Finansowanie z budżetu (patrz posty rosemanna i gschaba) nie powinno moim zdaniem blokować powstawania nowych partii politycznych. Teraz nawet kiepska partia ma przewagę nad każdą nową inicjatywą.
Mój pomysł: jeśli odchodzą posłowie z partii i zakładają nowy klub, to powinni zabrać ze sobą proporcjonalną część pieniędzy, jakie partia dostaje.
Np. jesli odchodzi 30% posłów, to dostaną 30% pieniędzy budżetowych, jakie ich dotychczasowa partia dostawała. Musi ich być jednak co najmniej 15, żeby pojedynczy posłowie nie odchodzili partii tylko po to, żeby brać pieniądze.
Ewentualnie dostawaliby mniej, czyli np. 30% posłów dostanie tylko 15% pieniędzy, jakie dostawała ich poprzednia partia. Wtedy taki system nie zachęcałby do rozłamów, ale i tak trochę poprawiałby sytuację nowych partii.
Skutek: partie musiałyby bardziej szanować swoich posłów, bo ewent. rozłamowcy byliby groźniejsi niż obecnie - mieliby pieniądze. To mogłoby wymusić większą demokracje i lepszą dyskusje wewnętrzną w partiach. A i tak o powodzeniu nowych inicjatyw decydują wyborcy- mój pomysł pozwoliłby tylko na wyrównanie szans.
Byłoby ryzyko, że grupa ponad 15 posłów tworzy nowy klub, tylko żeby się wzbogacić, a nie żeby na serio tworzyć nowa partię. Jednak w takim przypadku wyborcy więcej ich już by nie wybrali - sądzę, że większość posłów chce być posłami jak najdłużej.
Jeśli partia cieszy się poparciem, to mało kto chce z niej wychodzić. Jeśli posłowie są w danej partii tylko (albo głównie) dlatego, że boją się z niej wyjść – jaki pożytek mamy my, obywatele, z takiej partii?
Czy nie jest to genialne?J


Komentarze
Pokaż komentarze (6)