Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
27
BLOG

A ja Tybetańczykom zazdroszczę.

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 2
Ich władza przynajmniej traktuje jak normalnych ludzi, jest wróg, to się do niego strzela. U nas z wroga kreuje się na idiotę przy okazji robiąc idiotów z publiki. A nad Tybetańczykami walczącymi o wolny kraj wylewa się krokodyle łzy. Od razu napiszę: Nie wiem jak jest w Chinach. Wiem tyle ile z mediów, tj. tylko to, co media uważają za stosowne powiedzieć. Co przemilczano? A kto to zgadnie? Możliwości weryfikacji żadnych. A jeśli nawet jest tak jak to gazety opisują to i tak wolałbym to, niż te powolne i wymyślne tortury jakich normalny człowiek zaznaje oglądając jak były szef oficjalnego przedstawicielstwa GRU na Polskę robi w telewizorni za skrzywdzoną niewinność bo ktoś go odstawił na boczny tor. Jak kapuś pała świętym oburzeniem, bo ktoś śmiał nazwać go kapusiem. Jak "autorytet" obnosi się z dumą, że właśnie złamał prawo i mogą go w dupę pocałować. Jak ławica karpi plaszcze z radości ogonami o wodę bo właśnie ogłoszono przyspieszenie świąt Bożego Narodzenia. Jak legalny rząd bez żenady łamie prawo uchwalone za poprzedniego rządu... A teraz jest rozkaz: Współczuć Tybetowi. Więc publika karnie współczuje. Doprawdy, biorąc pod uwagę powyższe zazdroszczę Tybetańczykom. Zazdroszczę im jasności i klarowności sytuacji, w jakiej się znajdują, są narodem podbitym, mają ciemiężcę - okupanta, sprawa jasna. Chińczycy także nie udają że jest inaczej, jak pisałem we wstępie traktują naród podbity jak naród podbity nie robiąc mu wody z mózgu. Nie podsuwa im się "autorytetów" nazywających chińskich przywódców "ludźmi honoru" (nota bene co to za człowiek honoru co pozwala się obściskiwać słudze), nie serwuje im się (tak zakładam) medialnej papki, po prostu się ich zwalcza. Jak normalnych, godnych ludzi. jak widać w Chinach nie trzeba dowartościowywać narodu wpisami w konstytucji o niezbywalności godności etc. Takie zabiegi są konieczne tylko tam, gdzie obywatel jest śmieciem niewartym kuli... To jest Ala z willi, to Ola z M2 Obie z pierwszej klasy, z klasy IA Mają dobre stopnie, pilnie uczą się Jak Murzynek Bambo źle ma w czarnej Afryce To jest popelina a to cenny wkład Tu jest druga Polska a tam trzeci świat To jest obcy reżim a to własny wikt Co ma piernik do wiatraka nie wie w klasie nikt To jest Pan Robotnik a to jest Pan Chłop Tu są nowe drogi ia tutaj znak "STOP" Wokół rośnie zboże i kominów las A panowie z telewizji kręcą cały czas To jest wielka płyta a tu stoi dźwig Domy wznosi murarz aby rosły w mig Ale żeby murarz domy wznosić mógł Czuwać musi żołnierz by nie przeszkodził wróg Twój pierwszy elementarz, powiedz czy Jeszcze coś pamiętasz z tamtych dni Przemija epoka i zmienia się świat Elementarz się nie zmienia już od wielu lat Wały Jagiellońskie - "Twój pierwszy elementarz"

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka