Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
56
BLOG

Jaroslaw Kaczyński czyli rozczarowanie roku.

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 26
No nie sądziłem że Jaroslaw Kaczyński rozczaruje mnie tak, jak uczynił to dziś. To niepojęte, jak ten inteligentny przecież człowiek potrafił strzelić sobie takiego samobója jakiego strzelił tymi słowami: Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Ja rozumiem, że Jarosław Kaczyński jest człowiekiem starej daty, być może nie obeznany z nowinkami technicznymi, być może jemu samemu nie mieści się w głowie że można zagłosować w wyborach samorządowych, parlamentarnych czy prezydenckich przez internet, nie wychodząc z domu - w końcu przyzwyczajenia są drugą naturą człowieka, są ludzie którzy nie zaakceptują dajmy na to spowiedzi przez telefon, inni są zdania że filmu nie da się oglądać gdzieś indziej niż w porządnym kinie, jeszcze inni z kolei że żadne tam porządne kino tylko mała zadymiona salka, w dodatku koniecznie z projektorem mechanicznym bo bez jego terkotu to nie film. De gustibus non disputandum est ale na Boga - wytłuszczony fragment zbija z nóg! Przezesie! Oczywiście że wiadomo kto ma przewagę w internecie: Ludzie! Ci sami co wszędzie! Nie robiłem w tym zakresie żadnych badań ale jestem przekonany, że w sieci znajdziemy dokładnie takie samo rozłożenie sympatii politycznych jak w realnym świecie. Oczywiście ogólnie, bo wiadomo że na stronach Onetu będzie to wyglądało inaczej, na Wyborczej inaczej, na Naszym Dzienniku jeszcze inaczej - każdy idzie tam gdzie wie, że znajdzie coś dla siebie. Dalej Prezes Kaczyński mówi: Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować. I tu jestem zdumiony podwójnie: JarKacz myli skutek z przyczyną! To nie jest kwestia medium! Kaczyński zapomniał, że "dobrego karczma nie zepsuje, złego kościół nie naprawi". Zgadza się, że dureń daje się manipulować, ale to nie internet robi z ludzi durniów tak samo jak "moherów" nie produkuje Radio Maryja. Durnie są durniami ZANIM siądą do komputera. Ci którzy dają się manipulować nie mają pojęcia o życiu, nie znają historii własnego kraju, nie potrafią kojarzyć najprostszych faktów, nie ogarniają zdań złożonych i to jest wina ich rodziców a nie internetu. Durnie szukają najdurniejszych stron, odbierają najprostsze hasła, najprymitywniejsze bonmoty, im bardziej chamskie tym lepiej - dres któremu zaproponowano by literacką polszczyznę, jakąś poetycką formę ekspresji, jakąś mglistą aluzję albo po prostu długi, merytoryczny tekst zwyczajnie by odpuścił lekturę po pierwszym zdaniu i nigdy więcej by na taką stronę nie wszedł. Musi być prosto, treść musi zmieścić się w 160 znakach SMS-a lub opisu GG, przykładowo: "Giertych do wora - wór do jeziora" - małpa zrozumie. I to jest robione, i to ma wzięcie. PiS musi zacząć robić to samo jeśli chce liczyć na wyborczy sukces za cztery lata, gadki o młodych i wykształconych to bicie piany, target jest zasadniczo jeden: Jest nim dureń. Bezkrytyczny konsument TVN i Antyradia, wielbiciel Wojewódzkiego. Tusk o tym doskonale wiedział i to wykorzystał, jak dwa lata wcześniej obraził wyborców w kampanii parlamentarnej a okłamał w prezydenckiej czego mu nie wybaczono tak w zeszłorocznej odrobił lekcje - niech dowodem na to będzie debata z JarKaczem kiedy Tusk przy pomocy "publiczności" którą przyprowadził z sobą i której zachowanie tak dobrze pamiętamy wyprowadził Kaczyńskiego z równowagi i na tym wygrał. Porwał durniów, dokonał tego, co się nie udało - ba - czego w ogóle nie spróbowano zrobić w sztabie PiS. PiS chciał tych ludzi zmienić - vide list otwarty do wykształciuchów Dorna - i okazało się, że kolosalnie ich przecenił - dureń ma gdzieś agenturę, przekręty, Rosję. Ma wbite do łba proste motto: "Byle nie Kaczory". O konkrety lepiej nie pytać, milczenie tutaj jest platyną, nie tylko złotem. Zapytać należy za to Jarosława Kaczyńskiego: Co Pan zamierza z tym zrobić? jak pan zamierza zagospodarować tę część elektoratu? Sam Pan widział, panie Prezesie: Zmienić się ich nie da. Na naukę był czas kilka - kilkanaście lat temu, dziś na to już za późno, starych psów się nowych sztuczek nie uczy. Trzeba po prostu zacząć naszczekiwać na ich modłę. Zgadzam się, że to trudne ale Pan nie ma innego wyjścia. O ile oczywiście chce pan powrócić do władzy. Decyzja czy chce się Pan w tym babrać należy tylko i wyłącznie do Pana, takie są koszta władzy w kraju demokratycznym. Wynurzeniami takimi jak zacytowane wyżej nie osiągnie Pan niczego.

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka