lepper czy lewicowa Krytyka Polityczna? Odpowiedź jest wg mnie jasna i niekorzystna dla KP. Mała, niebyt spójna i pozbawiona wsparcia elit partia dużo lepiej wskazała na biedę i niedostatek wsi niż jakiekolwiek 'organizacje metapolityczne”. Posiadając partię, która potrafi jasno formułować diagnozy i cele łatwiej jest przebić się z niepopularnym dotychczas przekazem niż posiadając niszowe w sumie media – a nikt na lewicy nie posiada tylu pieniędzy, by tworzyć media nieniszowe.

Musimy więc mieć swoją partię. Nic nie mamy do stracenia, a wiele do zyskania. Nie musimy nawet zaczynać od zera. Są w Polsce partie, jak choćby PPS, które mają realnie lewicowy program. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że jest to polityczny plankton wyjątkowo nieskuteczny w realizowaniu jakichkolwiek celów. Możemy jednak spróbować wejść do tej partii, aby uczynić ją bardziej skuteczną.

 

Myślę – choć być może za bardzo wybiegam w przyszłość – że warto byłoby rozpocząć nowe otwarcie lewicy od czegoś podobnego do Planu dla Ludu, o którym pisze Richard Rorty w niedawno wydanej w Polsce książce pt. „Spełnianie obietnicy naszego kraju. Myśl lewicowa w dwudziestowiecznej Ameryce”. Cytuję za recenzją autorstwa Remigiusza Okraski: , : „Nic nie przyczyni się bardziej do zmartwychwstania amerykańskiej lewicy niż zgoda co do konkretnej platformy politycznej, jakiegoś Planu dla Ludu /.../, listy namacalnych reform. Istnienie takiej listy – bez końca powielanej i dyskutowanej, równie znanej profesorom jak robotnikom, pozostającej w pamięci zarówno profesjonalistów, jak i tych, którzy myją im toalety – mogłoby rewitalizować politykę lewicową.

 

Nieważne ilu nas jest. Ważne jest to, że potrafimy wyraźnie wskazać, gdzie państwo zawodzi swoich obywateli, gdzie III RP jest skrajnie niesprawiedliwa oraz jakie są źródła tych niesprawiedliwości. Wiemy to i musimy podzielić się tą wiedzą z naszymi współobywatelami. Musimy być roszczeniowi, twardzi i bezkompromisowi. Musimy jasno powiedzieć, że nie zgadzamy się na państwo, w którym człowiek, który pracuje dziesięć godziny dziennie ma problemy z utrzymaniem rodziny, że podwyższanie podatków najbiedniejszym przy zmniejszaniu obciążeń fiskalnych dla bogaczy jest skandalem. Ludzie to wszystko wiedzą lecz brak prawdziwej lewicy oraz dwadzieścia lat neoliberalnej propagandy zrobiły swoje. Jednak jeżeli uda nam się wyraźnie i dobitnie wyartykułować potrzeby ogromnej części naszego społeczeństwa, to społeczeństwo nas posłucha.

 

Filip Białek

 

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale