Owanuta Owanuta
687
BLOG

NIEMIŁA KSIĘDZU OFIARA?

Owanuta Owanuta Polityka Obserwuj notkę 11

 

Jestem pamiętliwy, toteż idea manifestacji w rocznicę zdławienia niepodległościowego zrywu Polaków  pancerną łapą zsowietyzowanego aparatu przemocy PRL-u, jest mi bliska. A mimo to, mój udział w Marszu Niepodległości, zakończył się przedwcześnie, choć obyło się bez przemocy...

Już o 16:30 znalazłem się na Placu Trzech Krzyży . Rzadziutki tłumek, flagi narodowe. Trochę pomarzłem, trochę posłuchałem banialuków opowiadanych przez 50+ latka ubranego jak harcerz wybierający się na forsowny marsz nocny, który opowiadał kilku młodziusieńkim młodzieniaszkom, że prawdziwa godzina rozpoczęcia marszu to 16, a to co się ukazało w Internecie to "zmyłka", żeby ludzie przyszedłwszy o 17 zobaczyli, że jest już po wszystkim, taka wredna zagrywka rządu. Przez chwilę nawet myślałem, żeby go uciszyć i poprosić żeby nie siał zamętu. Na szczęście rozum zwyciężył. Potem wpadłem na pomysł, żeby wejść do kościoła i choć troszkę się ogrzać. A tam tłum i msza! Nie często biorę udział w mszy. Postanowiłem zostać, przecież modlimy się do tego samego Boga. Stwierdziłem, że w czasie mszy mówi się tylko kilka rzeczy, których nie mogłem skwitować szczerym "tak Panie". Dopiero pod koniec, a właściwie na koniec, poczułem się naprawdę źle. I to nie z powodu różnic doktrynalnych z Katolicyzmem. Śpiewano "Boże Coś Polskę". Wbrew tekstowi wyświetlonemu na ekranach ponad głowami wiernych, lud boży uznał za stosowne śpiewać "ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie" Tuż obok mnie stał Pan Macierewicz i w czasie powtórki tego wersu specjalnie przyjrzałem się jego ustom. Też śpiewał "racz nam wrócić Panie..." Pomyślałem, że trzeba natychmiast błagać Miłościwego Pana, by nie pokarał nas za niewdzięczność i nie odebrał, niedocenionego przez niktórych, daru niepodległości. W sercu gorąco dziękowałem za wolność mojej Ojczyzny.

Z kościoła wyszliśmy na plac już dość szczelnie zapchany ludźmi z flagami. Ładnych kilka tysięcy osób. Pod pomnikiem Witosa apel poległychw czasie stanu wojennego. Potem odrobina skąpych informacji, podanych przez megafon, o programie marszu, trochę "artyzmu" - recytowanej poezji burzącej krew w żyłach i zabieramy się do ruszania. Dobrą chwilę padają komendy typu, "dziennikarze stop!, proszę czekać, transparent - proszę się zatrzymać, itd... ustawiającym czoło pochodu udaje się w końcu zaprowadzić porządek. Stojąca obok mnie starsza pani nie do końca rozumiejąc kto wydaje te komendy przez megafon, zaczęła głośno krzyczeć "dranie, dranie", na moje pytanie  - na Boga, co pani wyprawia?!                                                                                                                         - no przecież blokują sukinsyny! - odpowiedziała starsza pani.

Pochód rusza i zaczyna się skandowanie. Przeżywam szok. Czuję niesmak i panikę. Rzomumiem, że muszę jak najszybciej opuścić maszerującą kolumnę. Zwracam się do kobiety po mojej lewej, krzyczącej ze wszystkimi "PRECZ Z KOMUNĄ"  - niech mi pani powie, jaką komuną do cholery?                                                                         - dla mnie, dopóki Jaruzelski nie siedzi w więzieniu, to mamy komunę - odpowiada pochodzianka.                       - to jakaś kompletna bzdura! Nie mamy komuny, czy pani nie pamięta jak było za komuny?! - pytam zrozpaczony. Zamiast odpowiedzi słyszę skandowanie prosto w twarz. Przepycham się do skraju kolumny. Po chwili stoję na chodniku i patrzę za oddalajcym się lasem białoczerwonych  flag, słyszę głupawe, "RAZ SIERPEM, RAZ MŁOTEM CZERWONĄ HOŁOTĘ..." No, ja bardzo przepraszam, ale nie mogę maszerować w pochodzie, skandującym takie pierdoły. 

Nie potrafię zrozumieć organizatorów tego marszu. Dlaczego nie zadbali o jakieś sensowne hasła? Dlaczego ten tłum nie wiedział po co znalazł się na ulicy? Jak do tego doszło? Czego dokona opozycja (jakże niezbędna w demokracji), która nie potrafi zapoznać swoich zwolenników z diagnozą przyczyn niepokoju i niezadowolenia? I chyba na karb desperacji, w którą wpadłem trzeba złożyć pytanie, które mi przeleciało przez głowę: 

A CO JEŚLI WŁADZE OPOZYCJI SAME TAKIEJ DIAGNOZY NIE POSTAWIŁY?

Czego dokona opozycja zwalczająca nieistniejącego oponenta? Nic konstruktywnego, to wydaje się pewne. Opozycja w Polsce nie tworzy propozycji alternatywnych rozwiązań dla najważniejszych problemów stojących przed państwem, nie proponuje spójnego programu. Koncentruje się w zamian na podburzaniu nastrojów społecznych. Zastanawiam się jaki będzie efekt końcowy tego dziwnego stanu rzeczy. Oby z naszą wolnością nie stało się to co ludowa mądrość ujęła w przysłowiu:

NIEMIŁA KSIĘDZU OFIARA?  PÓJDŹ CIELE DO DOMU.

 

Owanuta
O mnie Owanuta

Nutnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka