26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  991   0

e-Bibliografia adnotowana (14) relacji "świadków smoleńskich"

 

              DELEGACJA NA OKĘCIU 
                             (sobota rano, 10.04.2010)
 
 
              
          relacja Andrzeja Klarkowskiego*
 
 
kiedy przyjechałem na dworzec lotniczy, to już na miejscu była cała generalicja. Mogli przyjechać już dużo wcześniej (…) Witałem wszystkich, którzy wchodzili, spotkałem swoich znajomych. Rozmawiałem w sumie z trzydziestoma dziewięcioma osobami.
W głowie dźwięczą mi jeszcze moje rozmowy z ks. Romanem Indrzejczykiem, z Izą Tomaszewską.
Dobrze pamiętam też, jak wpadł na dworzec Przemek Gosiewski, który wyglądał na bardzo zabieganego. Ola Natalli-Świat mówiła o tym, że po powrocie czeka ją ciężkie seminarium. Grażyna Gęsicka, która była przecież szefem klubu parlamentarnego PiS, wydawała się zdenerwowana jakimś sobotnim artykułem. Wciąż mam w głowie głosy, twarze ludzi, tych, których dobrze znałem, i tych, których znałem słabiej… Gdy wchodziłem do dworca lotniczego, był tam taki niesamowity tłok, że ludzie odpowiedzialni za kontrolę pasażerów błyskawicznie ich odprawiali. Pamiętam, jak hala odlotów zapełniała się tłumem ludzi. Duchowieństwo wszystkich ordynariatów polowych, generalicja w mundurach reprezentacyjnych, pozostali goście również w odświętnych strojach.
Spotkałem na dworcu lotniczym Barbarę Mamińską, odpowiedzialną za politykę historyczną, która przywitała mnie z uśmiechem i zaczęła opowiadać, jak ważna jest ta wizyta. Pamiętam też prezesa Sławomira Skrzypka
Czekałem wówczas razem z gen. Andrzejem Błasikiem, a niedaleko samolotu chodził kapitan Arkadiusz Protasiuk. Został mi w pamięci jego uśmiech… Czekaliśmy, jak mówiłem, około 15 minut, w międzyczasie przyjechał jeszcze trochę spóźniony minister Mariusz Handzlik
Pan prezydent wraz z ochroną przyjechał w ostatniej chwili i zamieniliśmy właściwie jakieś zdawkowe zdania. Miałem takie wrażenie, że wicemarszałek Jerzy Szmajdziński czekał w saloniku do ostatniej chwili na prezydenta. On jako jeden z ostatnich wszedł do samolotu. Ochrona prezydenta i jego przyjazd nie odbiegał w niczym od standardów. Lech Kaczyński był bardzo skupiony, jak go znałem, to sądzę, że myślał o swoim przemówieniu. I pani Maria, która takim lekkim krokiem wbiegała po schodkach i witała nas uśmiechem. Pamiętam tę jej niesłychaną pogodę ducha. Z każdym się witała. Prezydent, jak mówiłem, był bardzo skoncentrowany. Generał Błasik złożył prezydentowi standardowy meldunek.
Czekałem na prezydencką parę. Najpierw podjechał samochód ochrony, za chwilę auto z panem prezydentem i panią prezydentową. Pani prezydentowa, jak zwykle była uśmiechnięta, pogodna i rozpromieniona, zawsze taka była. Wbiegła leciutko, szybko po schodach do samolotu
 
                      
* PORÓWNAJ KONIECZNIE:
 
 
       relacja Marka Martynowskiego**
Parę minut przed godz. 7 zaczęliśmy wchodzić do samolotu, który miał wystartować o 7.00. Pomogłem wejść panu Lutoborskiemu, ułożyłem jego bagaże; wtedy zaczęli wchodzić uczestnicy delegacji. Usiadłem na wolnym  miejscu i czekałem, aż wszyscy wejdą, bo było zbyt wąsko, by się przeciskać. Trochę nawet się zdenerwowałem, bo wiedziałem, jak odbywa się odlot delegacji z prezydentem. Gdy prezydent wejdzie na pokład, nagle zamykają drzwi i nikt nie pyta, czy ktoś chce wyjść itp. Dlatego utkwiło mi w pamięci, że dokładnie o godz. 7.02 zacząłem schodzić po schodkach. Wszyscy byli już w środku, pożegnałem się jeszcze z Kasią Doraczyńską, która jako jedna z ostatnich wchodziła na pokład. Chwilę czekaliśmy na parę prezydencką. Zanim dotarła, rozmawiałem na płycie lotniska z ministrem Władysławem Stasiakiem. Mówiliśmy o ostatnim benefisie 50-lecia twórczości Jana Pietrzaka, który odbył się 29 marca 2010 r. na którym razem byliśmy. Zaraz potem podjechał prezydent.http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3614-tylko-w-warszawskiej-gazecie-czy-macierewicz-odtajni-smolensk-wojskowka-zna-prawde
 
** PORÓWNAJ KONIECZNIE:
 
                            inne relacje:
 
2010-04-14
W sobotę rano byłaś jedną z osób, które żegnały pasażerów odlatujących do Smoleńska.
 Małgorzata Szlagowska-Skulska: Na lotnisku byłam o 5.20. Obok mnie przechodziła większość gości - pamiętam kilku starszych generałów, którzy musieli przechodzić przez bramkę parę razy, bo nikt nie wiedział, że pod płaszczami mają przypięte ordery. Z niektórymi rozmawiałam. Byli przejęci, że w tym przeklętym miejscu będzie można oddać cześć ofiarom NKWD.
Byłam na lotnisku, bo prezydenckim samolotem leciały do Rosji wszystkie kopie polskich filmów, które miały być pokazane na festiwalu Wisła w Moskwie. I wszystkie materiały prasowe - katalogi, ulotki, plakaty. Ze Smoleńska miały potem zostać przetransportowane do Moskwy.
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,7768595,Wisla_plynie_przez_Moskwe.html?as=1

Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań, związanych z wieloma sprawami – na kiedy umówiłem spotkanie, co z pismem w pilnej sprawie, czy mógłbym zdobyć numer telefonu jednego z parlamentarzystów, kiedy jest najbliższy wyjazd zagraniczny, jak wygląda kalendarz w drugiej połowie czerwca. Krótkie pytania, na które starałem się dawać jak najbardziej konkretne odpowiedzi.W sobotę, 10 kwietnia, Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”. http://ipn.gov.pl/o-ipn/zyciorys/prezes-janusz-kurtyka/jaroslaw-tesiorowski,-ipn

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura