W mediach dużo Davida Irvinga. Kontrowersyjny historyk wzbudził w piątek duże poruszenie - czy dobrze że go wyproszono? A może źle, bo wolność słowa, bo to, bo tamto... Jak jest tak jest, ja książek pana Irvinga nie czytałem więc trudno mi wyrokować, ale na chwilę przyjmę roboczo że pisarz nazistą jest. Że to co mówi to jest tylko oględne sondowanie rynku bo facet ma głębokie nazistowskie poglądy a jego wybielanie hitleryzmu to tylko wstęp do jego całkowitej negacji. Dodajmy do tego, że niedawno przesiedział nieco czasu w austriackim cymrze więc do swoich poglądów dołożył jeszcze sporo wolnego czasu na ich doszlifowanie - jak Hitler, który że przypomnę "Mein Kampf" napisał w więzieniu. Jak więc pisałem - siedział sobie pan Irving w więzieniu i miał czas. Gazety pewnie też :) Taki Tageszeitung czy Frankfurter Allgemeine Zeitung. Brał je do ręki i cóż widział? Faszyzm w Polsce! Kacza republika bananowa, totalitaryzm! TAZ o kartoflach, tu Michnik o końcu demokracji tam Geremek, gdzie indziej Biedroń, jeszcze Mazowiecki - aj waj co się dzieje, Berez Kartuskich co krok i takich że Majdanek to przy nich pensjonat... Czyta to pan Irving i myśli: Ależ to raj! Tam mnie nie zamkną, tam mnie nie zakneblują! Tam sprzedam moje książki, zrobię karierę a na koniec zostanę Fuehrerem! To coś dla mnie!
I za myślą przyszedł czyn. Czyn o skutkach opłakanych - pognali jak psa, nawet do widzenia nie powiedzieli - pełny zawód. Zamiast sławy - upokorzenie... I jak tu wierzyć Mazowieckiemu czy Geremkowi? Tyla czasu guano po Europie rozrzucali a jak co do czego przyszło i wreszcie pierwsza muszka na nie przyleciała - imitacja, podróba.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)