Przez dwa lata rządow PiS Zbigniew Ziobro piastował funkcję Ministra Sprawiedliwości - zarówno w rządzie K. Marcinkiewicza jak i J. Kaczyńskiego. Już wiosną 2006 "Wprost" opublikował artykuł B. Wildsteina i G. Pawelczyka pt.: "Ziobro kontra klika sprawiedliwości" który tuż po wyborach 2007 przewidując rozwój wypadków wkleiłem do siebie na blog i jest do przeczytania w notce "Dlaczego Zbigniew Ziobro jest atakowany z taką wściekłością" i ostatnio przypomniałem w komentarzu do wpisu Mendy. Pod moim wpisem pojawił komentarz jak zwykle nieocenionego Eumenesa który zadał mi proste pytanie:
Co za swojego ministrowania zrobił Zbigniew Ziobro?
Otóż nie zrobił prawie nic.
W każdym razie nic trwałego. Dlaczego? Ano z bardzo prostej przyczyny: Nie łamał obowiązującego prawa. Brzmi paradoksalnie, prawda? Ale niestety, taka jest przyczyna merytorycznej porażki rządów PiS. PiS nie mając większości w parlamencie chciał metodami prawnymi pokonać autorów obowiązującego prawa! Weźmy jedno nazwisko z artykułu "Wprost" - Zbigniew Ćwiąkalski. Przytoczono jego wypowiedź:
prof. Zbigniew Ćwiąkalski karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego: "Zmiany proponowane przez ministra Ziobrę są praktycznie powrotem do przepisów kodeksu z 1969 r. Słychać powrót do retoryki, której używano w 1985 r., wprowadzając ustawę o szczególnej odpowiedzialności za niektóre przestępstwa. Szef MSW Czesław Kiszczak mówił wówczas, że profesorowie to pięknoduchy, a klasa robotnicza ma prawo domagać się surowego karania. Ta polityka skończy się takim samym fiaskiem jak ta z lat 1985-1989".
"Gazeta Wyborcza", 11.02.2006 r.
Ładne?
A to tylko jedno spośród wymienionych nazwisk, przywołałem je tylko dlatego, że Platforma Obywatelska desygnowała tę osobę na stanowisko ministra sprawiedliwości co w obliczu powyżej zacytowanej wypowiedzi dla GW jasno precyzuje intencje obecnie rządzącej ekipy. Jakie są perspektywy? Ano marne. Zreformować polski system prawny (a jest on do napisania od zera) co jest niezbędne aby móc uzyskać możliwość reformowania innych dziedzin życia w Polsce można tylko na dwa sposoby: Trzeba albo uzyskać większość konstytucyjną w parlamencie i mieć swojego Prezydenta - a jak pamiętamy PiS nie miał nawet większości zwykłej i musiał się posiłkować szemranymi partyjkami koalicyjnymi bo jak z powyższego wynika konflikt interesów był zbyt wielki aby mogło dojść do powstania POPiS-u, albo... Albo użyć czołgów. Bo bez powyżej opisanej przewagi reformy są niemożliwe do przeprowadzenia metodami prawnymi. Czego "zagrażająca demokracji" partia braci Kaczyńskich nie zrobiła i najwyraźniej w ogóle nie brała takiej możliwości pod uwagę, ale w takim razie Kaczyńscy powinni pogodzić się ze sromotną klęską bo nie wydaje mi się, aby w obecnej sytuacji PiS mógł liczyć na taki wynik wyborczy który dałby im większość 2/3+ - a taka większość spelniala by warunek postawiony przez Machiavellego. Genialny renesansowy politolog napisał bowiem:
Ci, którzy krocząc podobnymi drogami dzielności, dochodzą do władzy książęcej, zdobywają ją z trudem, lecz zatrzymują z łatwością. Trudności napotykane przez nich w uzyskaniu tronu rodzą się po części z nowych urządzeń i sposobów, jakie muszą stosować dla ugruntowania swego państwa i swego bezpieczeństwa. A trzeba zważyć, że nie ma rzeczy trudniejszej w przeprowadzeniu ani wątpliwszej co do wyniku, ani bardziej niebezpiecznej w kierowaniu, jak przewodnictwo przy tworzeniu nowych urządzeń. Albowiem reformator mieć będzie przeciw sobie wszystkich tych, którym ze starymi urządzeniami było dobrze, a ostrożnymi jego przyjaciółmi będą ci, którym z nowymi urządzeniami mogłoby być dobrze. Owa ostrożność pochodzi po części ze strachu przed przeciwnikami, którzy mają prawo po swej stronie, po części z nieufności ludzi, którzy tak długo nie mają naprawdę zaufania do nowej rzeczy, dopóki nie spostrzegą, że opiera się ona na pewnym doświadczeniu. Dlatego ilekroć nieprzyjaciele znajdą sposobność do ataku, wykonują go z zaciekłością, a tamci bronią się tak słabo, że książę upada razem z nimi. Dlatego też, chcąc dobrze wyrozumieć tę stronę, trzeba koniecznie zbadać, czy ci reformatorzy, stoją o własnych siłach, czy też są zależni od drugich, to znaczy, czy aby przeprowadzić swe dzieło muszą prosić, czy mogą zmuszać. W pierwszym wypadku wyjdą zawsze źle na tym i nie dojdą do niczego, lecz gdy zależą wyłącznie od siebie i mogą posłuszeństwo wymuszać, w takim razie rzadko kiedy upadają. Toteż widzimy, że wszyscy uzbrojeni prorocy zwyciężają, a bezbronni padają, czego przyczyną, oprócz powyższych rzeczy, jest i ta, że natura ludów jest zmienna, łatwo ich o czymś przekonać, lecz trudno umocnić w tym przekonaniu. Trzeba więc urządzić się w ten sposób, aby gdy wierzyć przestaną, wlać im wiarę przemocą.
Mojżesz, Cyrus, Tezeusz i Romulus nie zdołaliby na czas dłuższy zyskać posłuchu dla swoich ustaw, gdyby byli bezbronni, jak to w naszych czasach zdarzało się zakonnikowi Girolamo Savonaroli, który padł razem ze swymi reformami, gdy tylko lud stracił zaufanie do niego, a on nie potrafił utrzymać w stałości tych, którzy mu wierzyli, ani też wzbudzić ufności w tych, którzy mu nie wierzyli. Przeto wszyscy tacy reformatorzy mają wielką trudność w postępowaniu i wszelkie niebezpieczeństwa są na ich drodze, i tylko swą dzielnością mogą je przezwyciężyć. Atoli gdy je raz pokonają i zaczną zyskiwać poszanowanie, pozbywszy się zawistnych, wtedy staną się potężnymi, bezpiecznymi, otoczonymi czcią i szczęśliwymi.
I co się przez 500 lat (od Machiavellego, nie od Tezeusza czy Cyrusa) zmieniło? Nic. Dlatego właśnie o zmiany będzie trudno jeśli chęć zmian nie będzie powszechna...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)