Zaangażowanie USA i innych krajów w Afganistanie trwa od 2001 r. Ta wojna coraz bardziej przypomina wojnę w Wietnamie.
Rosną straty Amerykanów i ich sojuszników, oddala się perspektywa zwycięstwa. Ofiar wśród Afgańczyków chyba nikt nie liczy.
Rząd Karzaja nie przypomina rządów demokratycznych.
Problemem jest, jak wyjść z twarzą z tego kraju. Wycofanie się bez pokonania talibów będzie oznaczało przyznanie się do klęski –tak było w przypadku Wietnamu. Obama ma spory problem.
Takie wojny pokazują, że nawet najsilniejsze państwo na świecie nie jest wszechmocne. Amerykanie wspierają jedną stronę w wojnie domowej, i to chyba słabszą stronę. Dla wielu Afgańczyków są tylko okupantami. Prawdopodobnie po wyjściu Amerykanów rząd Karzaja prędzej czy później upadnie, tak jak upadł rząd komunistyczny Nadżibullaha po wycofaniu się wojsk radzieckich. Szybko upadł tez rząd Wietnamu południowego w 1975 r.
USA jest w pułapce – łatwiej wejść do Afganistanu niż z niego wyjść.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)