Z nudów, bloger Seawolf napisał notkę o Blumsztajnie. Aż się nie chce myśleć o co by posądził Blumsztajna gdyby się nie nudził, gdyby to co napisał, nie było od niechcenia pisane. Ceniony bloger może też pisać szkodliwe bzdury. Trzeba to rozumieć, ale nie można w ciszy tolerować.
Nudzisz się Seawolf-ie? To porozmawiajmy. Razi mnie manipulacja jakiej się dopuściłeś w swojej notce. Nie razi mnie na tyle, żebym czuł przymus obrażania się na Ciebie, albo bojowej z Tobą konfrontacji, no ale skoro się nudzisz... :)
Po lekturze artykułu Blumsztajna napisałeś, że ten:
" ... znowu alarmuje, ze Polacy ośmielają się maszerować w Marszu Niepodległości, bezczelni faszyści, tym razem nie dość , że maszerują, to jeszcze bezczelnie nie dają zadnych pretekstów do oskarżeń o faszyzm, rasizm, antysemityzm, czy w ogóle cokolwiek... "
Po czym skomnetowałeś to tak:
" I to jest właśnie największa perfidia, bo przecież plan prowokacji na statystyczny hektar trzeba wykonać, a tu nie ma jak!... "
Wiesz, kiedy czytam o jakiś "planach prowokacji", zawsze wywołuje to we mnie podejrzenie, albo o uczciwość publicysty, albo o jego kłopoty ze zdrowiem psychicznym. Wiem, w tym wypadku nie jest to dosłowne oskarżenie, tylko figura retoryczna, której postanowiłeś użyć w polemice z nielubianym publicystą Gazrurki... ale wybierając taki sposób dyskusji tracisz okazję do sensownej rozmowy o tym co stoi za 11-to Listopadowymi inicjatywami Blumsztajna. A jest o co się spierać. Ale o tym troszkę później, bo pierwej chcę do końca wyłożyć co mnie w Twojej notce bodzie.
Kontynuujesz swój komentarz tak:
" ... No, ale determinacja Blumsztajna, by zepsuć Polakom, to znaczy, tfu, nacjonalistom, ich narodowe, to znaczy, tfu, faszystowskie święto, 11 Listopada , znaczy, jest tak wielka, że i tak coś tam wymyśli. Ot, zamiast biało czerwonej flagi bedzie powiewał kolorową. Jeszcze nie wie, gdzie, ale będzie powiewał, żeby sie odróżnić od faszystów, czyli tych od biało- czerwonej. I będzie wesoły, też , żeby sie odróżnić od tych od biało- czerwonej, w domyśle, ponurych... "
Zaczynając od niezbyt mądrej sygestii, że istnieje jakiś "plan prowokacji" do wypełnienia, nie możesz nie skończyć na fałszywych rozważaniach o intencjach tego cholernego Blumsztajna. Wychodzi Ci, że są, jakże by inaczej, perfidne. Idziesz tak daleko, że bawisz się swoimi rzekomymi przejęzyczeniami, podmieniasz krotochwilnie Polaków na faszystów i pchasz czytelnika do jednoznacznej konkluzji: Blumsztajn nie lubi polskiej flagi, Polski, patriotów polskich i kolorów białego i czerwonego, ale tylko wtedy kiedy pojawiają się razem w naszej fladze...
Wolno, oczywiście, że Ci wolno tak się bawić. Tracisz jednak wtedy szansę na to, by w sposób konstruktywny dyskutować o problematycznych inicjatywach Blusztajna.
W ten sposób Twoja z nim polemika sprowadza się do uświęconego wiekową w polskiej publicystyce tradycją oskarżenia o zajadłą antypolskość, jakąś wredność, agenturalność, podłe motywy...:
" ... Blumsztajn tak łatwo się nie podda, zwłaszcza, że ma określone zadania do wykonania w walce z imperializmem, reakcją i kaczyzmem... "
Bardzo łatwo odrzucić tak skonstruowaną krytykę, jako podszytą resentymentami nie tylko politycznej natury. Dlatego już wyżej napisałem, że tracisz okazję na poważną polemikę z Blumsztajnem. A jest o czy dyskutować. W ten jednak sposób trywializujesz temat i wykopujesz go na out. To źle, ale o tym jak zrobić to lepiej, za chwilę.
Spójrzmy wcześniej co właściwie napisał Blumsztajn w swoim artykule "Nasza Kolorowa NIepodległa", oto cytat:
"Tegoroczny Marsz Niepodległości w Warszawie już tylko nieoficjalnie organizują Młodzież Wszechpolska i ONR. Emblematy przedwojennych organizacji polskich faszystów schowano i może nie będą już straszyły na ulicach stolicy. Wszystko będzie więc poprawne i grzeczne, bo to już nie jest marsz nacjonalistów, tylko patriotów. Może nawet nie będą już skandowali: "Polska cała tylko biała" czy coś na Żyda albo pedała. Choć właściwie co mieliby skandować, idąc z posłem Górskim, którego tak przeraził kolor skóry prezydenta USA?... "
http://wyborcza.pl/1,76842,10516812,Nasza_kolorowa_Niepodlegla.html#ixzz1bbMg5gOe
Rzecz jasna nie ma tu śladu tych wszystkich paskudztw, o które go posądziłeś w ramach swojego donosu-polemiki. Wiem, jesteś publicystą i używasz narzędzi z arsenału komentatora politycznego. Licencia poetica... Ale jednak. Nie tylko, że przegiąłeś i to mocno, oskarżając go o chęć perfidnego spieprzenia Polakom ich Święta Niepodległości w ramach jakiegoś "planu prowokacji" do wypełnienia, to jeszcze zupełnie przegapiłeś to co naprawdę jest warte dyskusji.
To o czym Blumsztajn w swoim artykule nie wspomniał. A właściwie wspomniał, ale zapomniał wyciągnąć właściwych wniosków ze swojej obserwacji. W planie tegorocznego Marszu Niepodległości jest zmiana. Znikną symbole przedwojennych organizacji faszystowskich. Młodzież o tych ciągotach w tym roku nie jest już oficjalnym organizatorem Marszu. To jest postęp. Nie tylko bowiem Blumsztajn był zdegustowany zeszłorocznym Marszem. Ta zmiana jest jak najbardziej pozytywna. Wskazuje, że prawica i polscy konserwatyści również nie chcą, by Święto Niepodległości Rzeczpospolitej, było zawłaszczane przez ludzi, którzy patriotyzm postrzegają w radykalnie niewłaściwy sposób i próbują go definiować przy pomocy etnicznych i rasowych kryteriów. To że ta stosunkowo nieliczna grupa z marginesu polskiego życia politycznego, potrafiła tak się pozycjonować w świetle jupiterów, by rzucany przez nich cień wprawiał w trwogę ludzi wrażliwych, świadczy nie tylko o ich sprycie, ale jest również bolesnym świadectwem bierności większości polskiego społeczeństwa, wobec tych działań zamoradzianów.
O tej trwodze należy z Blumsztajnem otwarcie rozmawiać, a nie oskarżać go i Gazrurkę o złośliwą chęć psucia nam zabawy w Święto Niepodległości naszej Ojczyzny. To właśnie ta trwoga, nie pozwoliła Blumsztajnowi dostrzec kroku organizatorów Marszu, we właściwym kierunku i pochwalić go. To właśnie ta trwoga każe mu pozostać sceptycznym i nie do końca wierzyć, że ta zmiana jest więcej niż kosmetyczną tylko. Ale w efekcie tej trwogi istniej ryzyko, że pozytywne i szczere zamiary organizatorów Marszu Niepodległości mogą się przewrócić, bo nie zostaną zrozumiane i nie zostaną z wdzięcznością uznane za postęp.
O tym z Blumsztajnem trzeba rozmawiać, ale jak rozmawiać z kimś kto się boi? Możnaż mu powiedzieć, nie lękaj się?
Można i trzeba. Ale nie słowem. Słowa nic, wobec takiego lęku, nie znaczą. Trzeba czynem pokazać, że ludzie należący w Polsce do mniejszości, nie mają się już czego bać. Można to pokazać tylko w jeden sposób. Działaniem większości, powszechną niezgodą na rasizm, szowinizm, ksenofobię musimy najpierw zaświadczyć, że nie tylko rozumiemy ich lęk, ale razem z nimi się boimy. Że też się o nich, tych do mniejszości należących, boimy. Że jak i oni nie chcemy na naszych ulicach słyszeć okrzyków "Polska tylko biała!". Dopiero wtedy kiedy tak postępować będziemy, możemy powiedzieć Blumsztajnowi, NIE LĘKAJ SIĘ.
Dopóki się to nie stanie, Blumsztajn ma do spełnienia bardzo ważną rolę. Mówi nam, bo sami wiedzieć tego nie chcemy, że ludzie słabsi, inni, mniej liczni czują się w Polsce zagrożeni, kiedy po ulicach jej miast w dniu Święta Niepodległości maszerują kolumny wrzeszczące, że Polska jest tylko dla Polaków...
Polemizować z Blumsztajnem trzeba, bo polemika to część jakże w Polsce potrzebego dialogu. Odsądzanie inaczej niż my myślących od czci i wiary, wmawianie im perfidnych intencji i antyposkości do niczego dobrego nie poprowadzi. Bawiąc się słowami, żąglując lekko i zręcznie sugestiami i mrugając okiem do rozumiejących Cię czytelników, tym razem chyba nie przysłużyłeś się do dialogu, Wilku Morski. Pozdrawiam serdecznie.


Komentarze
Pokaż komentarze (116)