Jest kilka osób, które wywarły na mnie bardzo duży wpływ. Są to osoby zarówno z najbliższej rodziny, jak i znajomi. Tacy, którzy byli mi codziennie bliscy jak i tacy, których spotykałem rzadko, ale te spotkania były zawsze ważne i kluczowe w moim życiu.
Jest też kilka osób, których twórczość była mi tak bliska że choć nigdy ich w swoim życiu nie spotkałem to osobiście uważam ich za swoich najbliższych przyjaciół a na ich nowe dzieła czekam z niecierpliwością.
I kiedy takie osoby nagle odchodzą najzwyczajniej w świecie nie mogę się z tym pogodzić. Właśnie dlatego że ich odejście odbiera mi tą przyjemność czekania na nowe wytwory ich wyobraźni i intelektu. To właśnie czekanie na nową książkę Łysiaka, na nową płytę Led Zeppelin, na nowe piosenki Grechuty, na nowy film z Alem Pacino wyznaczały mi zawsze jakiś nurt mojego życia.
Nie pogodziłem się nigdy z tym że odszedł tak młodo Phil Lynott i ilekroć biorę do ręki jakaś płytę Thin Lizzy tylekroć myślę o tych, których nie nagrał bo nie zdążył. Nie pogodziłem się z tym że nie będzie nowej płyty Tadeusza Nalepy na której wymamrocze kolejnego swojego bluesa i że ani słowa nie napiszę już Stefan Kisielewski i nigdy już tak cudownie złośliwie nie wykpi naszej klasy próżniaczej. Nie pogodziłem się nigdy z odejściem mojej matki i kiedy wiem że nikogo przy mnie nie ma czasem z nią rozmawiam.
To jest mój Panteon. Mój prywatny, topniejący z dnia na dzień, z roku na rok Panteon, który poprzez to topnienie sprawia że wiem iż się starzeję i że na coraz mniej rzeczy czekam w swoim życiu.
Ciężko mi teraz będzie brać do ręki gazetę wiedząc że nie znajdę tam nowego felietonu Macieja Rybińskiego.
Pewni ludzie są niezastąpieni.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)