Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat
1410
BLOG

Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika (7)

Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat Polityka Obserwuj notkę 0

ŻĄDANIE



Porywacze odezwali się po dwóch dniach. Zadzwonili tuż po północy z niedzieli na poniedziałek, 29 października 2001 roku. Telefon odebrał Leszek, mąż najstarszej siostry Krzysztofa. W słuchawce rozległ się krótki trzask, a po chwili niewyraźny głos Krzysztofa:


„Cześć, to ja Krzysiek. Porwali mnie dla okupu. Chcą trzysta tysięcy dolarów. (...) A poza tym w miarę się czuję. Dobrze jest. Na razie, cześć, kocham cię. Trochę jestem potłuczony. Na samym początku mnie zbili, ale na razie jest dobrze. Czekam na jakąś odpowiedź. Jak chcesz coś powiedzieć, to mów do słuchawki. Oni wszystko nagrywają i to mi później przekażą. (...) Powiedzieli, że jak nie dostaną pieniędzy, to nawet mnie w trumnie nie zobaczysz. Do końca życia będziesz szukał moich zwłok. Oni nie chcą mnie zabić. Im chodzi tylko o kasę, ale nie jestem pewien...”


Leszek szybko się zorientował, że nie może porozmawiać z Krzysztofem, bo w słuchawce usłyszał jedynie nagranie jego głosu.


Po tym telefonie rodzina Olewników nie uśnie już do rana. Od tego czasu ojciec będzie sypiał w salonie, w ubraniu, w ciągłej gotowości. Żeby nie przegapić żadnego telefonu, sygnału, wołania o pomoc, pukania do drzwi. Trzeba tylko zebrać trzysta tysięcy dolarów. Nie będzie to trudne. Przynajmniej wiadomo już, o co chodzi. Trzysta tysięcy dolarów i chłopak wraca do domu. Jak długo może potrwać ten koszmar? Tydzień? Dwa? Takie sprawy trwają maksymalnie dwa tygodnie, podpowiadają znajomi policjanci. Płacimy okup i chłopak wraca. Oczywiście policja spróbuje dorwać złoczyńców, ale życie Krzysztofa jest w tej chwili najważniejsze.


– Człowiek cały czas czekał na sygnał – opowiada Włodzimierz Olewnik. – Sądziliśmy, że może Krzysiowi uda się uciec, liczyliśmy na jakiś błąd porywaczy. Przez ponad rok spałem w ubraniu. Musiałem być czujny. Może będzie jakiś telefon i ja muszę natychmiast ruszać, jechać, nie tracić czasu na ubieranie. Ciągłe życie w napięciu. Rano się tylko przebierałem, zmieniałem koszulę, goliłem się.


Matka Krzysztofa zaczęła cierpieć na bezsenność. Od tej pory co noc nasłuchiwała. Wyglądała przez okno. Już jej się wydawało, że ktoś idzie, ktoś otwiera bramkę na podwórko, ktoś puka do drzwi. Może to Krzysztof? Dzień i noc to samo. Oczekiwanie.


Policja policją, ale Włodzimierz Olewnik chciał mieć pewność, że poszukiwaniem jego syna zajmą się najlepsi z najlepszych. Pieniądze nie grają roli. Zadzwonił po znanego z telewizji detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Zjawiają się detektyw i jego ludzie. Montują sprzęt nagrywający na telefonach rodziny i czekają na następny krok porywaczy.


W najbliższych dniach porywacze będą dzwonić wielokrotnie. Będą też pisać SMS-y, a wkrótce listy. Strofują rodzinę, aby się pospieszyła z zebraniem kwoty okupu. Rodzina prosi o czas i jednocześnie domaga się rozmowy z Krzysztofem na żywo. Na razie gangsterzy się na to nie zgadzają. Na końcu każdego telefonu z nagranym głosem rodzina ma prawo zadać jedno pytanie, na które odpowiedź jest znana tylko Krzysztofowi („Jaki prezent przywieźliśmy tacie z wakacji we Włoszech? Kto wykonał meble do kuchni Leszka?”). Krzysztof odpowiada na to pytanie w każdym następnym telefonie, co jest dowodem na to, że żyje. Czasami rodzina słyszy w telefonie także, jak Krzysztof czyta fragment aktualnej gazety.


Dwa dni później kolejny telefon od porywaczy. W słuchawce głos Krzysztofa:


„Jeszcze żyję, będzie wszystko dobrze. Nie wiem jak długo to potrwa, jak długo będziesz zbierał pieniądze (...). Nie słuchaj się policji, tylko tego Rutkowskiego. To jest bardzo mądry facet. To są moje słowa, nikt ode mnie nie wymusza nic takiego”.


Potem kolejne telefony. Porywacze pospieszają rodzinę Olewników, grożą śmiercią Krzysztofa, przestrzegają przed współpracą z policją, choć dobrze wiedzą, że rodzina współpracuje z policją, nagrywa telefony i informuje policjantów o każdym sygnale od porywaczy.


Policja i prokuratura wciąż jest bezradna. Przesłuchuje kolejne osoby. Brakuje konkretów i pomysłu na to śledztwo.


Dwa tygodnie po porwaniu policjanci z Płocka przesłuchują jako świadka lokalnego rzezimieszka Roberta Pazika, pseudonim „Pedro”. Dlaczego wpadli na pomysł, aby przesłuchać akurat Pazika? Z protokołu przesłuchania wynika, że Pazik niczego istotnego im nie powiedział. Zeznał tylko, że obecnie nigdzie nie pracuje i opiekuje się chorą matką. Wieczory spędza w barze, gdzie gra w bilard. Kiedyś był karany za włamanie do sklepu. Nic nie wie na temat porwania Krzysztofa Olewnika. Sprawę zna, bo wszyscy o niej mówią. Nie pamięta co robił w nocy, której doszło do porwania Olewnika. Prawdopodobnie wieczór spędził w barze, a potem wrócił do domu.

Dopiero po kilku latach od tego kuriozalnego przesłuchania, w 2008 roku Robert Pazik stanie przed sądem jako współoskarżony o udział w grupie, która porwała i zabiła Krzysztofa Olewnika.

 


 

Fragment książki Roberta Sochy "Nie chodziło o okup. Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika", Wydawnictwo Nowy Świat.

W księgarniach od: 6 X 2010.

Następny odcinek - jutro o 16:00.



 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka