Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat
1593
BLOG

Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika (11)

Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat Polityka Obserwuj notkę 0

HIENY (I)


Wkrótce po porwaniu pojawiły się hieny.

Andrzej K. ksywa „Gruby”: wysoki i zwalisty, dużo mięśni i spora nadwaga, mógłby być zawodnikiem sumo. Każdy właściciel dyskoteki, który postawiłby go na bramce swojego lokalu, miałby zagwarantowany spokój. „Gruby” budził respekt. Spotkałem kiedyś tego dżentelmena na korytarzu Sądu Rejonowego w Sierpcu. „Gruby” jednak nie miał ochoty na rozmowę z dziennikarzem. 

Choć oficjalnie nigdzie nie pracował, to powodziło mu się niezgorzej. Jeździł dobrymi autami. Czasami mercedesem, czasami bmw. Był nieformalnym konsultantem, współpracownikiem biura detektywistycznego „Rutkowski”. Początkowo współpracował z biurem w sprawach dotyczących kradzionych samochodów, „wystawiał auta”. Polegało to na tym, że „Gruby” informował Krzysztofa Rutkowskiego, gdzie jest skradzione luksusowe auto, jechała tam ekipa detektywa i rzeczywiście dzielnie odzyskiwała pojazd. Był sukces, a także honorarium dla detektywa za skuteczne działania. Skąd Andrzej K. „Gruby” miał taką wiedzę? To jego słodka tajemnica. Czy i w jaki sposób ten nieformalny współpracownik był wynagradzany? Krzysztof Rutkowski twierdzi, że co najwyżej zwracał mu koszty podróży. 

„Grubego” do rodziny Olewników przyprowadził jeden z pracowników Krzysztofa Rutkowskiego, Sławomir P. „Gruby” szybko wyczuł, że przy sprawie może nieźle zarobić. Według słów Włodzimierza Olewnika, Sławomir P. miał powiedzieć, że „Gruby” to człowiek „z podziemia”, który zdobędzie informacje, ale trzeba będzie za nie płacić. Kontakty z „Grubym” z ramienia rodziny utrzymywał głównie Lech Mikołajewski, mąż starszej siostry Krzysztofa. Po raz pierwszy obaj mężczyźni spotkali się na stacji benzynowej pod Drobinem w listopadzie 2001 roku. Na dzień dobry „Gruby” zażądał pięciu tysięcy złotych „na paliwo”. Potem mamił rodzinę możliwością uzyskania kolejnych informacji, żądając za każdym razem większych pieniędzy. Sugerował, że musi docierać do najbardziej niebezpiecznych grup przestępczych, do mafii w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie. Już był bliski zaaranżowania akcji przekazania Krzysztofa rodzinie, była wyznaczona data, ale niestety do tego nie doszło, bo – jak mówił rodzinie – akurat z powodu napadu na kantor w okolicy było za dużo policji, co mogłoby być niebezpieczne dla gangsterów przekazujących Krzysztofa. Gdy rodzina miała już opory z przekazywaniem kolejnych transz pieniędzy, „Gruby” zaproponował z kolei, że zawiezie Lecha Mikołajewskiego na spotkanie z przetrzymywanym Krzysztofem. Zięć Włodzimierza Olewnika niemal całą noc czekał pod Łęczycą na „Grubego”, który miał go zabrać do Krzysztofa, ale się nie doczekał. „Gruby” zauważył, że już więcej pieniędzy od rodziny nie wyciągnie i przestał się odzywać. 

W sumie w ciągu kilku miesięcy „Gruby” wyłudził od rodziny Olewników równowartość około ośmiuset tysięcy do miliona złotych. Kwota zależy od sposobu wyliczeń i kursu dolara, bo „Gruby” przyjmował złotówki i dolary. Detektyw Rutkowski twierdził potem, że jego informator urwał się z łańcucha. Być może wyłudził, ale bez wiedzy i zgody Krzysztofa Rutkowskiego. Detektyw winą za brak nadzoru nad informatorem próbował obarczać jednego ze swoich byłych współpracowników, Sławomira P., który przyprowadził „Grubego” do rodziny. Po wyjściu na jaw sprawy „Grubego”, detektyw publicznie twierdził, że zrezygnował ze współpracy ze Sławomirem P., co jednak nie było prawdą. Do dziś zatem kluczowym pozostaje pytanie: czy „Gruby” działał na pewno samodzielnie? Skąd miał szczątkowe informacje o sprawie, które jednak uwiarygodniały go w oczach rodziny? Z kim się dzielił wyłudzonymi pieniędzmi? 

 

 

Fragment książki Roberta Sochy "Nie chodziło o okup. Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika", Wydawnictwo Nowy Świat.

W księgarniach od: 6 X 2010.

Następny odcinek - jutro o 16:00.

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka