Po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego jego brat stoi przed trudną decyzją o kandydacie na Prezydenta.
Wg mnie ma takie opcje:
- kandydować samemu –wybór oczywisty dla wielu
- wskazać innego kandydata z partii –pojawia się kilka możliwych nazwisk
- wskazać kogoś spoza partii, ale związanego z PiS, np. Zbigniewa Romaszewskiego czy Zytę Gilowską
- wskazać kogoś niezwiązanego z PiS, ponadpartyjnego, np. Michała Kleibera
- nie wskazywać kandydata.
Uważam, ze pkt 5 jest mało prawdopodobny. Poważna partia wystawia kandydata.
Nie wiem jednak, czy i jak tragedia pod Smoleńskiem zmieniła sympatie polityczne Polaków. Nie wiem także, czy Jarosław Kaczyński wierzy w sukces – czy ma bardziej zamiar walczyć o zwycięstwo w wyborach, czy myśli głownie o utrzymaniu swej pozycji w partii. Trzeba pamiętać, że jest on politykiem, ale i człowiekiem dotkniętym strasznym ciosem osobistym – a to może załamać każdego.
Z tych względów nie umiem wskazać, która z opcji jest najbardziej prawdopodobna. Gdybym walczył o zwycięstwo PiS, wybrałbym pkt 4 – kandydat ponadpartyjny byłby niewygodny dla Bronisława Komorowskiego, który jest kandydatem PO.
PO nie mogłoby przedstawiać tej kampanii jako walki PO z PiS, a PiS mógłby wskazywać, że ma kandydata ‘zgody narodowej”. Przykładowo, Michała Kleibera mogą poprzeć i zwolennicy PiS, i SLD, i wyborcy centrowi. Z drugiej strony prof. Kleiber , którego zdolności polityczne są zagadką, jest mało znany ogółowi społeczeństwa, mało „pisowski”, więc część pisowców mogłaby go nie poprzeć, a jako prezydent nie byłby zapewne związany zbyt mocno z PiS (co byłoby dobre dla Polski, ale niekoniecznie dla PiS).
Ponadto podpowiadam kandydaturę innego byłego ministra nauki –Michała Seweryńskiego, bardziej związanego z PiS, poważanego profesora prawa pracy z Łodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze