88 obserwujących
541 notek
593k odsłony
  6845   0

Mariusz-Orion Jędrysek: Jesteśmy przegrani

Jednak aby taka instytucja mogła zaistnieć, należało zmienić Prawo geologiczne i górnicze (Pgg). Przy okazji myślałem o kilku niezbędnych zmianach, w tym zliberalizowaniu działań geologicznych w Polsce, żeby miały one bardziej pozytywny wpływ na gospodarkę. Polska jest najbardziej surowcowym krajem w Unii Europejskiej, to jest podstawa gospodarki.

We wrześniu 2007 r. nowe PGG było przygotowane, niestety zmienił się rząd i stwierdziłem, że nie będę przekazywał ustawy do Sejmu, bo automatycznie trafi ona do kosza. Uznałem, że lepiej pozostawić je następcy, by to on „pociągnął” sprawę dalej.

Aby prawo geologiczne funkcjonowało, dyskutowałem sprawy z tym związane z Radą Geologiczną (społeczny organ doradczy głównego geologa kraju). Powołałem analogiczną Radę Górniczą, złożoną z praktyków i naukowców pracujących w różnych dziedzinach nauk górniczych, a także działający społecznie organ doradczy Ministra Środowiska – Honorowy Komitet Głównych Geologów Kraju, do którego weszli niemal wszyscy moi poprzednicy, łącznie z pełniącym tę funkcję w czasach PRL. Wszystkie te rady działały społecznie, a więc ich istnienie nie obciążało budżetu. Chodziło o oparcie się na ciągłości wiedzy i działań, bo w geologii wszystkie inwestycje są wieloletnie, w związku z tym nie można doprowadzić do nieciągłości polityki. Te organy konsultowały nowe prawo. Wszystkie one widziały konieczność powołania PSG.

Po zmianie rządu wszystkie rady zostały natychmiast rozwiązane i zrezygnowano z powołania Służby. Niemal gotowy projekt ustawy o PGG przejęto, ale poczyniono zmiany – zostało ono rozdęte do 1200 stron (z załącznikami będącymi częścią tej ustawy), skomplikowane i stało się wewnętrznie sprzeczne. Pewne regulacje zostały niekorzystnie zmienione. Komisja sejmowa w 2009 r. poprosiła mnie o opinię. Napisałem ją w dość krytycznym tonie, pokazując, co i dlaczego powinno być inaczej zapisane. Moje uwagi nie zostały uwzględnione. Rok później o to samo poprosił mnie Senat – zrobiłem aktualizację w podobnym duchu. Niestety ta opinia również niczego nie zmieniła, podobnie zresztą jak często się pokrywające tysiące (sic!) uwag wynikających z konsultacji społecznych.

W tym samym czasie głośna stała się sprawa gazu łupkowego. Wydano nowe koncesje, na niesprzyjających Polsce warunkach. Czym innym jest wydać kilka pierwszych koncesji na warunkach, które przewiduje prawo, żeby pilnie rozpocząć poszukiwania, gdy zależy nam na czasie, a inwestor ponosi 100% ryzyka, zaś czym innym na tych samych warunkach oddać kontrolę nad całością.

Czy Polska odniesie jakąś korzyść z tych koncesji?

M-O. J.: W tej chwili opłata za wydanie koncesji poszukiwawczej jest niska – powinna zależeć choć trochę od ryzyka inwestora. Do tego Pgg ma zawierać przygotowane przeze mnie rozporządzenie Ministra Środowiska, które zakładało stałe i dość niskie opłaty eksploatacyjne za wydobycie każdego surowca, zmieniane w oparciu o czynnik inflacji. Takie rozwiązanie było dobre jako rozporządzenie, które w każdej chwili można zmienić. Wstawiając to rozporządzenie do ustawy, utrudnia się możliwość późniejszego regulowania opłat i ewentualnego zwiększenia przychodów budżetowych, np. w oparciu o gaz łupkowy. To także utrata narzędzia negocjacyjnego i kontroli. Teraz firmy, które dostają koncesje, praktycznie nie płacą za informację geologiczną, która czasem jest warta miliardy złotych i w którą Polska włożyła bardzo dużo wysiłku intelektualnego i finansowego. Nie ma kontroli, czy te informacje nie wypływają gdzieś dalej. A jak Pan myśli – wypływają?

Jakie są następstwa tego rozdawnictwa koncesji?

M-O. J.: Rynek wycenił wartość koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego od 50 do 100 mln zł, co oznacza, że koncesjobiorcy zapłacili Skarbowi Państwa za uzyskanie koncesji na poszukiwania drobny ułamek tego, ile są one warte na rynku. W świetle proponowanego Pgg i podjętych już nieuzasadnionych decyzji udzielenia koncesji na poszukiwania, podobny problem strat Skarbu Państwa będzie dotyczył późniejszych koncesji na eksploatację, a przez to i samej eksploatacji. Większość sensownych koncesji zostało wydanych podmiotom zagranicznym, o których nic nie wiemy. Za mojej kadencji nieliczne koncesje wydałem znanym obcym firmom, których zachowanie jest przewidywalne, a także jednej firmie polskiej. Jeśli zacznie się śledzić proweniencję firm, którym później wydawano koncesje, to ta jasność czasem urywa się gdzieś na znikomym poziomie wiedzy. Dobry gospodarz na własnej ziemi nie dopuszcza do poszukiwań kogoś, o kim niczego nie wie i nie pozbawia się sam narzędzi kontroli. Tym bardziej, że są to surowce kluczowe, mogące zmienić w zupełności układ geopolityczny w Europie.

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale