Niewiarygodne, ze w XXI w. rząd moze na oczach świata zabijać własnych obywateli, ktorzy domagają się wolności. A tak dzieje sie w Syrii. Protesty najpierw byly pokojowe, ale władze odpowiedziały przemocą, stąd zaczeła sie wojna domowa. Wielu żolnierzy zdezerterowalo, nie chcąc zabijać Syryjczyków. Bombardowanie miast, tortury dorosłych i dzieci, masowe aresztowania są na porządku dziennym.
Gdyby kazdy reżim, ktory zabija wlasnych obywateli, był skazany na rychly upadek, to dni Assada bylyby policzone. Tak jednak nie jest. Prezydent cieszy się poparciem części spoleczeństwa, szcz. mniejszosci (alawici, chrzescijanie) .
To jest wojna, w ktorej za rządem stoi swietnie uzbrojona armia, a opozycja moze liczyc na poparcie ludnosci wielu regionów i słabe oddzialy partyzanckie.
Wynik jest niepewny, ale determinacja opozycjonistów i izolacja Asada na scenie miedzynarodowej (bronia go Iran, Rosja, Chiny, ale większosc panstw jest wrogo nastawiona) pozwala zywić nadzieję, że Baszar skończy jak Kaddafi, Hitler i inni zbrodniarze. Oby jak najszybciej, bo kazdy dzień pozostawania Assada u władzy, podobnie jak Kaddafiego, to nowe ofiary.
Niestety nie ma gwarancji, ze upadek tego potwora zakończy walki, bo społeczenstwo jest podzielone, a wzajemna nienawiść wśród Syryjczyków -co zrozumiałe- zapewne wielka.


Komentarze
Pokaż komentarze