Kampania zbliża się do końca. Temperatura sporu rośnie, emocje się rozpalają, kandydaci biją rekordy obietnic, oskarżeń i oświadczeń, o których zapomną następnego dnia po wyborach. Politycy, komentatorzy i propagandziści (zarówno zawodowcy, jak i amatorzy) ciężko pracują.
Ja wiem na kogo będę głosował, staram się nie zawracać sobie głowy śledzeniem kampanii.
O polityku bardziej świadczy cale dotychczasowe życie i działalność, a mniej to, co mówi w trakcie kilku tygodni przed wyborami.
Dokładny wynik jest trudny do przewidzenia, podejrzewam, że zwycięzca otrzyma nie więcej niż 53% głosów. Zdecydowac może nawet niewielka liczba głosów - teoretycznie nawet jeden :)
5 lipca albo będę się cieszył, albo będzie mi trochę przykro, ale katastrofy nie będzie –po prostu społeczeństwo wybierze prezydenta na 5 lat. Będzie ciekawie w obu wariantach.


Komentarze
Pokaż komentarze