88 obserwujących
541 notek
593k odsłony
  6833   0

Mariusz-Orion Jędrysek: Jesteśmy przegrani

Mariusz-Orion JędrysekO znaczeniu geologicznych zasobów Polski i o tym, jak utraciliśmy kontrolę nad gazem łupkowym, rozmawiamy z prof. Mariuszem-Orionem Jędryskiem, Głównym Geologiem Kraju w latach 2005-2007.

Jak działa w Polsce system przyznawania koncesji na eksploatację złóż surowców?

Mariusz-Orion Jędrysek: Koncesje są wydawane przez trzy organy, różnego stopnia: powiatowego (w imieniu starosty), wojewódzkiego (w imieniu marszałka) oraz Głównego Geolog Kraju, który reprezentuje ministra środowiska. Koncesje na odsłonięcia do 2 hektarów na żwir, piasek itp. wydaje geolog powiatowy. Tam, gdzie używa się środków wybuchowych, albo odsłonięcia są większe niż dwa hektary lub produkcja większa niż 20 tys. ton rocznie, decyzję podejmuje geolog wojewódzki. Główny Geolog Kraju ma w swojej pieczy pozostałe koncesje, główne kopaliny o znaczeniu strategicznym dla Polski.

Mankament istniejącej sytuacji polega na tym, że każdy z nich jest pozostawiony sam sobie, bez pomocy organów pomocniczych, bez współpracy. Nie ma służby geologicznej, która mogłaby reprezentować państwo. W związku z tym jej rolę pełni Państwowy Instytut Geologiczny, który jednak nie ma obowiązku myślenia kategoriami propaństwowymi. To zasadnicza wada tkwiąca w fundamentach, wynikająca z faktu, iż jest to jednostka przede wszystkim naukowa. Minister środowiska nie ma żadnej możliwości wpływu na to, co dzieje się w Instytucie. PIG może uczestniczyć w międzynarodowych grantach czy brać pieniądze z różnych źródeł, także obcych. Taka sytuacja jest niedopuszczalna dla instytucji mającej kluczowy wpływ na strategiczne zasoby kraju.

Wydaje się, że tutaj dość dobrym przykładem będzie gaz łupkowy, na wydobycie którego koncesje przejęły międzynarodowe korporacje. Jak do tego doszło?

M-O. J: W 2005 r., gdy zostałem Głównym Geologiem Kraju, wiedziałem, że łupki zawierać mogą znaczne ilości metanu. Takie pomysły zrodziły się nie tylko z dotychczasowej działalności naukowej, którą stanowiły m.in. badania mechanizmów powstawania i migracji metanu w osadach, ale „chodziło” to za mną od czasów studenckich, gdzie na ćwiczeniach terenowych śp. dr Adam Haydukiewicz pokazywał studentom występujące na powierzchni skały bogate w węglowodory. Niestety budżet GGK na potencjalne poszukiwania był bardzo mały, tymczasem mówimy o miliardowych inwestycjach. Żadna polska firma nie jest w stanie wyłożyć takich pieniędzy. Przy czym podkreślę, że nie jest argumentem to, iż dziś nie mamy technologii do wydobywania gazu łupkowego. Spore części tych technologii w Polsce są, a zanim się gaz znajdzie, jest czas, aby technologie opracować, pozyskać licencje, podjąć współpracę, poszukiwać wspólnie itd.

Pierwszego inwestora, na moją prośbę, sprowadził z USA dr Jan Krasoń, który od wielu lat prowadzi działalność geologiczną w USA i który umocnił mnie w przekonaniu, że w łupkach należy szukać gazu. Na moją prośbę dr Krasoń spędził wiele godzin w Departamencie Geologii i Koncesji Geologicznych w Ministerstwie Środowiska, tłumacząc od podstaw sprawę gazu łupkowego w USA. W tym czasie ani w Departamencie, ani w PIG-u wiedzy na ten temat nie było nawet takiej, żeby móc przygotować choćby notatkę. Zrobił to dla mnie w 2006 r., opierając się głownie na tym, co znalazł w Internecie, mgr Paweł Poprawa, pracownik PIG.

W USA rozpoczęto wydobycie na większą skalę w 2003 r., w 2006 r. mieliśmy szanse być drudzy. Moje działania polegały na przyznaniu po kilka koncesji różnym, obcym firmom, które mają rozwinięte technologie poszukiwawcze. „Rozrzuciłem” je po różnych częściach Polski, żeby były jak najdalej od siebie, aby nie tylko utrudnić im ewentualną współpracę bez naszego udziału, ale aby uzyskać w oparciu o ich weryfikowane raporty jak najszerszą wiedzę o jak największym i geologicznie różnorodnym terenie, z zamiarem wstrzymania koncesjonowania po udzieleniu kilkunastu koncesji i po zorganizowaniu Polskiej Służby Geologicznej. Miałem nadzieję sfinansować pieniędzmi uzyskanymi z opłat za koncesje dalsze polskie badania i rozwój polskich elementów technologii poszukiwań i wydobycia.

Jak miała wyglądać Polska Służba Geologiczna?

M-O. J.: Miała być wyspecjalizowanym organem państwa, o dużych kompetencjach działania w imieniu państwa. Służba miałaby merytorycznie i prawnie „pilnować geologicznego interesu”, a także weryfikować wiarygodność zainteresowanych firm, wspierać działania Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Gospodarki itd. Miało w niej pracować ok. 200 osób, ekspertów (nie urzędników). PSG miała być merytorycznym organem do tworzenia strategii dotyczącej surowców i struktur geologicznych, w tym choćby naszego udziału w przyszłej eksploatacji zasobów den oceanicznych. Finansowanie Służby miało pochodzić z opłat eksploatacyjnych, które i tak są dziś przeznaczane w największym stopniu na działania PIG-u. Jej trzon mieli stanowić najlepsi polscy geolodzy (choć nie tylko), ponadto mogłaby ona korzystać ze specjalistów pracujących w różnych regionach kraju. W tym celu zainicjowałem utworzenie bazy eksperckiej Gea, złożonej nie tylko z geologów i górników.

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale