Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat
1233
BLOG

Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika (14)

Wydawnictwo Nowy Świat Wydawnictwo Nowy Świat Polityka Obserwuj notkę 0

 POLITYK (II)

 

W 1997 roku Grzegorz Korytowski zostaje szefem kampanii wyborczej Andrzeja Piłata w wyborach do Sejmu, a także dyrektorem jego biura. Dzięki poparciu tego wpływowego na ziemi płockiej polityka Korytowski obejmuje swoje pierwsze ważne stanowisko: wicestarosty Sierpca. Po krótkiej przygodzie z lokalną polityką na początku lat dwutysięcznych trafia do płockiego Orlenu i zostaje dyrektorem do spraw personalnych. Taki awans – niemal z ulicy i bez menadżerskiego doświadczenia – na dyrektorski fotel w ogromnym koncernie energetycznym jest możliwy tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze, potrzebne jest poparcie wpływowego Andrzeja Piłata. Po drugie, liczy się to, że Orlen jest ogromną paliwową spółką kontrolowaną przez państwo, a w praktyce przez politycznych przyjaciół Piłata, wówczas rządzącą lewicową ekipę.

Takie stanowisko może być formą podziękowania za dotychczasowe zasługi i lojalność. Może być także formą inwestycji w człowieka, który będzie musiał się odwdzięczyć, gdy zostanie o to poproszony. Istnieje jeszcze trzecia możliwość: Grzegorz Korytowski to świetny menadżer, który do tej pory musiał się imać różnych poślednich zajęć, aż wreszcie ktoś go dostrzegł i docenił. 

Gdy Korytowski angażuje się w poszukiwania Krzysztofa, bierze udział w spotkaniach razem z Gienkiem, jest już dyrektorem w Orlenie. 

Danuta Olewnik o roli Korytowskiego:

– On miał być taką osobą gwarantująca lojalność rodziny wobec bandytów. Ze strony bandytów sierpeckich to wyszło. 

Włodzimierz Olewnik na wszystkie spotkania chodzi uzbrojony w dyktafon. Wszystko nagrywa i przekazuje policji. 

Siedzimy w jego gabinecie. Wyciąga z szafy całą torbę małych płyt do zapisu dźwięku, tak zwanych minidysków. Każdy jest podpisany, data rozmowy, miejsce, temat. Słuchamy kilku wybranych nagrań ze spotkań z Korytowskim. Polityk zapewnia: 

– Wie pan, bo to trzeba pogodzić środowisko przestępców, żeby nie spalić, i żeby nie narazić się policji. Jedno z drugim trzeba pogodzić. Oprócz tego, że mniej więcej wiem gdzie jest [Krzysztof], to tego panu nie powiem, dla dobra sprawy. Jeśli pan chce, to panu powiem, ale po co to panu?

Korytowski angażuje się w pomoc i jednocześnie zapewnia ojca:

– Są koszty organizacyjne, oczywiście. Pan nie będzie pytał o sto, dwieście, trzysta złotych, bo nie wszystko mogę panu powiedzieć, że prokurator wziął tyle, komendant tyle, czy ten tyle. Ale to są drobne rzeczy. To nie są tam... trzydzieści tysięcy dolarów. 

Pewnego dnia Korytowski proponuje ojcu rozmowę z Krzysztofem. Do rozmowy ma dojść w przedziwnych okolicznościach, w lesie niedaleko Sierpca. Jest zima, dochodzi północ, sypie śnieg. Włodzimierz Olewnik, mimo strachu, jedzie autem w odludne miejsce. W lesie spotyka zdenerwowanego Korytowskiego i lokalnego dziennikarza, który podjął się zdobywania informacji ze środowisk przestępczych...

Proszę Włodzimierza Olewnika, abyśmy razem pojechali w to samo miejsce i aby tam opowiedział mi dokładnie jak wyglądało to przedziwne spotkanie. Zgadza się. Sceneria jak wtedy. Zima, wieczór, mocno sypie śnieg. Jedziemy leśnym duktem i zatrzymujemy się na niedużej polanie. Pustkowie. Kilkaset metrów dalej majaczą światła jakichś zabudowań gospodarskich. Słychać szczekanie psów. 

 

 

– Tutaj miałem otrzymać telefon od syna i prosić go, żeby wrócił do domu – tłumaczy mi (w lesie) Włodzimierz Olewnik. – Czekaliśmy na telefon około czterdziestu minut, ale nikt nie zadzwonił. Krzysztofa mieli doprowadzić do telefonu jacyś bandyci i zmusić go do rozmowy ze mną.

– Tak panu powiedział Grzegorz Korytowski? – pytam. 

– Tak.

Minęła północ i nic się nie wydarzyło. Nie było żadnej rozmowy z Krzysztofem. Czemu miało służyć to przedziwne spotkanie zorganizowane w upiornej scenerii? A może tam w lesie rzeczywiście coś miało się wydarzyć? 

– Następnego dnia rano Korytowski pokazał mi SMS-a, którego dostał od dziennikarza: „Gówniarz nie chciał rozmawiać z ojcem” – tak opowiada Włodzimierz Olewnik. 

Jak wiemy, pomoc Grzegorza Korytowskiego na niewiele się zdała. Za to Włodzimierzowi Olewnikowi ubyło 160 tysięcy złotych, które – w obecności Korytowskiego – przekazywał „Gienkowi”. 

 

 
Fragment książki Roberta Sochy "Nie chodziło o okup. Kulisy porwania Krzysztofa Olewnika", Wydawnictwo Nowy Świat.
W księgarniach od: 6 X 2010.
Następny odcinek - jutro o 16:00.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka