35 lat temu powołano do życia Komitet Obrony Robotników. Drogi sygnatariuszy założycielskiego "Apelu do społeczeństwa i władz PRL" rozeszły się już dawno. Kiedyś jednak szli razem i nas za sobą pociągnęli. Dzięki temu Polska jest dzisiaj lepszym miejscem.
I choć kwękamy, narzekamy, a nawet odsądzamy politycznych oponentów od czci, to przecież możemy to wszystko dziś robić bezpiecznie, publicznie, otwarcie. Możemy to robić dzięki nim, sygnatariuszom Apelu z 23 września 1976 roku. Od tego się wszystko zaczęło. Mamy wolną, niepodległą Polskę. Marzenie, które wtedy, 35 lat temu, wydawało się nieziszczalną mrzonką, ziściło się już po 14 latach działania opozycji demokratycznej.
Zaiste, rzadki to, niezwykle rzadki, przypadek skuteczności nielegalnej opozycji demokratycznej, w kraju o systemie totalitarnym. Nie można też nie podkreślić pokojowego charakteru działań opozycji KOR-owskiej. Nie tworzyliśmy partyzantki miejskiej. Zamiast zamachów bombowych, organizowaliśmy latające uniwersytety. Nie paliliśmy na stosach książek opresora, ale wydawaliśmy w podziemnych wydawnictwach własne. Nie paliliśmy komitetów, tworzyliśmy swoje.
Od ponad 20 lat cieszymy się wolnością dzięki grupie 14 osób, do których, na przestrzeni lat, dołączali coraz to nowi działacze. Pamiętając o tych, o których się na codzień nie pamięta, o szergowych działaczach opozycji, oddajmy dziś hołd:
Jackowi Kuroniowi, Jerzemu Andrzejewskiemu, Józefowi Lipskiemu, Edwardowi Lipińskiemu, Stanisławowi Barańczakowi, Ludwikowi Cohnowi, Antoniemu Macierewiczowi, Piotrowi Naimskiemu, Antoniemu Pajdakowi, Józefowi Rybickiemu, Anieli Steinsbergowej, Adamowi Szczypiorskiemu, ks. Janu Zieji, Wojciechowi Ziembińskiemu.
Jeśli dziś nie potrafimy ochrzcić nowo budującego się w Warszawie mostu przez Wisłę, imieniem KOR-u, to powinniśmy mu nadać imię Jacka Kuronia. Człowieka, który przez całe swoje życie budował mosty, aż w końcu jeden z nich powiódł nas w przyszłość. Ponad przemocą, ponad bezprawiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)