Ostatnio dużo się mówi o możliwych koalicjach PiS po następnych wyborach. Trochę mnie to śmieszy, bo nie wiadomo czy po wyborach prezydenckich PiS nadal będzie istnieć, czy się rozpadnie.
Nie lubię PiS, mam jednak bogatą wyobraźnię –puśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie, ze PiS i SLD (może razem z PSL czy z inna formacją) po kolejnych wyborach będą miały większość miejsc w Sejmie.
Czy jest możliwa koalicja rządowa tych dwóch partii?
Gdyby polityka ograniczała się tylko do kwestii gospodarczych, to udałoby się dogadać. Oba ugrupowania postulują raczej znaczną rolę państwa w gospodarce. Gorzej z innymi sferami.
Jakie stanowisko miałaby taka koalicja w sprawie aborcji, praw homoseksualistów, polityki zagranicznej, integracji europejskiej, edukacji seksualnej, zwalczania przestępczości, stosunku do PRL? Wiele decyzji rządowych nie jest ideologicznych, ale od ideologii nie da się uciec. Nawet jeśli politycy dopuszczają taki wariant, elektorat obu partii mógłby nie znieść takiej koalicji.
Rząd PiS - SLD (z ewent. trzecim koalicjantem), gdyby jakimś cudem powstał, mógłby funkcjonować albo jako rząd dwuczęściowy –ministrowie pisowscy prowadziliby swoja politykę, a eseldowscy swoją. Taka schizofrenia jest mało realna i na dłuższą metę trudna do utrzymania.
Druga możliwość –byłby to rząd „techniczny”, skupiony np. na gospodarce, unikający spraw ideologicznych. Taki rząd głownie zajmowałby się administrowaniem państwem. Ta opcja też jest trudna do wyobrażenia.
Podsumowując- taka koalicja wydaje mi się mało realna.
Trochę inna sytuacja była w 2006 r. gdy PiS zawarł „trudną” koalicję z Samoobroną i LPR. Partia Romana Giertycha to był taki PiS do kwadratu –jeszcze bardziej skrajny. Samoobrona to byli prymitywni populiści - zdolni do koalicji zarówno z PiS, jak i z SLD.
Natomiast poza kwestiami gospodarczymi PiS i SLD różnią się ideologicznie chyba pod każdym względem. Politycy mieliby kłopot, jak wytłumaczyc taki alians - chyba tylko chęcią dojścia za wszelką cenę do władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)