Lutosław opublikował notkę pod cwanym tytułem "Instrukcja obsługi Żyda wg GW". Przyznam, że trudno mi było zrozumieć oburzenie autora notki na artykuł w Gazrurce
( http://wyborcza.pl/1,75475,11172689,Zyd_z_pieniazkiem_podbija_Polske.html ),
dopóki nie dotarłem do tych słów:
" ... Jak dla mnie obecność takich przedstawień i takich zwyczajów (jeśli rzeczywiście istnieją) jest przejawem swoistej normalizacji i oswojenia wizerunku Żyda jako takiego. Jest to oryginalny wytwór współczesnej kultury popularnej, którego korzeni należy raczej szukać nie w „polskim antysemityzmie” lecz w pewnej fascynacji tym narodem i jego kulturą. Fascynacji powstałej na bazie rozmaitych festiwali popularyzujących muzykę i kulturę żydowską obecną przez stulecia na ziemiach Rzeczpospolitej, a biorącej się z chęci poznania Żydów nie tylko przez pryzmat tragedii wojennej ... "
Te słowa, a szczególnie słowa o "normalizacji" i "oswajaniu" wizerunku Żyda, w połączeniu z bezradnym choć niezamierzonym, wyznaniem, że po tym wzmożonym, a długotrwałym "wysiłku" poznania kultury narodu, z którym do niedawna, przez długie wieki, dzieliliśmy tę samą ziemię, wszystko co zdołaliśmy sobie przyswoić to nieprzychylne stereotypy na temat Żydów. Stereotypy rozpowszechniane od zawsze przez antysemitów, a szczególnie intensywnie używane przez niemiecką propagandę w czasie Zagłady - rzucają troszkę światła na to święte, a dla mnie cokolwiek tajemnicze, oburzenie autora.
Pan Lutosław instynktownie wie, że powinien być oburzony artykułem w Gazrurce. Bo raz, przecież to Wyborcza, a dwa, że śmie zabierać głos na temat patologicznego stosunku Polaków do narodu żydowskiego, co z definicji zdaje się być przestępstwem wobec polskiej racji stanu.
Co ukształtowało ten instynkt? To samo co pozwala mu naiwnie wierzyć, że po setkach lat nieskutecznych wysiłków poznania i zrozumienia kultury żydowskiej w czasie kohabitacji z Żydami na polskiej ziemi, uda się to osiągnąć poprzez fascynację nieprzyjaznymi stereotypami rasowymi po ich "zniknięciu" z Polski.
Co ukształtowało ten instynkt? To samo co nie pozwoliło zbliżyć się Polakom do naszych sąsiadów, poznać ich i ich kulturę. Co zatem powoduje, że my Polacy, którzy tak długo i tak blisko z Żydami żyliśmy, jesteśmy dziś na etapie fascynacji wiarą w magiczne własności obrazków z Żydami? Co powoduje, że nasze zrozumienie Żydów i ich kultury jest tak niedorozwinięte? Autor niechcący podpowiada wytłumaczenie tej patologii. Zwraca naszą uwagę, że te obrazki z "Żydami na szczęście", sprzedają się na tych samych stoiskach razem z wizerunkami JP II, Matki Boskiej itp, toż one też są "na szczęście"! Ktoś maluje, bo ktoś to kupuje. Chyba, że chcemy uwierzyć w moc kulturo sprawczą głodujących studentów szkół artystycznych i będziemy utrzymywać, że gdyby nikt nie malował, to i kupców by zabrakło? Byt, świadomość, podaż, popyt…
Co więc sprawia, że jest w Polsce, na szczęście dla malarzy i handlarzy, taki duży popyt na talizmany? A cóż by innego - TRADYCJA !
Tradycja. Bardzo stara tradycja. Pogańska skłonność do wiary w moc talizmanów jest na tyle silną tendencją, że w Biblii znajdziemy całkiem sporo nakazów i zakazów w nią wymierzonych. My Polacy, lud Boży, wierzący w Boga w 95 procentach ( jak chcą niektóre statystyki ) Biblii nie czytamy. A jak już ją czytamy to nie zauważamy zakazów dotyczących tworzenia wizerunków malowanych, rzeźbionych. Umyka naszej uwadze, że nie wolno nam się do nich modlić, że Stwórca, dla nas ze Swojego wyboru niewidoczny, sobie tego nie życzy… Dlaczego nasza katolicka kultura w znacznej części oparta jest na ignorowaniu tych bardzo istotnych przykazań?
Czy można jednak mieć pretensję do ludu, kiedy to jego pasterze tę złą tradycję ustanowili i dalej podtrzymują? Nasze świątynie, a za nimi i nasze domy, pełne są wizerunków malowanych, bałwanów rzeźbionych, którym kłaniamy się starym jak ludzkość, pogańskim zwyczajem. Pasterze, którzy powinni wiedzieć lepiej, też te biblijne zakazy ignorują i sprzeczne z Biblią obyczaje promują. Dziś, to oni są odpowiedzialni za podtrzymywanie kultu talizmanów, tak z duchem Biblii sprzecznego.
Jaki może być tedy stosunek pasterzy, którzy pobłądzili, do ludu wybranego, który i Pismo Święte czyta i wierzy głęboko, że nie wolno do wizerunków się modlić? Do ludu, którego samo istnienie, poprzez jego wierność Bożym przykazaniom, jest solą w oku tych, którzy przykazaniom Bożym wierni być nie chcą, lub nie mogą? A jeśli stosunek kapłanów kościoła katolickiego jest Judaizmowi niechętny z tego między innymi powodu, to jaki stosunek do Żydów mogą oni przekazać swoim "owieczkom"? I czyż nie przekazali? Przekazali. Robili to na przestrzeni długich wieków. Antysemityzm nie wziął się z miazmatów wydzielanych przez bagna pradawnych puszcz słowiańskich.
Proces ustanowienia tej złowrogiej TRADYCJI trwał bardzo długo i zakończył się sukcesem, to znaczy moralną katastrofą cywilizacji nazywającej siebie chrześcijańską - Holokaustem. Dziś, kiedy Pan Lutosław oburza się w swojej notce na artykuł w Gazrurce i z poczuciem wyższości oświadcza nam, że Żyd, który u niego "wisi na ścianie" to rzeźba, wizerunek Jezusa, Żyda bez monet w garści, ale za to z gwoździami co do krzyża Go przybiły, nie zauważa nawet, że jego argument nie wychyla się poza ramy pogańskich dyskusji o tym, który talizman jest bardziej skuteczny, który lepiej działa…
Pan Lutosław jeszcze nie odkrył, że jego Mesjasz nie życzy sobie, byśmy modlili się do bałwanów. Bez trudu za to odkrył w sobie instynkt. Instynkt, który każe mu protestować, kiedy ktoś mówi o patologicznym stosunku Polaków do Żydów. A przecież jest o czym mówić. Pokazują to choćby komentarze pod jego notką. Ten stosunek wcale się nie poprawia i tak jak niczego nie rozumieliśmy w przeszłości, tak i dziś nie rozumiemy. Dalej patrzymy na Żydów cielęcymi oczyma, podejrzliwi, nieświadomi tego, że to dzięki narodowi wybranemu Mesjasz miał gdzie i komu urodzić się na Ziemi, by przynieść zbawienie całej ludzkości. Jedyne co nam w głowy przez wieki wbijano to to, że Żydzi Jezusa zamordowali… My, właśnie taką tradycję mamy.
Antysemityzm zdaje się mieć podłoże duchowe. Niewierzący zadowolić się mogą terminem kulturowe. Religia jest częścią kultury i to taką, która w dominujący sposób na tę kulturę wpływa. Jak na kulturę wpływa religia, która, która nominalnie z Judaizmu się wywodzi, ale jest z nim w poważnej praktycznej sprzeczności, nie podejmuję się w tej krótkiej notce rozważać. Jedno jest pewne, to nie jest wpływ zbawienny. O czym dobitnie świadczy notka Pana Lutosława.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)