Zbliża się rocznica oficjalnej legalizacji sowieckiej agresji na Polskę, dzień żałoby dla każdego Polaka. Dzień, w którym Katyń, łagry, wywózki i egzekucje zostały oficjalnie zatwierdzone. Dzień, który umożliwił fałszerstwo referendalne i wyborcze w 1947 roku, zapalił zielone światło dla ubeckich katowni i gehenny AKowców - na konferencji jałtańskiej Stalin zgodził się na wolne demokratyczne wybory w Polsce, jednakże zaprotestował w sprawie przeprowadzenia ich pod kontrolą międzynarodową, gdyż jak uważał ingeruje to w wewnętrzne sprawy Polski. Jego intencje były chyba jasne. O uzgodnionych granicach Polski (linia Curzona, Odra i Nysa Łużycka) oficjalnie poinformowano jedynie rząd lubelski (komunistów Stalina) co było aktem zdrady wobec skłóconego, ale legalnego rządu RP na uchodźstwie.
Kiedy piszę te slowa i słucham "Jałty" Kaczmarskiego łzy mi stoją w oczach. I przypomina mi się cytat z Łysiaka: "Lepiej być wrogiem Wielkiej Brytanii niż jej przyjacielem. Jako wroga może spróbują Cię kupić - jako sojusznika prędzej czy później zdradzą". Co do Francji - cóż. Wpiszcie sobie w google frazę "french military victories" i kliknijcie "Szczęśliwy Traf" i wejdźcie w podany link.
Czy historia czegoś uczy?
Jak na razie zauważyłem jedną naukę: Taką że nigdy nikogo niczego nie nauczyła...


Komentarze
Pokaż komentarze (30)