Profesor Sadurski na swym blogu postawił kwestię aborcji z punktu widzenia liberalnego. Najpierw chciałem skomentować to bezpośrednio pod wpisem WS, doszedłem jednak do wniosku że lepiej będzie napisać własny wpis - zwłaszcza mając bardzo świeże przemyślenia w tym temacie. Zagadnienie jest prostsze niż się zdaje: Wręcz genialne w swojej prostocie - najpierw należy sobie jednak zadać pytanie: Co jest istotą liberalizmu?
Ano ni mniej ni więcej, tylko pozostawienie jak najbardziej wolnej ręki poszczególnemu obywatelowi. Tym różni się liberalizm od socjalizmu / komunizmu który z kolei jest przeregulowany i mnogością przepisów normujących wszystko i wszystkich wypełnia całkowicie naszą rzeczywistość a także odzwyczaja ludzi od myślenia i dbania o swoje interesy. Komunista ręcznie steruje życiem obywateli (vide mój dawny wpis), liberał pozostawia obywatelom wolną rękę a jego ingerencja ogranicza się do mediacji i rozsądzania sporów pomiędzy obywatelami gdy o to poproszą oraz dbania o tych, którzy dbać o swoje interesy nie są w stanie.
Czyli na przykład o nie narodzone dzieci.
I tu przejdźmy do meritum: Czym jest sytuacja w której kobieta w ciąży rozważa aborcję? Ano niczym innym, jak sporem między matką a płodem - jedno i drugie mają sprzeczne interesy. Matka chhce pozbyć się problemu, płód chce żyć i się rozwijać. Co z tym zrobić? Komunista nie będzie miał problemu: Wybierze doraźną korzyść, tak jak zwykł to czynić. Podda się lobbingowi, weźmie łapówę od tej strony, która takie posunięcia będzie gotowa i zdolna wykonać. Liberał stanie w obronie bezbronnego, bezradnego, pozbawionego alternatywy, pozbawionego możliwości wypowiedzenia się. Przywołajmy słynny przykład pani Tysiąc: Otóż tej pani nie wolno było zajść w ciążę z powodu olbrzymiej wady wzroku. Nie znam się na medycynie więc nie jestem w stanie wypowiedzieć się autorytatywnie, ale jak mi się zdaje chodziło o groźbę całkowitej utraty wzroku. Przykra sprawa. Pani Tysiąc oczywiście znalazła się w bardzo poważnej sytuacji ale - i tu zaczyna się liberalny punkt widzenia: Pani Tysiąc znalazła się w tej sytuacji z własnej woli lub w wyniku własnego błędu. W jej sytuacji żądanie aborcji było niczym innym, jak wykpienie się cudzym kosztem. Kosztem dziecka. Dziecka, które na świat się nie prosiło, dziecka które ufne i nieświadome czekało na swój dzień, dzień, kiedy opuści bezpieczne łono matki. Dziecka, które nie popełniło przestępstwa zagrożonego karą śmierci ani też nie przejawiało tendencji samobójczych. Nie popełniło nawet - w przeciwieństwie do matki - żadnego błędu więc dlaczegóż miało by zań płacić? I to najwyższą cenę?
Kończąc: Świat przyzwalający na aborcję nie jest światem liberalnym. Jest światem co najwyżej libertyńskim, światem, w którym colt to najwyższy układ kart w pokerze a treścią życia jest treść żołądkowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)