88 obserwujących
541 notek
588k odsłon
322 odsłony

Wołodźko: Rewolucja wyobraźni, rewolucja ignorancji

Wykop Skomentuj1

Krzysztof WołodźkoGdy myślę o kryzysie opinii publicznej w Polsce, przychodzi mi do głowy m.in. taki istotny element. To „lewicowość gimbusów” i „liberalizm kuców”, czy ściślej – ich źródła.

Otóż za negatywne zmiany wyobraźni społecznej – której płaszczyznami są nasz język, symbole i kody kulturowe, etyka oparta na współczuciu i zdolność do pogłębionej, bezinteresownej refleksji nad rzeczywistością – odpowiada także system edukacji. Owszem, utylitaryzm życia w świecie dążącym do hegemonii i apoteozy urynkowienia również nie jest bez znaczenia, jest jego tłem albo naczelną relacją. Ale gdy w publicznej, niedofinansowanej i zbiurokratyzowanej szkole umierają pospołu poezja i matematyka – bądźcie pewni, że totalizm spłaszczonych myśli i opinii oraz jego reprezentanci czyhają za progiem także na was. Jakie ów totalizm przybiera barwy, właściwe dla różnych grup społecznych i subkultur ideowych – to już nieco inna kwestia. Ale jednako obawiam się tych, którzy nie są w stanie dostrzec majestatu i delikatności fraz: „Stabat mater Dolorosa / iuxta crucem lacrimósa, / dum pendébat Fílius”, bo wszędzie widzą księży-pedofili, jak i tych, co wyzywają innych od komuchów, bo „arcypolskość” zbudowali na banałach o Polaku-katoliku, Polaku-neokonserwatyście czy Polaku-narodowcu jako wzorcu patriotyzmu i probierzu polskości.

Celowo użyłem powyżej określenia „kryzys opinii publicznej”, które jest szersze niźli „kryzys prasy/mediów”. Często dostrzegamy najpierw drobiazgi. Coraz bardziej fatalny jest język informacji, co pokazują choćby internetowe „nagłówki nie do ogarnięcia”. Podam tylko jeden przykład, na czasie, znaleziony w „Życiu Warszawy”: „Policja pobiła Wiplera, czy to on został pobity?”. Dodajmy do tego teksty, których nierzadko już się w redakcjach nie poprawia albo robi to pobieżnie, bo czekają setki innych zajęć, czasem coraz gorzej płatnych. Książki, także naukowe, również podręczniki, okraszone są coraz większą ilością błędów: od gramatycznych do merytorycznych przez stylistyczne. Wydaje się, że wydawcy i redakcje dochodzą do przekonania, że i tak tego nie spostrzeże czytelnik-komentator, który ledwo już zna poprawnie język ojczysty. Odbiorca, którego w dodatku w szkole wyuczyli czytać nie tyle ze zrozumieniem, co wedle narzuconych kluczy, niezbędnych do prawidłowego zdania matury. Tak hoduje się dzieci systemu.

Dodajmy do tego jeszcze bełkot i fałsz, prymitywizm codzienny, który ludzie – niezależnie od deklarowanych poglądów – chętnie sami finansują. I cóż, płacą za kolonizację własnych myśli więcej niż konsumenci w krajach Zachodu. A ich pieniądze i tak wędrują na ogół za granicę. Zabawię się słowami: kolonizacja naszych myśli to (neo)kolonialny majstersztyk. Właściciele stacji telewizyjnych jako punkt umowy powinni przedstawiać zapis: Szanowni Państwo – płacicie nam za to, że czynimy was głupszymi i bardziej uległymi wobec naszej wizji świata. I bardzo się cieszymy, że tak już pewnie zostanie, ku pożytkowi naszych udziałowców. Dziękujemy, że czas, który moglibyście Państwo poświęcić drugiemu człowiekowi, własnym myślom i uczuciom, inwestujecie w naszą działalność – wspieranie i umacnianie mentalnego niewolnictwa.

To dopiero początek kłopotów. Kiedyś sądziłem – to dość rozpowszechniony pogląd – że głównie nowe instrumenty medialnej komunikacji są odpowiedzialne za tę trywializację, pogłębianie się tendencji post-politycznych,  zanikanie kultury wyższej w przestrzeni publicznej. Ale rzecz przede wszystkim w nowej obyczajowości, bezkulturze, które wynikają także z demontażu edukacji. Bo nawet jeśli prawdą jest, że środki przekazu oferują towar coraz gorszej jakości, to problemem jest znaczny niedobór „kulturowych przeciwciał” w przestrzeni publicznej. Jeśli ludzie są od dziecka uczeni myślenia o świecie jak psy Pawłowa, na zasadzie reakcji na wdrukowane skojarzenia, narzucane stereotypy, to musi to prowadzić do coraz dalej idącego konformizmu myśli, przystosowania do popularnych wzorców. Powtórzę – jeśli pośród szkolnych murów giną poezja i matematyka, to bądźcie pewni, że znacząco osłabnie duch i ruch oporu wobec telewizyjnych obrazów i gadających głów. Co zostanie? Dyktatura symbolicznej przemocy, przyzwolenie na hegemonię każdego prymitywizmu – byle to był „nasz” prymitywizm.

To zjawisko świetnie koreluje z innym, czyli zgodą na czarno-biały obraz świata. To świat kieszonkowych, ponurych inkwizytorów i funkcjonariuszy myśli. Takimi wychodzą już ze szkoły, oduczani subtelności, wyrafinowania, humoru innego niż ten, który posiłkuje się dołączonym opisem: „śmiech/aplauz”. Świat musi być prosty, musi być łatwo wytłumaczalny, nic nie może wyrastać poza granice ideologicznie wyznaczonego „dobra” i „zła”. Nic i nikt nie może się wymykać poza horyzont spłaszczonych znaczeń, definicji otoczonych ideologicznymi zasiekami, strażniczymi wieżyczkami zbudowanymi ze słów.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale