OKOP i KOR
Każdej władzy trzeba patrzeć na ręce, w każdym kraju. Inaczej ludzie płoną. Władzę trzeba sprawdzać, nie tylko wtedy, kiedy niewyobrażalna katastrofa lotnicza z mroków bolesnych doświadczeń przeszłości, podnosi w naszych sercach "smoleńską mgłę", ale na codzień. Władza niekontrolowana przez swoich obywateli, bardzo szybko obraca się przeciw tym, którym miała służyć. A wtedy pozostają już tylko akty desperacji ze strony zaszczutych przez władzę jednostek.
W latach 70-tych ubiegłego stulecia ukonstytuował się KOR, ruch stawiający sobie za cel, między innymi, poddanie działalności władzy obywatelskiej kontroli. Wtedy, ponieważ władza takie działania uważała za zamach na państwo i ustrój i karała za nie surowo, było to i trudne i ryzykowne. Pod pewnym względem jednak było dużo łatwiej niż dziś. Bowiem świadomość potrzeby takich działań była dość powszechna wśród społeczeństwa. Coraz odważniej mówiono komunistom - dosyć.
Dziś, obarczeni "genetyczną" pamięcią długotrwałej opresji, wciąż jeszcze zachowujemy się bardziej jak niewolnicy, niż ludzie wolni, żyjący we własnym kraju. Wciąż, z bezbrzeżną naiwnością, oczekujemy że władza sama z siebie, będzie postępować przyzwoicie wobec rządzonych. W rezultacie takiej postawy nie kotrolujemy na bieżąco rządzących. Dziś albo im ślepo ufamy, uznając każdą krytykę rządu za zamach na państwo i ustrój, albo nic, a nic im nie ufamy i oskarżamy ich o to, że zamiast rządzić, dokonują zamachu na państwo i ustrój.
Będąc w opozycji do rządzącej partii, nie dostrzegamy niczego pozytywnego w jego działaniu, potępiamy w czambuł i przekonujemy siebie i wyborców, że jedyny ratunek dla Polski, to czekać na kolejne wybory, bo w międzyczasie się nic nie da zrobić. Ratunku upatrujemy w wyborze innej parti... Zapominamy, lub wogóle nie chcemy wiedzieć, że znakomita większość zadań, których rozwiązania od władzy oczekujemy, jest bezpartyjna.
Chcemy być dobrze rządzeni i co 4 lata obdarzamy jakąś ekipę niekontrolowanym zaufaniem, aby już po kilku latach, bez specjalnego zaskoczenia skonstatować, że znowu jest źle. Niczego też innego, w gruncie rzeczy, nie oczekiwaliśmy. Nie jesteśmy zadowoleni ze swoich wyborów, nawet wtedy kiedy głosowaliśmy na wygranych. Coraz bardziej zniechęcamy się do demokracji, coraz chętniej przyczyn naszych niepowodzeń upatrujemy w "układach", spiskach, Magdalenkach i zdradzieckich machinacjach przy Okrągłym Stole... A kolejne ekipy rządzących pozostawione przez nas samopas, bez żadnego nadzoru, bez partnera, borykają się z bezwolnym, biernym społeczeństwem.
Niekontrolowana władza zawsze się wynaturzy. Takia już jest jej natura. Czas byśmy wyciągnęli głowy z własnych tyłków i wzięli się do roboty. Trzeba zrezygnować z kwękania. Albo będziemy władzę kontrolować, albo będziemy przez nią kontrolowani.
Kilka dni temu zdesperowany obywatel w poczuciu beznadziei podpalił się w proteście przed siedzibą premiera. Nie miał do kogo się zwrócić ze swoimi problemami. Wyczerpał wszystkie możliwości legalnego protestu przeciw urzędniczej samowoli, dostępne w naszym kraju. Wszyscy odmówili interwencji w jego sprawie. Pan Andrzej Ż. nie miał już gdzie pójść.
Wczoraj wspominaliśmy 35 rocznicę założenia KOR-u. Pod oknami mieszkalnia Jacka Kuronia, na Mickiewicza 27, na Żoliborzu w Warszawie, zebrała się dość liczna grupa byłych działaczy. Siwe, szacowne głowy. Szlachetny duch. Chlubna historia. Wzruszające wspomnienia, dobrze znane piosenki... Między zebranymi krążył apel o złagodzenie ustawy aborcyjnej, przejęta losem kobiet, bardzo zacna i szlachetna pani, każdego namawiała do podpisania petycji. Wydawałoby się, że duch Jacka wciąż unosi się nad nami, zachęca do walki o sprawy trudne i bolesne, stracone...
A o kilka kilometrów dalej, pan Andrzej Ż. walczy o życie, zagrożone desperackim aktem samopodpalenia, którego dokonał w proteście przeciw urzędniczej samowoli, obojętności rządu, obojętności obywateli. Być może, gdyby Jacek żył, gdyby istniał KOR, pan Andrzej Ż, zanim dokonał samopodpalenia, poszedłby na ulicę Mickiewicza po ratunek. Być może przestałby się czuć osamotniony i zdradzony przez wszystkich... Puste to jednak gdybanie. Jacek nie żyje, a po KOR-ze zostały nam tylko piękne wspomnienia...
Nie ma komitetu, nie ma środowiska, któreby z poświęceniem wzięło na siebie sprawę ochrony obywateli przed samowolą urzędników. Te szacowne KOR-owskie głowy, którym w bardzo dużym stopniu zawdzięczamy wolną Polskę, są dziś siwe i zmęczone. Nie to jednak sprawia, że żadna inicjatywa w obronie panów Andrzejów Ż. wśród nich się nie urodzi. Aż tak starzy to oni nie są. Powodem jest raczej to, że oni nie wierzą, że dziś dzieje się coś złego. Każdą zaś krytykę obecnego rządu, rządu z którym w znacznym stopniu się utożsamiają, uważają za zamach na państwo i ustrój...
A zaszczuty przez urzędników obywatel nie ma w wolnej Polsce do kogo się zwrócić o pomoc. Ani prasa, ani telewizja nie są zainteresowane takimi materiałami. Organy powołane do walki z korupcją na przykład, są częścią establishmentu, są zbyt zależne od rządu, by mogły komukolwiek pomóc. Panowie i panie Ż. są wśród nas, u kresu sił, samotni, opuszczeni przez wszystkich.
Żeby temu zaradzić, potrzebny jest nam społeczny komitet. Komitet potrafiący skutecznie chronić obywateli przed samowolą urzędniczą. Nie trzeba strzelać, palić, nie potrzeba awantur, nie trzeba rewolucji. Trzeba codziennego wysiłku obywateli. Trzeba byśmy powołali do życia:
OBYWATELSKI KOMITET OCHRONY PETENTA
Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Dziś to pan Andrzej Ż. Jutro ty. Jak załatwili jego, tak załatwią ciebie i twoje dzieci. I będą to robić, aż przestaniemy być bezwolnymi, samotnymi w tłumie ofiarami.
PS
Prezydent właśnie podpisał nowelizację ustawę ograniczającą dostęp do informacji publicznej. Zmiana odbyła się gładko, przy bardzo nielicznych, źle zorganizowanych protestach.
Ponieważ nie zmuszamy rządzących, by skupili się na rządzeniu krajem, to zamiast tego myślą coraz więcej o tym jak rządzić nami.
To subtelna różnica, ale decyduje o losie demokracji. Będzie teraz łatwiej odmawiać obywatelom dostępu do informacji publicznej w oparciu o mgławicową, zbyt szeroką formułę "ważny interes gospodarczy"...
Tak, potrzebujemy OKOP-u. Bardzo. Jak oni to robili ci z KOR-u? Ktoś pamięta?


Komentarze
Pokaż komentarze (27)