Świat się kończy, Obama groźnie się marszczy i mówi, że koniecznie trzeba ukarać truciciela, choć po decyzję o wysokości kary zwrócił się ten przebiegły lawirant do podzielonego Kongresu, gwarantując sobie tym samym wiele dni, jeśli nie tygodni, zwłoki w konieczności podjęcia decyzji. Sporów i targów, będzie co niemiara. A to przecież w tym kraju istnieje powiedzenie, że odroczenie sprawiedliwości, to jej poniechanie...
A Hilary Clinton, bo ją w tej chwili nic to nie kosztuje, pozwala natomiast zbierać punkty na przyszłą kampanię prezydencką, nawołuje do zdecydowanego uderzenia w syryjski reżim Assada.
Netanyahu, został nagle sam i nie może już izraelskiej opinii publicznej powiedzieć niczego wiarygodnego o niezłomnym poparciu "największego sojusznika Izraela", bo nagle wszyscy zobaczyli na własne łagodne oczy ile to poparcie jest w rzeczywistości warte. Taki noworoczny prezent Obamy dla “najważniejszego sojusznika na Bliskim Wschodzie, jedynej demokracji w regionie”. Trudno będzie Netanyahu przetrwać kryzys polityczny wywołany tą bezwstydną woltą amerykańskiego prezydenta. Konfrontacja zagrożeń dla istnienia Izraela coraz wyraźniej spoczywa na barkach Tego Który Naprawdę Wszystko Może i nigdy nie drzemie, ani nie śpi.
A u nas, Premierowi znowu się pogorszyło, odnowiło mu się stare poczucie misji. To chyba jest nieuleczalne. Prezes wygraża mi aksjologią. Na szczęście jest Tusk. Nie prosiłem go o to, ale sam się zaoferował, będzie mnie przed Kaczyńskim bronił.
Tylko, że je nie jestem do końca przekonany czy mi ta obrona nie wyjdzie czasem bokiem. No, ale ta aksjologia? Sam już nie wiem co jest gorsze. Jeśli to Macierewicz ma mi ją wsadzać, to może już lepiej dać się obronić Tuskowi? Jeśli jednak, ta aksjologia miałaby by być będzie trochę mniejsza, bardziej puszysta i nie taka ostra, a Maciar w nowym rządzie nie mógłby się zajmować mierzeniem czystości mojej wiary w hel na lotnisku, to czy nie może tak się zdarzyć, że ta niezamawiana u Tuska obrona, trochę bardziej mi zaszkodzi niż samo zagrożenie? Z drugiej strony, jakie są szanse, że Pan Prezes odsunie swojego dzielnego Brytana od ważnych dla jakości życia rodaków lewarków i guzików władzy? No jaka? Już dużo bardziej prawdopodobnym jest to, że niebawem, polska odmiana chrześcijaństwa będzie definiowana dogmatem o zamachu helem na trotyl przy pomocy brzozy.
A ja źle czuję się w tym kościele. Ja, były więzień polityczny PRL-u, złym okiem patrzę na tych co nie naznaczeni tragedią, wypasieni, kroczą dziś bezpieczni ulicami polskich miast, skandując ahistorycznie: precz z komuną, precz z komuną, precz z komuną! Równie absurdalne i zlekka obraźliwe wydałyby mi się pochody skandujące dzisiaj, precz z Hitlerem, precz z Hitlerem, na ulicach Berlina.
Jazda autobusem steroryzowanym szalikowcami wrzeszczącymi, że ten kto nie skacze ten jest pies, wydaje mi się koszmarnym przeżyciem. A coraz bardziej obawiam się, że na naszej linii inne autobusy kursować nie będą ...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)