Szanowny Tygrysie :) Zamierzałem przeczytać Twój wpis uczciwie od dechy do dechy i... Po drugiej złotej myśli poczulem nieprzepartą chęć pisania - odnoszę bowiem wrażenie, że w niektórych sprawach mylisz skutki z przyczynami. Ale zanim przejdę do meritum zaznaczę: Twoje bon moty i giga moty nie są do dupy. One są raczej od dupy strony czyli głową do dołu...
A teraz do rzeczy:
Gospodarka jest jak ciąg naczyń połączonych. Ludzie pieniądze zarabiają i je wydają aby zarabiać mogli inni ludzie i tak w kółko. Piekarz piecze chleb, szewc szyje buty, krawiec ubrania et cetera. Jak pisał Tuwim w wierszyku "wszyscy dla wszystkich"są oni sobie nawzajem niezbędni ale jeśli by był tylko jeden piekarz, to mając monopol mógłby zacząć oszczędzać na klientach robiąc np coraz mniejsze bułeczki i zacząć zawyżać ich ceny co nie może mieć miejsca gdy pojawią się inni piekarze i zaczną konkurować z tym pierwszym zmuszając go do poprawienia jakości swoich wypieków i zejścia z cen.
Taka sytuacja ma miejsce od dawien dawna. Najróżniejsi kupcy krążyli po krajach oferując zwoje towary: Sukno, skóry, broń, przyprawy, pachnidła i biżuterię. Czasem kupowali od myśliwych czy tkaczy, czasem od innych kupców w miastach gdzie dobra były tanie i przewozili je do miast gdzie były drogie - zazwyczaj przez ich niedobór - aby je sprzedać z zyskiem bo po to jest handel by na nim zarabiać a nie tracić. Co najdziwniejsze nie było wówczas z jednej strony ministrów finansów, podatków progresywnych, koncesji, regulacji, PIT-ów i temu podobnych pierdółek - król pobierał podatek w ustalonej wysokości i starczyło, co kupiec zarobił ponad opłatę na króla było jego bez względu na to ile to było. Był pracowity - miał więcej. Był leniwy - biedował. I tyle. I pomimo wolnego rynku nikt nie narzekał na zanik więzi rodzinnych czy zaangażowania religijnego. Tam, gdzie wartości te były kultywowane - tam były. Aż do 1939 roku.
Na obecny stan rzeczy składają się dwa czynniki - obydwa nie tylko nie mające NIC wspólnego z wolnym rynkiem ale przeciwnie - będące jego śmiertelnymi wrogami: Globalizacja i komunizm. Ten pierwszy smok wyhodowany został w USA gdzie korporacje urosły do monstrualnych rozmiarów a na wszystkim łapę trzymali wiecznie nienasyceni bankowcy którzy do perfekcji opanowali sztukę wpędzania ludzi w pułapkę zadłużenia po to, aby z dnia na dzień pozbawić ich dorobku życia jak miało to miejsce 24 października 1929 roku kiedy to właśnie banki poprzez zmowę nagle wypowiedziały ludziom kredyty co spowodowało paniczną wyprzedaż akcji i krach który odbił się szerokim negatywnym echem na całym świecie a w USA pozbawił mienia i środków do życia miliony ludzi a wzbogacił - i to nieprawdopodobnie - garstkę wybranych którzy weszli w posiadanie tego wszystkiego co tamci utracili. Mechanizmy które rządzą bankowością opisano tutaj:
Z komunizmem będzie o wiele prościej bo jest nam lepiej znany jak że sami go doświadczyliśmy - to właśnie drugi smok który przyszedł ze wschodu i o ile smok globalizacji łasy jest głównie na nasze mienie przed czym możemy się bronić np. unikając zadłużania się to smok komunizmu jest tysiąc razy groźniejszy -
on chce naszych dusz i umysłów. Przez te wszystkie lata od roku 1939 mieliśmy całą gamę atrakcji ze strony komunistów: Prześladowania, aresztowania, pały, egzekucje, pokazowe procesy, stan wojenny, sowieckie interwencje na Węgrzech, w Czechosłowacji i Afganistanie oraz wiele podobnych ale o NAJWIĘKSZEJ zbrodni komunizmu nic się nie mówi, a jest to zbrodnia upodlenia umysłów. Komunizm zwalczał ludzi prawych, szlachetnych i uczciwych promując chama, nieroba, lesera, pijaka, złodzieja, oszusta i półgłówka. Komunizm wykształcił "elitę" cwaniaczków którzy poobsadzali wladzę a "doły" przyzwyczaił do nieróbstwa i bylejakości "czy się stoi czy się leży"...
Powiadają, że musi się zmienić bardzo wiele aby wszystko zostało po staremu. Takie zdarzenie mieliśmy w czerwcu 1989 roku kiedy "Solidarność" wystawiła kandydatów do tzw. Sejmu Kontraktowego. Wówczas byłem optymistycznym dziewiętnastolatkiem i w euforii nie zauważyłem niczego podejrzanego - szwindel zauważył natomiast Andrzej Waligórski który napisał:
KSIĘGA VI: Zaścianek
W Zaścianku dziś wybory, więc głosuje wiara:
Ten chce Napoleona, a ów obstawia cara.
Wreszcie podsumowano wszystkie elementy:
Napoleon - dziewięćdziesiąt osiem, car ma dwa procenty.
A więc car, co jest jasne nawet niemowlęciu,
Ma większość: sześćdziesiąt pięc do trzydziestu pięciu.
Kto tego nie zrozumiał, ten jest kawał ścierwa,
Oj, będzie z tego draka - przedtem krótka przerwa.
Co było potem - wiemy. Społeczna gospodarka rynkowa wpisana do konstytucji, wyborcza kiełbasa dla roszczeniowego kmiotka - produktu komunizmu, socjal wyższy niż na zachodzie Europy (porównajmy wysokość wydatków socjalnych do PKB poszczególnych krajów) i brak szans na wyjście z klinczu. A marketing i PR pilnują konsumpcji (a nie liberalizm, bo liberalizm uważa że w warunkach wolnego rynku reklama i PR są zbędne jako że dobry produkt broni się sam)...
Jak więc widzisz, Tygrysie to nie wolny rynek upadla ludzi. To upodleni ludzie nie dopuszczają do powstania wolnego rynku i straszą nim dzieci niczym złym wilkiem. Oczywiście na polecenie smoków które są tak ogromne, że patrząc na nie myślimy, że to niebo...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)