PRÓBY (II)
W jednym z listów porywacze napisali, że z okupem ma wyruszyć przyjaciel Krzysztofa, Jacek Krupiński. Przekazali mu szczegółowe instrukcje. Ma kupić telefon komórkowy „na kartę”, czyli działający w systemie bez abonamentu. Powinien kupić także torbę, do której przełoży pieniądze, z torby, którą dostanie od rodziny. Ma to zrobić, ponieważ, zdaniem porywaczy, w pierwszej torbie może być zamontowany nadajnik GPS, który mógłby ułatwić namierzenie osób, które odbiorą okup.
Na początku grudnia 2001 roku, zgodnie z telefonicznymi instrukcjami, Jacek razem z żoną Iwoną, oraz z torbą wypchaną 300 tysiącami dolarów, wyruszają samochodem w kierunku Warszawy. Mają być cierpliwi, po drodze otrzymają kolejne instrukcje. Niestety, po dojechaniu do Warszawy telefon porywaczy milczy. Jacek z żoną wracają z pieniędzmi do domu.
Dwa dni później następny wyjazd. Przy świętej figurce na drodze do Sochaczewa – list. W liście kolejne instrukcje. Mają jechać w kierunku Łodzi. Przed Łodzią dzwoni jednak telefon porywaczy. Jacek słyszy wiadomość nagraną głosem Krzysztofa, że ma jechać w stronę Strykowa i czekać na dalsze instrukcje pod zajazdem „Pod Rogami”. Po trzech godzinach – telefon od porywaczy. Głosem Krzysztofa informują, żeby wracać do domu, bo „pieniądze były skserowane” (rzeczywiście były; skąd porywacze o tym wiedzieli?).
Miesiąc później, w styczniu 2002 roku Jacek, tym razem bez żony, zgodnie z życzeniem porywaczy wyrusza z okupem. Z torbą pełną pieniędzy ma wsiąść do pociągu relacji Warszawa–Berlin, ma znaleźć sobie miejsce w wagonie restauracyjnym i czekać na dalsze instrukcje.
– Byłem przerażony – opowiada Krupiński. – Wagon restauracyjny był klimatyzowany i żadnego okna nie dało się otworzyć. Co będzie jeśli porywacze będą kazali wyrzucić torbę z okupem przez okno? Obok siedział jakiś młody chłopak, więc sobie pomyślałem, że jakby co, to poproszę go o rozwalenie szyby, na pewno pomoże.
Jacek Krupiński w wagonie restauracyjnym dojeżdża do granicy polsko-niemieckiej, ale porywacze niestety milczą. Wysiada na stacji granicznej w Rzepinie i wraca do domu taksówką.
Na kolejny wyjazd z okupem porywacze wyznaczają Danutę, starszą siostrę Krzysztofa. Na początku marca 2002 dzwonią i głosem Krzysztofa przekazują wskazówki dla Danuty. Ma ona jechać do Warszawy. Tam w bramie kamienicy przy ulicy Kijowskiej ma odebrać list. List będzie ukryty pod tablicą ogłoszeń. Danuta dociera na miejsce zgodnie z rozkazem porywaczy. Pod tablicą rzeczywiście znajduje list. Ma wsiąść do pociągu relacji Warszawa–Olsztyn, czyli do ekspresu „Warmia”. Spogląda na zegarek. Pociąg odchodzi za dwanaście minut! Razem ze swoją starszą siostrą Anną, pędzą autem na dworzec, na złamanie karku, byle szybciej.
W drodze na dworzec kilkakrotnie dzwonią porywacze z pytaniem zadawanym głosem Krzysztofa: „Czy jesteś już w pociągu”? Niestety, Danuta się spóźnia, pociąg odjeżdża bez niej. Załamane siostry wracają autem do domu. Wieczorem telefon od porywaczy, głos Krzysztofa: „Ponieważ spóźniłaś się na pociąg, nakładamy na was dodatkową karę w wysokości 50 tysięcy dolarów”.
W jednym z listów piszą: „(...) Musicie być przygotowani w każdej chwili do przekazania 350 tysięcy dolarów. Wyjazd z domu po naszym telefonie ma nastąpić w ciągu 2 minut (dwie minuty). Jeżeli spóźnicie się choć o sekundę, kończymy sprawę (...). Macie być gotowi do wyjazdu o każdej porze dnia i nocy”.
Jeden z takich dni nadszedł 24 lipca 2003 roku.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)