Wczoraj Ahmadinejad, prezydent Iranu, znów nie zawiódł swoich wielbicieli i oskarżył Izrael o krzewienie terroru w świecie. Nie tylko o to. Również o wywołanie I i II Wojny Światowej. Dał również receptę jak rozwiązać ten problem.
W wywiadzie udzielonym Washington Post wyjaśnił, że Syjonistyczny reżim od zawsze robił to samo - burzył ludziom ich domostwa i wymazywał je z powierzchni ziemii. Dziś też kontynuuje terroryzowanie i mordowanie ludzi, uprawia politykę gwałtu wobec innych narodów, a szczególnie Iranu...
Prezydent Iranu, wyraźnie wstrząśnięty skalą zła czynionego przez "Syjonistyczny reżim", zapytał dramatycznie: jak to się więc dzieje, że amerykańska Administracja zawsze popiera Syjonistyczny reżim. Jak to się dzieje, że tak lekkomyślnie wystawia ona na ryzyko całą populację USA dla paru setek Syjonistów? Czyż USA nie dzieli dziesięć tysięcy kilometrów od Palestyny i innych krajów w rejonie przeciwnych Syjonistom, a mimo to USA, jak zresztą i Europa, wciąż popierają Izrael. Dlaczego? - dramatycznym głosem kontynuował irański prezydent.
Zatroskany Ahmi - prezydent, do głębi poruszony swoimi wywodami, nie omieszkał udzielić dobrej rady obywatelom USA. Otóż powinni oni czym przeprowadzić referendum i w ten sposób wyrazić swoją opinię czy rzeczywiście chcą dalej, by ich podatki szły na wspieranie bandy syjonistycznych morderców.
Ahmi w dalszej części wywiadu nazwał Syjonizm straszną, przerażającą partią, która stała za wywołaniem tak pirwszej, jak i drugiej wojny światowej i do dziś stoi za każdym konfliktem, czy wojną.
Cóż można dziś wygrać wygłaszając stek takich bzdur? Wydawałoby się, że odpowiedź jest oczywista: nic. Cóż więc znaczą te wygłupy? Dlaczego prezydent Iranu tak się zachowuje? Stracił rozum? Jest chory z nienawiści do Izraela, traci panowanie nad sobą z bólu, przejęty losem ukochanej Palestyny i jej uciemiężonych mieszkańców? Oczywiście, że nie. Kiedy zajdzie potrzeba, ten cyniczny hipokryta poświęci Palestyńczyków bez zmrużenia oka. O co więc chodzi? Popatrzmy na całą panoramę.
Turcja wygraża Izraelowi, zapowiada użycie wojennej floty do ochrony statków próbujących przełamać izraelską blokadę morską Gazy. Erdogan wzywa do poparcia palestyńskiej inicjatywy jednostronnego ogłoszenia utworzenia swojego państwa. I zapowiada ukrócenie izraelskich zapędów do śródziemnomorskiej ropy i gazu.
Mało przekonywująca junta wojskowych z coraz większą trudnością panuje nad sytuacją w Egipcie. Kilka dni temu ledwo - ledwo uniknęliśmy wojny, kiedy rozbestwiony rządzą żydowskiej krwi motłoch, atakujący izraelską ambasadę w Kairze, w ostatniej chwili został rozpędzony przez egipskich komandosów. Inspiratorem tej napaścią było Bractwo Muzułmańskie. Arabska ulica karmiona przez dziesięciolecia najbardziej jadowitą odmianą antysemityzmu, dziś, w dobie " arabskiej wiosny", daleko bardziej jest zainteresowana rozszarpaniem jakiegoś, choćby tylko jednego, Żyda, niż demokratycznymi reformami.
Syria zwija się z bólu pod razami swojego dyktatora Baszer al Asada, Jordania trzyma się tylko na włosku. Za rok nic już na Bliskim Wschodzie nie będzie wyglądało tak jak dzisiaj.
Iran potrzebuje czasu na ukończenie programu budowy własnej bomby atomowej. Nic innego się już teraz nie liczy. I na tym etapie, to już się nie odmieni. I Turcja i Egipt i Syria i Jordania zostaną wykorzystane do zapewnienia tego czasu. Niezależnie od pozornych sprzeczności interesów, konfliktów pomiędzy sekularystami i islamistami, Sunitami i Szyitami, to dziś nie ma większego znaczenia. Liczy się tylko czas na ukończenie bomby. W co więc gra Ahmadinejad? Ahmi gra na czas. To jest jedyna gra.
A jednocześnie w Nowym Yorku niebawem rozpocznie się akcja sponsorowana przez pokojową organizacjęTwo People - One Future (dwa narody - jedna przyszłość) wzywająca Amerykanów do protestu przeciw militarnej pomocy USA dla Izraela. Też jestem pięknoduchem. Marzę o pokoju. Pragnę go. Ale nie poprę tej akcji. Bo jest czas właściwy na wszystko:
a time to love and a time to hate
a time for war and a time for peace
A ten czas, choć pełen jest trwożnego jęku o pokój, nie jest czasem na pokój. Kiedy się tego nie rozumie można się znaleźć w dziwnej i kompromitującej kongruencji z Ahmadinejadem. Jemu akurat bardzo na tym zależy, aby Izrael znalazł się bez niezbędnego mu do obrony zaplecza. A wielu Europejczyków i Amerykanów zatroskanych prawami człowieka, bezkrytycznie i bezmyślnie staje w jednym szeregu z tyranem Iranu. Nic tego nigdy nie usprawiedliwi. Dobre intencje nie są figowym listkiem na bezmyślność. Świat nie jest bezpieczny. Wilk wyszedł i szuka kogo by pożreć.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)